Pierwsze Wrażenia: Gifuu Doudou!!: Kanetsugu to Keiji

Jeśli nie kojarzysz choć trochę Fist of the North Star / Hokuto no Ken , nie jesteś fanem anime. W takim razie jesteś albo chińskim botem r...

Jeśli nie kojarzysz choć trochę Fist of the North Star/Hokuto no Ken, nie jesteś fanem anime. W takim razie jesteś albo chińskim botem reklamowym, albo CZEŚĆ MAMO, RZODKIEWKI BYŁY PYSZNE!

Nie musisz za to wiedzieć, że Tetsuo Hara, autor Fist of the North Star, stworzył też kilka innych, podobnie megamęskich serii komiksowych. Moją ulubioną z nich jest Hana no Keiji, samurajska opowieść osadzona w erze Sengoku, opowiadająca o Toshimasu Maedzie, czyli tytułowym Keijim. Jego najlepszym kumplem był Kanetsugu Naoe, o którym spin-off doczekał się dziewięciu tomów i właśnie publikowanego sequela, o którego z kolei adaptacji będzie dziś mowa.

Dlaczego nie zekranizowali Hana no Keiji ani pierwszej części opowieści o Kanetsugu, tego nie pojmuję. Ale biorę co dają, bycie fanem twardych samurajów to ciężka dola.
Anime osadzone w erze Sengoku, ze słynnymi postaciami tych czasów, którzy nadal są mężczyznami, a nie skąpo ubranymi dziewczynkami? Myślałam, że to już się nie zdarzy.

Brodaty pan po lewo zorganizował parapetówkę, na której opija swój nowy, śliczny dom, który widzieliśmy na poprzednim screenie.

Tymczasem dwumetrowy facet wyglądający na buddyjskiego mnicha idzie do kuchni, bierze siekierkę i wbija ją w jedną z belek w głównym pomieszczeniu.
Wszyscy są przerażeni, a właściciel dramatycznie pyta "Keiji, dlaczego to zrobiłeś?!". Wtedy właśnie wchodzi nasz główny bohater, Kanetsugu, i wyjaśnia, że w ten sposób pan domu nauczy się pokory, bowiem dom z tak uszkodzoną belką nigdy już nie będzie bardziej wspaniały, niż był dziś. Keiji, ty trollu.

Wszyscy upili się do nieprzytomności, tylko nasza dwójka godnie siada w świetle księżyca i wspominają dawne czasy. Przy okazji jestem bardzo wdzięczna Keijiemu, że ogolił głowę, bo każdy główny bohater Hary wygląda jak Kenshiro, więc gdyby nie to, mielibyśmy dwóch Kenshirów w samurajskich ciuszkach.

Parę lat temu, w Kioto, pewien samuraj poprosił Kanetsugu o pomoc. Otóż właśnie się rozwiódł i ożenił z młodszą i ładniejszą.

Porzucona żona ma tradycyjne prawo do zgromadzenia grupy kobiet i zdemolowania kuchni nowej żony drewnianymi mieczami. Nowa żona może się bronić, również zapraszając koleżanki. Zazwyczaj jednak posłaniec męża przekupuje rozwódkę, by ta odpuściła i wszystko kończy się bez niczyjej krzywdy.

Wystąpiła jednak nieprzewidziana komplikacja - otóż jedna z kobiet zaprosiła do pomocy mężczyznę, znanego ekscentryka - Keijiego Maedę.
Razem ze swoim panem, Kagekatsu Uesugim, Kanetsugu wspomina, jak to kiedyś spotkali już Keijiego na polu bitwy, choć nie bezpośrednio.

Zdarzyło się wtedy, że nawet strzelali do siebie nawzajem!
(Also: lololol, retrospekcja w retrospekcji.)

Nie wiem po co Kanetsugu szpieg do szukania Keijiego, kiedy powszechnie wiadomo, że można go znaleźć w dzielnicy uciech. Serio, to jest wiedza powszechna, nawet ja to pamiętam.

W każdym razie Kanetsugu wparowuje do pomieszczenia w którym Keiji...

ZABAWIA KURTYZANY GRĄ NA BANJO BIWIE!

Kanetsugu siada obok i słucha wprawnym uchem wirtuozerii Keijiego, ale uważnie, gotów do ataku.

Napięcie między oboma panami jest tak wielkie, że kadry z ich intensywnym wpatrywaniem się pokazane są aż trzy razy.
To nie przelewki!

W końcu Kanetsugu wyciąga miecz i atakuje... Zupełnie z niczym niezwiązanych, próbujacych napaść Keijiego facetów, których obecności nikt się nie dziwi i motywów nie kwestionuje. Dzień jak co dzień w zgiełkliwej erze Sengoku!
Keiji również przyzywa swojego standa, świetlistego tygrysa i napastnicy nie mają już żadnych szans.

Chłopcy stają naprzeciwko siebie, męsko patrzą sobie w oczy, prostytutki zaczynają się lękać, ale Kanetsugu po prostu odchodzi.

Po czym Keiji się orientuje, że nie zapytał go o imię, a tymczasem Kanetsugu wyjaśnia na ulicy swojemu słudze, że to był świadomy troll, będzie taki tajemniczy i wgl. Przy okazji rozjechane oczy służącego to standard w tym anime, które ma budżet ubogi jak Jojo, ale ani trochę maskującej to kreatywności.

PODSUMOWANIE:
Czekałam, czekałam i się nie zawiodłam. Jest męsko i samurajsko, jest Keiji, którego obecność polepsza wszystko zawsze i wszędzie. Jest Sengoku, a ja bardzo lubię Sengoku. 
Nie jest tak dobre jak Jojo's Bizarre Adventure, no ale nie oszukujmy się, mało co jest. Na pewno wypełni moje serce cotygodniową dawką męskości i liczę, że może i główna opowieść o Keijim doczeka się kiedyś ekranizacji. 
Dla mnie - najlepsze i najbardziej wyczekiwane anime sezonu. Szkoda, że chyba nikt poza mną się nie poznał.

Podobne:

6 komentarzy

  1. Czyli nic nadzwyczajnego :)

    Sezon nijaki więc nie mam faworyta. Interesuje mnie akcja w Blood Lad (po pierwszym odcinku ujdzie) i Silver Spoon (jeszcze nie oglądałem).

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem fanem anime. So sad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to w ogóle nie trawię takich animców.
    Ani w ogóle takich filmów czy co tam jeszcze wymyślą.
    Nie mój klimat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale kiedy ja nie lubię rzodkiewek. :(

    Cóż, mimo iż to też nie moje klimaty spodobał mi się Twój sposób pisania. Gdybym miała takiego komentatora podczas oglądania anime to kto wie, może nawet bym obejrzała takowe w całości. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem botem ani Twoją mamą, przysięgam ;c xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzodkiewki są dobre >D. Anime jakoś mnie nie przekonuje. Ta kreska jest zdeczka denerwująca. To tak, jakby połączyli nowoczesną grafikę ze starą kreską, w efekcie czego wychodzą lśniące samuraje xd.

    OdpowiedzUsuń