Phineas and Ferb: Across the Second Dimension

Fani My Little Pony irytują mnie argumentem, że to pierwsza taka dobra i nadająca się nie tylko dla dzieci zachodnia kreskówka. Bardziej i...

Fani My Little Pony irytują mnie argumentem, że to pierwsza taka dobra i nadająca się nie tylko dla dzieci zachodnia kreskówka. Bardziej irytujący są już tylko nostalgizujący dwudziestolatkowie, dla których wszystko co fajne skończyło się wraz z podstawówką i każda później powstała animacja jest denna.
Mój główny problem z takimi osobami polega na tym, że zazwyczaj po prostu nie chce im się nawet dowiedzieć, co jest teraz produkowane. Ot, może rzucą okiem na wieczorynkę, kanał z kreskówkami, wystawę sklepu z zabawkami, zobaczą coś faktycznie marnego i przyrównają do niego wszystko inne.


Przecież zawsze było i zawsze będzie tak, że większość produkcji jest słaba lub średnia, a wśród nich błyszczą perły i diamenty. Takim diamentem jest wyprodukowana przez Disney seria o Fineaszu i Ferbie. Dziś zajmę się najnowszą produkcją z nią związaną, czyli filmem telewizyjnym.


Krótkie wprowadzenie dla nieznających serialu

Hiperaktywny Phineas Flynn i cichy Ferb Fletcher to przyrodni bracia w wieku "poniżej piętnastu lat". Seria przedstawia ich wspólne wakacje, podczas których nie nudzą się jak wiele innych dzieci, lecz codziennie wpadają na genialne pomysły i razem tworzą niezwykłe wynalazki, sprawiające radość wszystkim dookoła - jak wehikuł czasu, rollercoaster czy arenę dla monster trucks. Ich rodzice nigdy się o tym nie dowiadują, bo akurat wyszli z domu lub są czymś zajęci, ale starsza siostra Phineasa, Candace, obsesyjnie i bezskutecznie próbuje ich przyłapać i donieść matce, co tu się wyrabia. W domu jest jeszcze zwierzątko domowe, dziobak Perry, który przed rodziną udaje niezbyt rozgarniętego ssaka, ale tak naprawdę jest tajnym agentem walczącym z szalonym naukowcem, doktorem Doofenshmirtzem, który próbuje zapanować nad fikcyjnym miastem Danville i trzema najbliższymi stanami.


Nawet pobudki mają godne pozazdroszczenia!
Tak, wiem, wygląda na zwykłą kreskówkę dla małych dzieci, ale tak przecież nie jest. Przede wszystkim znajdzie się cała masa smaczków dla starszych widzów, ale w dobrym tonie, z bardzo rzadkimi nawiązaniami do seksu, które zdają się być jedynymi aluzjami możliwymi w animacjach dla dzieci. Bohaterów nie da się nie polubić, muzyka niesamowicie wpada w ucho, a fabuła jest tak sprytnie skomplikowana, że zawsze udaje się utrzymać status quo i wynalazki chłopców znikają w ostatniej chwili, a Perry ściąga kapelusz i znów jest tylko zwierzątkiem.

Najlepsze że wcale nie musimy tego wiedzieć. Film przedstawia nam wszystkich po kolei, dla wygody imię każdego pierwszy raz pojawiającego się bohatera zostaje wypowiedziane, a motywy do działania bohaterów - ujawnione. Oczywiście lepiej znać serię, bo zobaczymy całą masę nawiązań i smaczków dla fanów, ale jeśli ktoś jeszcze nie zdecydował się z nią zapoznać - to jest to świetna okazja żeby zacząć.

Fabuła

Zamiast tradycyjnej czołówki o tym, jakie fajne są wakacje, film otwiera nowa piosenka, o tym, jakie wszystko jest lepsze z Perrym. Oto bowiem dzień już piątej rocznicy od kiedy rodzina Fletcher-Flynn przygarnęła dziobaka! Mamy więc wzruszającą scenę świętowania i wspomnień, ale zaraz potem wracamy do zwykłego trybu zdarzeń: Perry się ulatnia do kwatery swojej agencji, chłopcy budują wielkie wyrzutnie lotek w kształcie dziobaka.


To jedna z najnormalniejszych i najbezpieczniejszych rzeczy jakie w życiu zbudowali.
Tym razem jednak Phineas i Ferb spotykają Doofenshmirtza i pomagają mu skończyć najnowszy wynalazek, umożliwiający przenoszenie się między wymiarami. Perry próbuje im przeszkodzić, ale nie może działać tak jak zwykle, bo jeśli chłopcy odkryją jego drugą tożsamość, będzie musiał się przeprowadzić i już nigdy ich nie zobaczy...

Wymiar, do którego wszyscy czterej trafiają to równoległe Danville, w którym Doofenshmirtzowi udało się zapanować. Jest więc mroczniej i niebezpieczniej niż zazwyczaj, bo nagle główny zły jest kompetentny. A przez to groźny. Dlatego miejsce, którym rządzi smutne i nieprzyjemne, a także nieprzyjazne dla mieszkańców miasto, a gdy taka przemiana zaczyna zagrażać również "naszemu" wymiarowi, trzeba to naprawić...

