Wytrzymałam pięć odcinków Nagi no Asukara

Nadrabiając ostatnio zaległości z bieżących anime, zauważyłam, że omijam Nagi no Asukara gdy tylko się da. Wolałam oglądać wszystko inne, ...

Nadrabiając ostatnio zaległości z bieżących anime, zauważyłam, że omijam Nagi no Asukara gdy tylko się da. Wolałam oglądać wszystko inne, byle tylko nie to. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że nie będę się męczyć, skasowałam zalegające odcinki i autentycznie odczułam ulgę. Komuś może się to wydać głupie, bo nadal oglądam Coppeliona i Kyoukai no Kanata, które są pod niektórymi względami nawet gorsze. Dlatego pomyślałam, że się po prostu uzewnętrznię, czemu minusy w jednym miejscu są mniej ważne od minusów w innych aspektach.


Uwaga, tekst będzie zawierał spoilery z najnowszych odcinków wspomnianych tytułów, więc jeżeli nie jesteście z nimi na bieżąco, to ostrzegam. Wyszedł mi też rant z narzekaniem na twórczość Mari Okady, więc spodziewajcie się spoilerów z Anohany, Black Rock Shooter i Mine Fujiko.
 

Niektórzy twierdzą, że to wina Mari Okady - dziwnym trafem wszystkie anime, do których pisze scenariusze, a które zawierają jakieś dramatyczne elementy, są przepełnione patosem. No bo weźmy takie AnoHana - zaczynało się nieźle, mimo pesymistycznej tematyki wchodzenia w dorosłe życie z bagażem śmierci przyjaciółki w dzieciństwie. Ale nie, to nie wystarczyło, co chwilę ktoś musiał płakać i wykrzykiwać imię owej przyjaciółki (BUUU MENMA UPIEKŁA CIAASTEECZKAAA). Szczytem wszystkiego były dwa ostatnie odcinki, gdy nawet wesoły i najnormalniejszy ze wszystkich Poppo wył i darł się "Menma, och, Menma!". No ale ludzie to kupili, bo do bycia fanem anime potrzeba odrobiny autyzmu, która polega na nieodróżnianiu prawdziwych uczuć i dramatów od tego plastikowego płakania na zawołanie. To samo z Black Rock Shooter, gdzie bohaterki zachowywały się zupełnie bezsensownie, tylko po to, żeby Cierpieć i sprawiać innym Cierpienie. I płakać i krzyczeć na innych. Tak, Kagari, patrzę na ciebie. Ale to było głębokie, bo była tam alegoryczna bajeczka o ptaszku, co pogubił kolory. Takie głębokie, you guys! Albo Mine Fujiko. O matko, Mine Fujiko - tyle budowania dramatu i ciężkich przeżyć z dzieciństwa, żeby się okazało, że to nawet nie były jej wspomnienia. I dramatyczny biszonen - gej, wpieprzony tylko po to, żeby było więcej Bólu i Cierpienia.


Ale podobno Okada potrafi pisać dobre rzeczy, gdy tylko nie zawierają dramatyzowania i Cierpienia. Jeszcze na takie nie trafiłam, ale nie mogę się doczekać. Póki co ta pani jest punktem wspólnym większości zła, które napotykam. Jestem bowiem bardzo wrażliwą dziewczynką i wzruszam się byle czym, pod warunkiem, że naprawdę jest wzruszające. Dlatego tym bardziej denerwują mnie takie biedackie próby poruszania widza, że och, bohaterowie, z którymi się związałem tak bardzo Cierpią!


No właśnie tylko, że w Nagi no Asukara z nimi nie da się związać, bo zaczynają od wycia, narzekania i jęczenia od samego początku. Pierwsze co robi Hikari to bycie dupkiem i bucem, narzekanie, wrzeszczenie i szarpanie Manaki. Pierwsze co robi Manaka to płacz i drgawki. Miłą odmianą jest Tsumugu, który tylko stoi obok, patrzy i milczy. Nie dziwne, że Manaka woli go od podwodnych chłopców - może ema i słona woda podnoszą poziom jakichś substancji, które zwiększają frustrację? A może to taki wiek, w gimnazjalistach buzują hormony i to Tsumugu jest wyjątkiem, a wszyscy pozostali szaleją tak, jak powinni? Ale wtedy co tłumaczy dziewczynkę z podstawówki, ryczącą, bo mama umarła, a ona nie chce nowej mamy, tylko że jednak chce i PŁACZCIE Z NIĄ TYLE PATOSU SIĘ LEJE


