Pierwsze wrażenia: Noragami

Wreszcie anime, które nie posysa dokumentnie! Tzn. nie jest też jakieś wybitne, ot, nieśmieszna komedyjka z taką sobie akcją, ale przynajmn...

Wreszcie anime, które nie posysa dokumentnie! Tzn. nie jest też jakieś wybitne, ot, nieśmieszna komedyjka z taką sobie akcją, ale przynajmniej nie zawiera aż tak dużo złego, jak te dwa ostatnie. a to już coś!

Przeczytałam dwa rozdziały mangi i miałam dość wysokie oczekiwania co do tego tytułu, bo mango było bardzo dobre. Nie zawiodłam się.

  A więc wątek dręczonej przez klasę dziewczyny, który zajmował cały pierwszy rozdział i służył zawiązaniu akcji i zaprezentowaniu głównego bohatera, tutaj zostaje jedynie muśnięty.

Dziewczynka wzywa pomoc, pojawia się Yato, pomniejsze bóstwo i jego magiczna broń. 

Kobieta przemienia się w nóż, którym Yato załatwia potwora odpowiedzialnego za zły humor uczniów i pozuje.

Tymczasem jego magiczna broń ma go dość i odchodzi. Trochę nie podobają mi się jej powody - w mandze jej postępowanie było uzasadnione, bo Yato zachowywał się jak dupek wobec tamtej dręczonej dziewczyny. Tutaj, z racji tego, że nie ma interakcji z nią, broń po prostu ma dość bożka bez wyznawców.
Wait, czy ja się zamieniam w jednego z tych idiotów, którym nie pasuje każde odejście od oryginału?!

Po czołówce mamy Yato mażącego ściany swoim numerem telefonu i liczącego mamonę. Nie pomaga bowiem ludziom bezinteresownie - chce uzbierać hajs na świątynię, żeby ludzie wreszcie zaczęli go czcić. Dostaje telefon i wyrusza na poszukiwania kota.

  Tymczasem przy plakacie ze zdjęciem zaginionego kota dyskutują trzy nastolatki, z których środkowa będzie jedną z głównych bohaterek. Poznacie ją po tym, że dwie pozostałe stanowią tylko tło dla jej zachwytów nad ulubionym wrestlerem.

  To trwa tylko chwilę: Yato zauważa kotka na ulicy, dziewczyna zauważa najdjeżdżającvy autobus. Próbuje ratować Yato...

  ... Ale w rezultacie sama zostaje uderzona! Tylko że tak jakby nie, przecież siedzi obok, na chodniku, obok Yato, czemu nikt jej nie zauważa? SUSPENS

Hiyori wkrótce budzi się w szpitalu, należącym do jej rodziców. Od razu pyta o chłopaka, który też prawie wpadł pod autobus, ale koleżanki twierdzą, że wskoczyła pod niego zupełnie sama. Wszyscy potem zostawiają dziewczynę żeby odpoczęła.

  W nocy budzą ją dziwne głosy, które słyszy w głowie.

  A potem mamy megaupiorną scenę jak Yato składa jej wizytę. Raz, że wyłazi spod kołdry, co jest moim najgorszym koszmarem (pod kołdrą powinno być bezpiecznie, zadnych obcych!), a dwa, że robi widoczna na załączonym obrazku minę. Hiyori ucieka na drugi koniec pokoju, ale w końcu dają radę chwilę porozmawiać - Bożek chciał po prostu sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku.

  Następnego dnia w szkole dziewczyna prawie nie pamięta ani wypadku, ani wczorajszej nocnej wizyty. Wracając widzi jednak plakat z kotem i coś kojarzy, postanawia więc poszukać zwierzaka w nadziei, że się czegoś dowie.

  Tymczasem Yato znajduje kotka, a wraz z nim złe cuchy - słabe, ale w dużej ilości.

  Hiyori znowu go ratuje, bowiem bez broni jest, no, bezbronny.

  Okazuje się, że dziewczyna ma dziwny, koci ogonek dlatego, że sama jest w formie ducha.