Postacie

Spotykamy praktycznie komplet starych znajomych z serialu, niektórzy pojawiają się tylko na moment, żeby wywołać uśmiech. Brakowało mi Vanessy , córki szalonego naukowca. Jej postać mogła zostać bardzo interesująco rozwinięta - a tak widzimy ją tylko w dwóch, wyciętych z głównego filmu, dodatkowych scenach.


Vanessa, jak zawsze, olśniewająca.
Bardzo interesujące są natomiast odpowiedniki znanych bohaterów z innego wymiaru. Nie są bowiem, jak w wielu tego typu historyjkach, odwrotnością podstawowych wersji. Są identyczni - tylko przystosowani do innego świata. Nie mogą być bowiem tak beztroscy i radośni jak zazwyczaj, gdy zapanowało zło. Niektórzy musieli szybciej dorosnąć, inni... właśnie dorastają.

Bardzo spodobało mi się mnóstwo drobnych mrugnięć oczkiem do fanów i odwołanie się do drobnych szczegółów z serialu, które czyniły bohaterów bardziej ludzkimi. Jest więc i alergia Candace, i tragiczne historie z dzieciństwa Doofenshmirtza, i nawet wreszcie rym dla słowa "evil".

Tecznicznie

Graficznie jest identycznie jak w serialu.To nie jest wada - anime przyzwyczaiły mnie, że kinówki mają wyższy budżet, a przez to są bardziej dopieszczone, mają więcej efektów i tak dalej. Tutaj wszystko jest na poziomie odcinka serialu, tylko dłuższe. I dobrze, nie wyobrażam sobie, żeby miano na siłę upiększać bohaterów i krajobrazy. To nie epickie fantasy jak Escaflowne. To nie poważny cyberpunk jak Ghost in the Shell. To w końcu nadal bajeczka dla dzieci.

Nie było jeszcze polskiej premiery, więc oglądałam po angielsku. Zazwyczaj wystrzegam się tego, bo polski dubbing jest wyjątkowo dobry, a w wersji oryginalnej głos najwięcej mówiącemu bohaterowi podkłada Vincent Martella, którego szanuję, ale wyjątkowo mi się gryzie z tak młodym dzieciakiem. Uznałam to więc za dobrą okazję do głębszego zapoznania się z amerykańskimi głosami. I, wbrew oczekiwaniom, nie odebrało mi to przyjemności, w wersji polskiej bowiem niektóre rzeczy nie są obecne, jak choćby niemiecki akcent i wtrącenia Doofenshmirtza, czy brytyjski angielski Ferba. Nie mówiąc już o grach słownych - bardzo mnie ciekawi, jak mają zamiar przetłumaczyć żart z Lorenzo Lamasem i "platyp". Dlatego chętnie obejrzę jeszcze raz.

Muzyka jest taka jak zwykle - dopasowana i wpadająca w ucho. Nie jest to poziom najlepszych hitów z serialu, ale, serio, poprzeczka była wysoko. Za to opowiadanie czegoś za pomocą piosenki zamiast normalnego dialogu zazwyczaj drażni mnie w filmach Disneya - dla mnie mogliby wyciąć połowę śpiewania w The Princess and the Frog, natomiast Atlantis: The Lost Empire dzięki zupełnemu brakowi piosenek tylko zyskał i stał się z miejsca jednym z moich ulubionych filmów tej wytwórni. Tutaj natomiast faktycznie pozbyto się zbędnych piosenek, a te, które zostały, są przyjemne i nie na siłę. Moją ulubioną została Robot Riot, również z jej powodu polecam obejrzeć wycięte sceny, znajduje się bowiem wśród nich wersja rozszerzona, z dodatkową przemocą wobec maszyn.

Podsumowanie

Tak naprawdę obejrzeliśmy ten film, bo chcieliśmy zagrać w grę, którą niedawno wydano. Gra zaczyna się tuż przed domem Fineasza i Ferba, tylko z sąsiedztwem pokrytym galaretką. Zdziwieni więc, postanowiliśmy przerwać i sprawdzić w filmie, o co chodzi. Na napisach końcowych zorientowaliśmy się, że nadal nie wiemy skąd galaretka - wyjaśniła nam to dopiero gra. Serio, grajcie w grę, nawet nie zalinkuję bo i strona polskiego oddziału Disneya i strona dystrybutora, czyli CD Projektu milczą, jakby nie mieli nic wspólnego z tym cudnym wydawnictwem. Duchy czyli?...


Tak, to Slash z Guns N' Roses. To nie twórcy go zaprosili, to on sam ich ubłagał, żeby tu wystąpić.
Film jest świetny - mroczniejszy niż seria, ale nadal nadający się dla dzieci. Pełen odwołań do kanonu serii, ale jadalny i dla nowicjusza. Świetny kawał rozrywki, chętnie obejrzę jeszcze niejeden raz i każdemu polecam dać przynajmniej szansę. Zwłaszcza zaślepionym czcicielom Kucyków i japońskich kreskówek. Warto poszerzać horyzonty.

Wszystkie obrazki wzięłam z Fineaszowo-Ferbowej Wiki - uwaga, w galerii są spoilery z filmu!

Podobne:

0 komentarzy