Tak, Coppelion też miał sporo takich chwil na początku, na szczęście później twórcy chyba się ogarnęli. Nadal świat przedstawiony jest debilnie skonstruowany i nie trzyma się kupy, Ci Źli są wręcz śmieszni (WYBUCHNIEMY RADIOAKTYWNE ODPADY I ZNISZCZYMY ŚWIAT!), ale przynajmniej dodano akcji. Akcja i krajobrazy to to, w czym to anime jest najlepsze, więc paradoksalnie Aoi porwana i Aoi użalająca się nad sobą najpierw dała pretekst do paru ładnych wybuchów, a potem przestała zawadzać. Pewnie jej supermocą jest uprzykrzanie innym życia. Oczywiście, że nie, bo jej moc zostanie wyjawiona czy znaleziona na końcu i albo ją zabije, albo zabije Ibarę. Albo wszystkie trzy, no bo co w końcu, kurczę blade, czy genetycznie modyfikowane ludzie to nadal są ludzie, czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Pojawienie się sadystycznych klonek seryjnej zabójczyni było totalnie kretyńskie (rozumiem, że nie wiedzieli tego o niej gdy tworzyli dziewczyny - ale jeśli nawet ich kolega z zespołu był tego świadom, to znaczy, że tylko skończony idiota posłał je na misję. Albo pies. Jak w słynnym zakończeniu z Silent Hilla 2), ale przy okazji fantastycznie wyglądało.

Jeszcze nie zdecydowałam, czemu właściwie kontynuuję Kanatę. Może to prześliczna animacja walk i tańca, do której mam słabość. Może to elementy komediowe, polegające głównie na bohaterach będących dla siebie dupkami. Chłopcach komentujących wygląd dziewczyn w obleśny sposób, biedzie Mirai, przy której Mitsuki objada się naleśnikami, a Akihito płaci za jej fetyszystyczne fotki, Sakurą, która, gdy tylko stanie się przyjaciółką, w komediowy sposób przysypia gdzie się da. Te zabawne momenty dość dobrze równoważą i czynią lekkimi dramatyczne - takie podejście bardzo podobało mi się w Angel Beats. A może w końcu to przez całkiem interesujący świat przedstawiony, który byłby tak bardzo lepszy, gdybyśmy go widzieli oczyma kogoś dorosłego i doświadczonego, a nie bandy dzieciaków.

Tak, Nagi no Asukara też jest ładne, mimo, że nie zachowano uroku projektów postaci Burikiego (znanego choćby z Haganai). Śliczne, delikatne dzieci aż proszą się o dużo, dużo ostrego porno. Ale już choćby świat przedstawiony jest tak samo popsuty jak w Coppelionie, tylko w inny sposób. To nieprawda, że tylko umiejętność oddychania odróżnia ich od ludzi - całe podwodne miasteczko bowiem zaprzecza prawom fizyki. Tak, niebieski ogień jest magiczny, ale jakim cudem gotowana zupa nie wypływa nad garnek, gdy przecież ciepłe powinno lecieć do góry? Jakim cudem włosy i spódniczki falują gdy dzieci spływają ze szkoły do domów, ale na uliczkach podlegają już lądowej grawitacji? Co z załatwianiem potrzeb? Takie drobne, a takie irytujące szczegóły, całkowicie rozwalające wszystko.

Nie ma w Nagi no Asukara nic, co mogłoby mnie dalej interesować. Nie obchodzą mnie problemy jęczących dzieci, zwłaszcza, gdy to tylko pierdoły w stylu OMG ŁADNY KOLEGA Z KLASY NA MNIE SPOJRZAŁ. Świat przedstawiony jest ładny, ale głupi. Nie ma akcji ani komedii, które mogłyby choć trochę poprawić odbiór. To anime stanowczo jest skierowane do osób, które są młodsze ode mnie i które widziały dużo mniej anime. Tylko takim ma szanse się podobać. Ja jestem za stara i zbyt zgorzkniała.