 Jej ciało utknęło na płocie i śpi, podobno będzie się jej to zdarzać częściej i Yato nie bardzo nawet wie, co można z tym zrobić!

 Ale, ponieważ nie jest wybredny, podejmuje się pomóc Hiyori. Przy okazji dowiadujemy się, czemu jest taki ubogi - tak, żąda zapłaty za pomoc, ale zapłatą jest tradycyjne pięć jenów, jak te, które wrzuca się do puszki przy świątyni. Zbieranie zajmie mu wieeeczność...

Podsumowanie:

Szału nie było i pośladków nie urwało, ale zawiązało się sympatycznie i kompetentnie. Nie ujęłam tego w tej notce, ale bardzo podoba mi się graficzne przedstawienie myśli bohaterów. Praktycznie nie ma czystych dialogów ani monologów z nieciekawym ujęciem na gadające głowy - wszystko się rusza, a dodatkowe obrazy dodają przekazowi mocy. Na przykład gdy Yato opowiada o swojej przyszłej świątyni, widzimy jak ją sobie wyobraża, tłumy wyznawców i tak dalej. Uwielbiam, gdy anime korzysta z tego, że jest medium wizualnym!
Spodobało mi się, zobaczę, co z tego dalej wyjdzie.

Podobne:

8 komentarzy

  1. Dzięki za recenzję. Chyba jednak skuszę się na Noragami, ale nie spodziewam się niczego wyjątkowego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio biednie z anime. Nie mam czego oglądać od kilku lat. Chyba muszę wrócić do starszych tytułów i zrecenzować na blogu, bo pewnie część tytułów mało kto zna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka scena z potworem pod kołdrą była w którejś Klątwie. Ten film dał mi tyle bezsennych nocy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się całkowicie z twoimi słowami :) mimo braku szału, ta pozycja ma coś w sobie – co przykuło moją uwagę i z pewnością będę śledzić dalsze jej losy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Również mam pozytywne odczucia względem Norigami i cieszy mnie to tym bardziej, że po zapowiedziach liczyłam, że będzie to jedna z ciekawszych serii - i to nie tylko dlatego, że teraz mam doskonały pretekst, by co tydzień słuchać sobie boskiego (tutaj wręcz dosłownie!) głosu Kamiyana :> Dla mnie kluczowe w premierowym odcinku było to, że zarówno Yato, jak i Hiyori dali się natychmiast polubić. To już coś w czasach, gdy co drugi protagonista serii komediowej budzi w człowieku instynkty mordercze ;) Nie spodziewam się nie wiadomo jakiej fabuły, skoro seria ma mieć raptem 12 odcinków. Ale niech będzie poziom taki, jak przy pierwszym, a ja już będę zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  6. Justyna Nanoko12 lutego 2014 09:16

    Cześć :) Nareszcie mam czas żeby zabrać się na zimowy sezon, uf...
    Zaczęłam od Naragami i muszę stwierdzić, że to co ewidentnie jest w tej serii dobre to muzyka. Ogólnie ładnie wygląda, ogląda się lekko, a scenki komediowe wywołują uśmiech na twarzy więc pod tym kątem też źle nie jest. Przyda się na rozluźnienie przy nauce do podbicia wyniku matury ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. NORAGAMI, a nie Norigami! o.O (Może uznasz mnie za wredną zdrzędę, ale ja tak mam gdy ktoś myli tytuł mojego ulubionego anime.)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest to moje ulubione anime. Opening - ,,Goya no machiwase'' (śpiewany przez zespół Hello sleepwalkers) jest genialny! Ogólnie dobrze wygląda (mimo iż pod tym względem nie mamy do czynienia z mistrzostwem świata), muzyka jest SUPER, są wprowadzone fajne, komediowe scenki, dzięki którym nie siedzimy cały czas z miną grabarza, postacie są ciekawe, a i nie było błędem wprowadzenie ciekawej postaci Yukine. Dzięki temu anime weselej patrzę na świat i z pewnością zostanie ono moim ulubionym anime na bardzo, bardzo długo. :)

    OdpowiedzUsuń