Uta no☆Prince-sama♪ Maji Love 1000%

Reverse harem to bardzo mała nisza w japońskiej animacji, w dodatku zawierająca głównie produkcje wątpliwej jakości. O ile wśród normalnych...

Reverse harem to bardzo mała nisza w japońskiej animacji, w dodatku zawierająca głównie produkcje wątpliwej jakości. O ile wśród normalnych haremówek można znaleźć interesujących protagonistów i bohaterki o charakterze dającym się opisać więcej niż jednym słowem, z haremami dla dziewcząt już nie jest tak różowo. Oczywiście wynika to zapewne z liczebności, a ta z różnego podejścia przedstawicieli obu płci do romansów. Chłopcy lubią dużo laseczek, dziewczynki lubią Tego Jedynego, po prostu.
Harem w pełnej okazałości
To anime miało zadatki na wybicie się w gatunku - jak wiele innych reverse haremów było ekranizacją gry randkowej dla dziewcząt, ale pierwsze odcinki nastroiły mnie pozytywnie. Straszna szkoda, że ostatecznie nie sprostano dużym oczekiwaniom.

Fabuła

Typowa dla anime prywatna, bogata szkoła w której niczego nie brakuje, a są nawet dziwne dodatki. Akademię Saotome stworzył Shining Saotome, aktualny dyrektor, który swego czasu był wielką gwiazdą. Szkoła nie jest taka zwyczajna, kształcą się w niej przyszli muzycy, ale nie tacy przeciętni, lecz idole i ich kompozytorzy. Kim jest idol, wyjaśniłam kiedyś pokrótce przy okazji opisu pierwszego odcinka IDOLM@STERA.
Dyrektor dyrektoruje.
Do takiej szkoły trafia Haruka Nanami, zaprzyjaźnia się tam z miłą koleżanką z klasy i z pięcioma atrakcyjnymi chłopcami, kandydatami na przyszłych idoli. Bohaterka pokonuje przeciwności, tworzy muzykę, która wszystkich zachwyca, pomaga rozwiązywać problemy chłopców i uczy się o życiu w świecie szołbiznesu. Nie brakuje (niestety) taniego dramatyzmu, ale i pośmiejemy się trochę. Usłyszymy też sporo muzyki, co przecież nie we wszystkich anime muzycznych się zdarza.
Życie codzienne.
Co interesujące, to typowa fabuła z gatunku od zera do bohatera, gdzie na końcu mamy wielki koncert (który mogliśmy już obejrzeć na samym początku pierwszego odcinka i w napisach końcowych pozostałych) - na którym pojawiają się czterej bohaterowie z sequela gry. Czyżby zapowiedź drugiego sezonu? Jestem za, ale co jeszcze można tu fabularnie wymyślić?

Postacie

Haruka zaczęła interesująco, ale niestety, z czasem okazała się typową Główną Bohaterką. Tak, po kimś, kto dopiero pojawia się w świecie przedstawionym oczekuje się pewnej naiwności, żeby można było tłumaczyć i jemu i widzowi. Mogę spokojnie przełknąć wychowanie na wsi i brak telewizora, więc i nieznajomość gwiazd telewizji. Ale w jaki sposób grała na fortepianie nie znając nut? I dlaczego, chcąc kształcić się na kompozytora, nie zadała sobie ani trochę trudu żeby opanować chociaż podstawy?


Żeby być moe, trzeba dużo się przewracać.

Każdy z chłopców reprezentuje inny typ, ale też każdy jest dziewczyną zainteresowany, z różnych powodów. Ona jednak, co mnie najbardziej zirytowało, ugania się za szóstym, niedostępnym i zimnym Tokiyą. Tak - pozornie rozsądna, choć nadal pod wieloma względami typowa Główna Bohaterka, zamiast skupić się na rozwijaniu dobrego kontaktu z własną paczką, próbuje go nawiązać z facetem, który wyraźnie odpycha od siebie wszystkich. Głównie właśnie przez niego mamy stanowczo za dużo dramatyzmu - to miała być lekka seria, pełna zabawnych i over-the-top momentów, nie ciężkie przeżycia i choroby bohatera! I jeszcze gdyby to był któryś z tych interesujących chłopców - nie, ich problemy zostają rozwiązane bardzo szybko, a my musimy męczyć się z tym bucem.


A przecież Masato jest tak dużo lepszy!

