Cotygodniowy Biuletyn Kulturowy #1

Doszłam do wniosku, że nie ma sensu pisać rozwlekłych recenzji każdego dzieła kultury i popkultury, z którym się zetknę - od tego są wyspec...

Doszłam do wniosku, że nie ma sensu pisać rozwlekłych recenzji każdego dzieła kultury i popkultury, z którym się zetknę - od tego są wyspecjalizowane serwisy. Ale czemu by jednak nie opisywać, pokrótce choćby, swoich wrażeń po zetknięciu z nimi? Planuję więc co tydzień subiektywnie i wybiórczo przedstawić wszystko, co wywarło na mnie jakiekolwiek wrażenie, pozytywne i negatywne: obrazy, zdjęcia, architekturę, filmy, książki, komiksy, seriale, animacje, gry, rysunki, wiersze, wydarzenia - oraz każdą inną rzecz, którą zaliczyć można do przejawów kultury, niskiej i wysokiej! Zaczynam w tym tygodniu:  



 Chibits (anime) Komediowy spin-off popularnej swego czasu serii 'Chobits'. Dużo krzyku i hałasu, radosna latanina (w przenośni i dosłownie). Można obejrzeć bez znajomości serii, można znając ją tylko po łebkach, lub, co najbardziej polecam, po zapoznaniu się z całością - wtedy daje najwięcej radości. Choć, z drugiej strony, wiecznie biegająca w kółko i drąca japę Sumomo potrafi zirytować - a tu jest jej wręcz w nadmiarze. Gdyby nie hałaśliwość różowego palmtopa, odcinek byłby okej.  

Weathering Continent (anime) Stara kinówka, czyste fantasy. Choć nigdzie nie znalazłam na ten temat informacji, jestem pewna, że na podstawie jakiejś serii książek - o innym anime, mandze czy grze na ten temat nie słyszałam, a całość wygląda jak 'po prostu kolejna przygoda' trojga bohaterów - prawie niczego się o ich przeszłości nie dowiadujemy. Za to grafika jest śliczna - wszak w projektach postaci maczała palce sama Inomata Mutsumi, moim faworytem jest Tieh - bo ma heterochromię. Wszystko inne jest w nim irytujące, zresztą, taki urok starych anime, że bohaterowie potrafią powtarzać bardzo zdziwieni jakąś kwestię po kilka razy, każdy po kolei... No ale grafika śliczna, fabuła dość zwyczajna i schematyczna, ale niegłupia, muzyka bardzo przyjemna... Stanowczo nie zmarnowałam czasu.  

Short Cuts (manga) Usamaru Furuya jest znany w Polsce dzięki Hanami, które wydało jego 'Muzykę Marie' (muszę wreszcie kupić!). Jest jednak mangaką wszechstronnym. W tym tygodniu zapoznałam się z dwoma jego dziełami, pierwszym jest właśnie 'Short Cuts'. To zbiór niepowiązanych prawie ze sobą jedno- góra trzystronicowych krótkich komiksów. Są prawie niepowiązane - bo niektóre układają się we wspólną historię jakiejś postaci. Czegoś takiego brakowało mi po Azumandze - jest czasami morderczo śmiesznie, czasami boleśnie przykro. Wszystko osadzone w japońskiej kulturze - myślę, że gdybym nie znała zjawiska kogali, lub nie kojarzyła Takarazuki, wiele dowcipów by mi umknęło. Choć i tak musiałam korzystać z przypisów.  

Plastic Girl (manga) Znów Furuya, tym razem jednak zupełnie inaczej. W pełnym kolorze, na stronach - obrazach przypominających kolaże, snuje opowieść o swoim życiu dziewczynka. Wszystko surrealistyczne, dwuznaczne i symboliczne. Jednak symbole nie aspirują do miana ponadczasowych i zmieniających świat - dzięki, chwilowo mam dość wyzierających ze wszystkich anime przesłań antybomboatomowych. Dziwna i jednocześnie magiczna rzecz o dorastaniu, perełka.  

Saber Marionette J 4-7 (anime) Rety, seria składająca się głównie z fillerów. Był już letni festiwal, jeśli gorące źródła się nie pojawią, to chyba tylko dlatego, że androidom mogłoby to i owo zardzewieć. Mnie jakoś nie przekonują 'uczucia przedmiotów' - jakkolwiek śliczna i słodka taka Lime, Chii, czy inna robocica nie była - zawsze jest rzeczą, skonstruowanym przez kogoś robotem. Na tej samej zasadzie nie wzruszały mnie losy robocików w '9'. I nie przekona mnie argument o 'wyjątkowości' Chobitów, Saber Dolls z Maiden Circuitami, czy czegokolwiek innego - to tylko pretekst, żeby wylewać swoje chore fantazje. Na razie średnia 'haremówka' - w cudzysłowie, bo jednak jestem konserwatywna i wolę haremy złożone z żywych kobiet, obojętnie, czy ludzkich, czy kosmitek.

 Sweet Valerian (anime) Ponieważ w tworzeniu tego dziełka brały udział panie z CLAMPa, szerszą recenzję zaprezentuję wkrótce na CLAMPowym fanblogasku.  

Black Lagoon 2-4 (anime) Ładne graficznie, świetni seiyuu. Ale wolałam komiks - anime niemiłosiernie się wlecze, jest koszmarnie przegadane. Jeśli już zdarza się bijatyka, strzelanina, albo wybuch, dzieje się to raz, góra dwa na odcinek. Irytują mnie też silne i straszne kobiety, za dużo ich tu - Revy, Bałałajka, z mangi wiem, że jeszcze pojawi się Roberta... Nuda straszna, bo wszyscy faceci są albo sympatyczni, albo ciapy, kobiety natomiast to same demony. No i, obowiązkowo, wątek z nazistami (tym razem i tymi z czasów IIWŚ i neo). W jaki sposób załoga Lagoona zdobyła zdjęcie obrazu z tamtych czasów o tak żywych kolorach?  

Bleach 1 (manga) Wreszcie doczekaliśmy się i tego młodzieżowego tasiemca na naszym ryneczku - choć szczerze wątpię, czy na 'One Piece' jeszcze się ktoś porwie. JPF w ogóle lubi wydawać długaśne i niedokończone serie: 'Oh! My Goddess', 'X', 'Hellsing' i jeszcze kilka innych. Zaczyna się jak każdy dobry tasiemcowy shounen - mnóstwo świetnego humoru, minimum dramy, ciekawi bohaterowie, skomplikowany, ale dobrze wytłumaczony świat... Do tego świetne, luźne tłumaczenie (którego autorem jest znany w fandomie Paweł 'Rep' Dybała) - z wielką przyjemnością przeczytam dalsze tomy. Nawet, gdy już zamieni się w typowo dragonballową nawalankę, jak w anime. Szkoda tylko, że rysunki niezbyt ładne - no ale pokazują, co najważniejsze, a brzydko rysowany komiks nie oznacza złego.

Podobne:

0 komentarzy