Pierwsze wrażenia: Hamatora

Tajemniczy oryginalny projekt, zaczęty jako sztuka teatralna w Japonii. Podobno przypomina ludziom Durararę i Darker Than Black . Nie wiem,...

Tajemniczy oryginalny projekt, zaczęty jako sztuka teatralna w Japonii. Podobno przypomina ludziom Durararę i Darker Than Black. Nie wiem, nie oglądałam, nie oglądam anime, to dla nerdów, lol.

Wszystko tutaj jest cool w taki nastolatkowy sposób, mimo, że bohaterowie to chyba nie nastolatki, bo o szkole nawet nie wspomną.

Oto Typowy Główny Bohater Anime. Poznacie go po tym, że ma rozczochrane włosy, zawadiacki plasterek na nosie (ten przesadził i jest tak obklejony, jakby właśnie wyszedł ze szpitala), modne słuchawki na szyi (naturalnie niepodłączone do żadnego sprzętu grającego, bo po co) i kamizelkę w pakiecie. Tak się teraz nosi! Aha, no i na dokładkę jest kretynem. I towarzyszy mu obojętna i mówiąca monotonnym głosem dziewczyna, tym razem niemająca białych ani niebieskich włosów.

Chłopaczek za chwilę sam załatwi wszystkich napadających na bank w śmiesznych maskach. Jak to zrobi? Ano, tego dowiemy się później.

Bo teraz musimy poznać brata bliźniaka L-Elfa, który w tej wersji jest jakimś ważniakiem w policji. Ma też jednookiego przybocznego, który zapewne zginie na dzień przed emeryturą.

Okazuje się, że nasz bohater jest członkiem prywatnej agencji detektywistycznej Hamatora, która jest tak biedna, że zamiast mieć biuro, spotyka się w kawiarni. Ale stan kasy może się zmienić, bo dostali właśnie dwa zlecenia. Jedno z nich to dochodzenie w sprawie tajemniczych porwań młodych dziewcząt w okolicy. Bohater, jako honorowy młodzian, rzuca się na nie.

To lepiej płatne, które po krótkiej kłótni wybiera jego partner, też jest skomplikowane. Pewien bogacz zabrał ze sobą do grobu kod do sejfu, na który jakaś organizacja przestępcza ma chrapkę. Trzeba go chronić i jednocześnie otworzyć.

Tymczasem jeszcze jedną parę bohaterów z Hamatory atakuje umięśniony bydlak z supermocą. Tak, to seria o dzieciakach z supermocami spuszczającymi łomot dorosłym z supermocami. Facet rzucił ich samochodem w budynek, ale nic im się nie stało, bo tak.

Okazuje się, że żeby używać mocy, trzeba robić coś głupawego - Ten Zły robi balony z gumy do żucia, kolega na obrazku powyżej liże paralizator.

I nagle to wszystko tłumaczy słuchawki Głównego Bohatera - nie nosi ich dla hipsterskiego szpanu, ale żeby w razie czego posłuchać z nich muzyki i sklepać przeciwnika, bo jego supermoc jest najosomniejsza z całej bandy.
Podobają mi się te kreatywne zmiany kolorków przy użyciu mocy i dynamiczna animacja walk.

A Nasz Bohater jest tak silny, że jego cios aż pozbawia świat koloru na chwilę. Fuck yeah.

Podsumowanie:

Nie lubię dzieciaków z supermocami. No po prostu nie. Dlatego, w pełni nieobiektywizmu, nie podobało mi się. Zagadki były słabe a ich rozwiązania marne, ale hej, przynajmniej się trochę pośmialiśmy, gołe baby zawsze zabawne. a, no i zdaję sobie sprawę, że to nie są tak naprawdę dzieciaki, tylko młodzi dorośli (pracują, prowadzą samochody), ale co z tego, skoro wyglądają i zachowują się jak smarkateria.
Wykonanie jest dobre, a zmiany kolorków kreatywne, ale ta seria jest wybitnie nie dla mnie. Pas.

Podobne:

4 komentarzy

  1. Ano przypomina i Drrr i DtB, ale w dużo gorszej wersji, ja znowu lubię dzieciaki z mocami, ale to anime jak na razie średnio mi podeszło.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi akurat nawet przypadło do gustu, chętnie obejrzę ciąg dalszy ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie mi też się w miarę podoba XD ale bez fajerwerków.
    taaak, on jest strasznie podobny do L-Elfa. Tez mi się od razu ta postać z nim skojarzyła...

    OdpowiedzUsuń
  4. Całe szczęście, że nie brałaś się za to. Im dalej tym gorzej. Absurd absurdem absurd pogania, a przecież tu chodzi tylko o to by Nice-kun miał przyjaciół na poziomie!
    Litości. -.-

    OdpowiedzUsuń