Z całej grupy najbardziej polubiłam Masato, gdybym mogła zagrać w grę (niestety, wyszła tylko w Japonii i tylko na PSP, którego nawet nie da się emulować), moja Haruka olałaby Tokiyę na jego rzecz. Ale większość najlepszych momentów serii zawdzięczamy postaciom drugoplanowym: szalonemu dyrektorowi, dwóm nauczycielom, z czego jeden to męski twardziel, a drugi przebiera się za kobietę, oraz pewnemu panu, który pojawia się znienacka i, niestety, tylko na chwilę. Bardzo żałowałam, że postać Tomochiki, obowiązkowej Najlepszej Przyjaciółki, nie została lepiej rozwinięta. Dziewczyna jest bowiem typowym tłem i wsparciem dla Głównej Bohaterki, więc obowiązkowo uczyniono ją rozsądną, troskliwą i sympatyczną osobą. Straszna szkoda, że takie osoby nigdy nie są głównymi bohaterkami.


Grafika

Styl graficzny zwraca uwagę nietypowym cieniowaniem i dużym nasyceniem kolorów, dzięki czemu wszystko jest przyjemne dla oka. Większość postaci jest rysowana tak, aby być jak najbardziej atrakcyjna - co zrozumiałe w przypadku głównych bohaterów, ale w samej szkole nawet w tle nie zauważymy mniej pięknych uczniów. Jedynymi nieatrakcyjnymi postaciami są te trochę starsze, ale to w dalszym ciągu wiek, nie brzydota. Piękny świat pięknych ludzi, do jakiego z pewnością chętnie udałaby się grająca w gry randkowe kobieta. I jest tylko jeden problem: oczy głównej bohaterki. Wszyscy mają czarne źrenice, ona jedna - żółte. Porównywane do awokado albo Mountain Dew. Wywołujące u wielu skojarzenia z upiorami i zombie. Nieprzyjemne. Natomiast bardzo podobało mi się ukazanie indywidualizmu bohaterów przez zróżnicowanie ich strojów, nawet mundurków i fakt, że się przebierali. Drobny szczegół, ale zawsze łatwiej zawiesić niewiarę gdy postaci nie mają w szafie samych identycznych kompletów.


Główna Bohaterka, nauczyciel-trap i nauczyciel-badass.
Animacja czasem zawodzi, zwłaszcza, gdy ktoś śpiewa i tańczy - o ile te najważniejsze wykonania, jak choćby koncert z endingu, są zrobione dobrze, o tyle czasem w tle można zobaczyć, jak ktoś porusza ustami zupełnie nie do tego co śpiewa. W dodatku mamy całą masę flashbacków, aż zaczęłam je przewijać. Być może był to zabieg celowy, mnie tylko irytował i nasuwał myśli o cięciu kosztów.

Dźwięki

Dużo piosenek, dużo, jak powinno być w dobrym muzycznym anime. I większość z nich łatwo wpada w ucho i już tak łatwo nie wypada. Dzięki dobrej pracy kompozytorów i aktorów (w przeciwieństwie do takiego np. Angel Beats tutaj każdy śpiewał piosenki swojego bohatera), strona muzyczna jest wiarygodna i przyjemna. Ale lepiej nie czytać tłumaczeń tekstów, to w końcu typowa, popowa papka.



Uta no Prince-sama Maji Love 1000% Ending Official from RomanceAnime5000 on Vimeo.

Niestety, nie znalazłam czołówki, która podobała mi się dużo bardziej, więc oto ending.
Voiceaktorzy to górna półka. W roli buca występuje uwielbiany Mamoru Miyano i chyba tylko dlatego nie potrafiłam go znienawidzić nawet gdy bucował na całego. Bardzo lubię Miyuki Sawashiro, która grała główną bohaterkę. Drażnił mnie tylo trochę Hiro Shimono w roli Syou, ponieważ identycznie dużo darł się gdy użyczał głosu Akihisie w Baka to Test, przez co nie mogłam nie kojarzyć obu bohaterów ze sobą, mimo, że Syou takim debilem na pewno nie jest.


Dyrektor pojawia się znikąd i trolluje swoich uczniów.

No i Norio Wakamoto, czyli bóg we własnej osobie, jako dyrektor. Tak, tak, to nie muzyka, śliczni chłopcy czy romanse zachęciły mnie do sięgnięcia po to anime - tylko hasło, że NORIO WAKAMOTO IS SHINING. I to prawda. Za mało go było, za mało.


Podsumowanie

Rozczarowanie. Ta seria miała być specjalna, miała przynieść nową jakość, miała dać dużo radości.


Niestety, uwierzyłam w obietnice...

Nadal bawi, nadal słucham z niej muzyki, nadal wspominam niektóre momenty z uśmiechem. Sama końcówka, jak w przypadku Gunbustera, nadrobiła za wiele niefajnych rzeczy. Ale nadal jest mi trochę przykro z powodu zmarnowania wielu potencjalnie dobrych pomysłów.

Podobne:

0 komentarzy