Podobne:

14 komentarzy

  1. Ze mną znowu jest dziwnie, bo generalnie wzruszam się praktycznie na wszystkim i bardzo łatwo wymusić na mnie płacz, nawet przy najbardziej banalnym i oklepanym schemacie, a z drugiej strony czasami sceny, które fandom uważa za wzruszające i podniosłe mnie w ogóle nie ruszyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może więc te sceny wcale nie są tak dobre, tylko ludzie sobie wmawiają, że muszą być wzruszeni, bo wypada :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku czytałam same pozytywne opinie o tym tytule, ale jakoś nie dawałam im wiary i ostatecznie zrezygnowałam z seansu tego anime :D Boże! Właśnie zrozumiałam, że chyba jestem jasnowidzem, bo przewidywałam, że coś tam będzie nie tak jak należy. Nie do końca rozumiem jaki jest sens robienia dramatu z dziećmi w roli głównej. My jednak jesteśmy już stare i być może nie nadążamy już za trendami, a może po prosu brak nam empatii ;) Czytałam kiedyś taką mangę Bitter Virgin (już sama nazwa jest żałosna). W tej mandze dramat gonił dramat, a ta manga wszędzie zbiera dobre oceny. Czuję, że ze mną jest coś nie tak, bo jakoś nie potrafiłam współczuć głównej bohaterce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam, że uciągnę na samym tym, że jest ładne i że potem zrobi się lepsze, ale nie. Faktycznie świetnie zrobiłaś, że odpuściłaś sobie od razu.
      O, faktycznie zawsze słyszę o Bitter Virgin jako o głębokiej i psychologicznej opowieści, dzięki za ostrzeżenie, będę podchodzić ostrożnie!

      Usuń
  4. Offtopem: też nadal oglądam Coppelion bo lubię grafikę GoHands i dwoje seiyuu (Ibary i Haruto). Czuję się z tym faktem taka pusta i bezrefleksyjna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, od razu pusta, bojo sie przecież i szczelajo i nawet słupami od prundu rzucajo!
      Aż z ciekawości sprawdziłam listę seiyuu i damnit, dawno nie słyszałam Maayi Sakamoto, a tymczasem ta pojawia się w Kupelionie jako ta bardziej tępa siostra Ozu ;_;

      Usuń
  5. Wytrzymałam tylko trzy odcinki. To tak boli, tyle absurdu, zachowanie bohaterów nieludzko denerwujące.
    Wait, to ma mieć 74 odcinki, czy to tylko błąd MALa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd MALa, ma mieć mniej, a ja widziałam 5. Uff.

      Usuń
    2. OMG ale mnie wystraszyłaś, że to będzie tasiemiec xD
      Ale długość tej serii to też jeden z moich problemów. 10-13 odcinków jeszcze bym przemęczyła, choć z trudem, dwóch sezonów to mi szkoda na coś takiego.

      Usuń
  6. Dalej się robi nawet znośnie, tzn. tak od 5 zaczyna być strawne. Ja póki co nie dropam, bo fabularnie większość gównodramy już przeszła, zaczyna się coś dziać.Także przynajmniej do końca sezonu a potem zobaczę co się będzie działo. Kupelion faktycznie jest o tyle lepszy że jest jakaś taka dynamika, wybuchy, ale poza tym miałko :P No i chyba mam większą odporność na głupotę (patrz nasze opinie o moe grabarce ;p), A tak ogólnie to mam z tego sezonu 3 anime za które mi się średnio chce zawsze zabierać, NnA, kupeliona i w pewnym momencie Galilei Donna, które jest świetne, ale ma tak ponury i przytłaczający świat przedstawiony, że momentami nie mam siły na to...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się nie zgodzę. Anime nie opiera się tylko i wyłącznie, na tym, jak to ujęłaś, OMG ŁADNY KOLEGA Z KLASY NA MNIE SPOJRZAŁ. Pod koniec jest naprawdę wzruszające, nie mogłam się oderwać. I teraz strasznie ubolewam, bo chyba jeszcze nie ma 15 odcinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda więc, że te pięć pierwszych, szitowych odcinków opiera się właśnie na tym (ta drama i suspens, że ryba z kolana sobie poszła!) i na darciu ryja przez tego głównego buca (Hikari mu było chyba).
      Coś nie ufam "wzruszeniom" w anime, gdzie dziecko służy li tylko temu, by dramatycznie rozdzielać i łączyć ojca i nową ukochaną, sorry.

      Usuń
    2. Taaak... ocenianie serii mającej mieć 26 odcinków na podstawie 5. Wiele tracicie. Charakter Hikariego mocno się rozwinął. Chisaki okazała być się naprawdę ludzka i autentyczna. Tsumugu rozbraja swoim dojrzałym spokojem. Kaname, który do tej pory był miłym księciem, pokazał swą zaborczą i wredną stronę. W anime dzieją się rzeczy, których bym się nigdy nie spodziewała.

      Usuń