Highschool of the dead

Cycki, majtki i zombie - w ten sposób wszyscy opisują tę serię. Jest to, poniekąd, prawdziwe - dużo czasu ekranowego poświęcono tym e...

Cycki, majtki i zombie - w ten sposób wszyscy opisują tę serię. Jest to, poniekąd, prawdziwe - dużo czasu ekranowego poświęcono tym elementom i bardzo dobrze je pokazano. Sęk w tym, że jest tam wiele więcej - o czym, niestety, często się zapomina. Lub, mam taką nieśmiałą teoryjkę, widownia jest zbyt zajęta gore i fanserwisem, żeby zwrócić na cokolwiek innego uwagę.
Szkoda. 

Fabuła

Tytułową szkołę atakują tytułowi nieumarli. Obserwujemy ucieczkę i obronę grupki osób, które przeżyły - pięciorga uczniów i pielęgniarki szkolnej. To całkiem zwykli ludzie, ale każde posiada umiejętności lub wiedzę, które pomogą im przetrwać, pomóc sobie nawzajem, a czasem i innym. 
To naprawdę wszystko, co można powiedzieć bez spoilerów - anime to nie opiera się na twistach czy zagmatwanej fabule, a na postaciach i ich wzajemnych relacjach oraz przeżyciach. Muszę przyznać, że to mój ulubiony rodzaj prowadzenia narracji.

 Bardzo ważnym motywem w całej serii jest załamanie się dotychczasowego porządku i działanie nastolatków wbrew dotychczasowym zasadom. Tu przydaje się choćby lekka znajomość realiów Japonii, bo przeciętny Polak może nie zrozumieć, dlaczego dla bohaterów tak dużym przeżyciem jest jazda na motorze bez prawka, albo czemu dorośli próbują pozbawić kogoś broni palnej i ignorują jego umiejętności w posługiwaniu się nią, tylko dlatego, że jest niepełnoletni.

Postacie

Na samym początku mamy więc trójkąt - Takashiego, który z Rei w dzieciństwie złożył przysięgę, że się pobiorą, oraz Hisashiego, dobrego kumpla tego pierwszego, który teraz chodzi z Rei. Później poznamy jeszcze Takagi - typową tsundere, Hirano - otaku militariów, tępą i cycatą Shizukę (jej piersi wydają swój własny dźwięk przy podskakiwaniu), oraz zimną mistrzynię miecza - Busujimę. To nie wszyscy, ale z pewnością ci najważniejsi.

 Moimi ulubieńcami zostało pewne bogate, badassowe małżeństwo, rodzice jednej z głównych postaci. Nie mogłam również przestać się szczerzyć gdy patrzyłam na przeurocze zmiany nastroju Hirano (gość jest bazowany na autorze popularnego Hellsinga), który w jednej chwili potrafił być uległym niezdarą, aby za chwilę chwycić pistolet i z uśmiechem maniaka siać spustoszenie wśród nieumarłych. No i ja po prostu lubię sympatycznych grubasków, stanowczo za mało ich w japońskich kreskówkach i grach.

 Oprawa

Bardzo przyjemna, świetnie dobrana muzyka. Mocna, rockowa czołówka, połączona z pełną krwi i cycków animacją od razu pokazuje z czym będziemy mieć do czynienia. Niewiele z tego zostaje dłużej w głowie, żaden kawałek nie wpada szczególnie w ucho, ale wszystko pozostawia pozytywne wrażenie.
Graficznie jest świetnie. Po prostu - projekty postaci, miejsc, animacja, montaż - wszystko na wysokim poziomie. Ta seria w końcu adresowana jest przede wszystkim do wielbicieli konkretnych wizualiów. Jest więc krwawa, brutalna przemoc, a każda okazja do zaprezentowania jak największej ilości damskich wdzięków zostaje wykorzystana. Bardzo podobała mi się również dynamiczna, trochę nierealna lecz świetnie wpisująca się w konwencję, choreografia walk.

 Zdarzało mi się już wielokrotnie czytać, że serię bardzo popsuł fanserwis. Że historia jest poważna, a psychologia interesująca, ale wszyscy skupią się na piersiach (zawsze co najmniej dużych, a przeważnie ogromnych), bo autor mangi wcześniej rysował tylko hentaje, więc ma taką manierę. Owszem, nie przepadam za ogromnymi balonami, a majtki ginącej w pierwszym odcinku uczennicy odwróciły trochę moją uwagę od tragicznej ironii w jej śmierci, ale - nie widzę w tym nic złego. Bo wdzięki dziewcząt tak naprawdę nie zastępują fabuły, są tylko dodatkiem, który da się spokojnie zignorować. Jeśli ktoś twierdzi inaczej - zapewne miewa problemy z każdym bardziej odsłoniętym kawałkiem ciała.

 Podsumowanie

Jeśli nie lubi się mody na zombie ani fanserwisu - najlepiej omijać tę serię z daleka. To nie są jej jedyne elementy, ale z pewnością najbardziej widoczne. Ja na przykład oglądałam głównie dla postaci, które bardzo polubiłam - nawet tsundere, choć przeważnie za nimi nie przepadam. Nikt nie ma pewności, jak zachowa się w ekstremalnej sytuacji, co dopiero tak zmyślonej - a jednak odniosłam wrażenie realizmu w ich zachowaniach.

 Fantastyczna seria. Z niecierpliwości czekam na drugi sezon, oraz z pewnością będę dalej kupować wersję komiksową, którą właśnie zaczęło wydawać u nas Waneko.

Podobne:

0 komentarzy