Pierwsze wrażenia: Kyoukai no Rinne

No i wreszcie anime,po którym nie odczuwam bolesnej straty czasu. Jedynie wtórność - tak naprawdę to takie Noragami wymieszane ze wczesnym, ...

No i wreszcie anime,po którym nie odczuwam bolesnej straty czasu. Jedynie wtórność - tak naprawdę to takie Noragami wymieszane ze wczesnym, jeszcze dobrym Bleachem. Tak przeciętna historyjka pewnie nigdy nie dostałaby ekranizacji, gdyby jej autorką nie była Rumiko Takahashi, jedna z najważniejszych i najbardziej wpływowych twórców mang.

Z całej twórczości Rumiko lubię jedynie Ryogę z Ranmy (i to nawet nie tylko dlatego, że zmienia się w świnkę), oraz seksowne dziewczyny. Ale w sumie nigdy się tak do końca nie zagłębiałam, takie Mermaid Forest i Maison Ikkoku znam tylko z opisu. W końcu kto by się przejmował klasyką, gdy tyle nowych, świecących rzeczy!

Najpierw scena z dzieciństwa głównej bohaterki, która ma sens dopiero, gdy przeczytamy opis serii. Gdy była mała, Sakura na pewien czas zniknęła swoim opiekunom, a gdy wróciła, na szczęście cała i zdrowa, miała moc widzenia duchów i ponadnaturalnych rzeczy.

W odróżnieniu jednak od słodkopierdzącego Re-Kan!, dziewczyna stara się ignorować to wszystko i wieść normalne życie. Jak wiele bohaterek anime, miała nadzieję, że z rozpoczęciem szkoły średniej wszystko się zmieni, ale niestety, ten tu widoczny duch nadal próbuje ją zarwać.

A oto i jej wychowawca. Tak, normalnie ma takie oczy i nikt nie zwraca na to uwagi, naprawdę nie wiem, o co chodziło, że niby kolo jest wiecznie na haju? Bo wygląda jakby był wiecznie na haju. Ach ta Rumiko!~

Przy sprawdzaniu obecności wszyscy zwracają uwagę na nieobecność jednego z chłopaków, który powinien siedzieć obok Sakury, ale od początku roku się nie pojawił, mimo że minął już ponad miesiąc. Tymczasem Sakura widzi, jak, z jakiegoś powodu niewidzialny dla wszystkich innych, Rinne przychodzi, przyzywa ducha ogromnego Chihuahuy i zostaje przez niego połknięty. Możemy podziwiać jaka spokojna bohaterka nam się trafiła, bo dziwi się temu wszystkiemu w absolutnej ciszy. Nawet Yokoi z Tonari no Seki-kun jej nie dorównuje!

Następnego dnia Rinne pojawia się wreszcie w szkole widzialny i dowiadujemy się, że jest tak spłukany, że nie dość, że nie stać go na mundurek, to jeszcze chodzi w dresie z gimnazjum, bo na ten szkoły średniej też nie miał kasy!

Podczas wspólnego posiłku koleżanka Sakury narzeka, że na jej nowy telefon codziennie dzwoni ktoś obcy, krzyczy coś o jakimś spotkaniu i się rozłącza. I tylko Sakura widzi, co tu może być nie tak. Nie, nie to, że japońska nastolatka używa smartfona - ta tajemnicza aura to na pewno jakieś duchy!

No i mamy też demonstrację tego, że nasza bohaterka choć trochę czasem myśli. Nie na tyle, żeby poinformować przyjaciółkę, że istnieje rozwiązanie lub żeby odwieść ją od wrzucania życzeń i darowizn do skrzynki dla rzekomego szkolnego bóstwa, jak doradził Rinne.

No więc oczywiście okazuje się, że widzialny Rinne podrzucił rozwiązanie problemu, którym zajmie się niewidzialny Rinne, oczywiście nie zanim nie skonsumuje kanapki złożonej w ofierze.

Nie wziął jednak pod uwagę, że jedna z koleżanek nie jest taka jak wszyscy, ponieważ jest GŁÓWNĄ BOHATERKĄ!

Ale jakoś szczególnie go to nie zdziwiło. Nawet spokojnie wyjaśnił, że jest shinigami i jeszcze kilka innych kwestii i pozwolił, aby Sakura mu towarzyszyła.

No więc za te dziwne telefony odpowiada dusza zmarłego, nadal przywiązana do czegoś w naszym świecie. Trzeba go znaleźć, ale jak to zrobić?

Za pomocą dziwacznych shinigami-gadżetów, oczywiście! Okazuje się jednak, niestety, że za nie i za ich używanie trzeba płacić, dlatego Rinne jest tak koszmarnie skąpy i płacze ze szczęścia gdy Sakura częstuje go swoim pieniążkiem.

W końcu udaje się znaleźć ducha, a płaszczyk Rinne wywalony na lewą stronę go materializuje. Okazuje się, że był to dzieciak w ich wieku, pędzący na spotkanie z kimś pod salą gimnastyczną po lekcjach, ale doniczka spadła mu na głowę i to go zabiło. Oraz sprawiło, że teraz nic nie pamięta, jakże więc go przeprowadzić na drugą stronę?!

Gdy dzieciaki starają się pomóc pamięci ducha z powrotem pod szkołą, pojawia się wychowawca i daje Rinne używany szkolny dres, po swoim koledze, któremu przez przypadek kiedyś zwinął, a gdy kolega próbował go odzyskać, zginął...

Oczywiście, że okazuje się, że ten duch to właśnie tamten kolega! Rinne jednak walczy z tym przypuszczeniem jak może.

Ale w końcu zgadza się oddać dres, a duch znika razem z nim.
Swoją drogą, za moich czasów nieszczęśliwe postaci płakały tymi, no, łzami, nie krwią. Hardkorowo, pani Rumiko!

Potem mamy jeszcze wspólne wracanie do domu i krótką historyjkę o odsyłaniu na tamten świat tego ducha co wcześniej zarywał Sakurę i tamtego chihuahuę z klasy, już w normalnych rozmiarach.

No a potem powrót do normalnego życia, uczniowie zaczynają plotkować o tym jak życzenie złożone z ofiarą w skrzynce się spełniło i że tanio wyniosło...

...Więc mamy jeszcze jeden dowcipas o tym jaki to Rinne biedny - stawia tabliczkę, ze za małe ofiary będziesz przeklęty!

Podsumowanie:

Nawet przyjemne, bez szału, ale też nie zgrzytałam zębami ani nie ziewałam. Ubóstwo głównego bohatera jest trochę za mocno naiwne, a główna bohaterka niby jest rozsądna i chce się odciąć od supernaturali, ale jednak się sama w nie pakuje. No i nie podoba mi się jej głos - Marina Inoue ma dwa tryby, chłopczycy, który uwielbiam jako Yozorę w Haganai i Nao w Smile Precure, oraz, uh, przeciętnej słodkiej dziewczynki bez wyrazu, którą, niestety, jest tutaj. Jest trochę uroku starszych prac Rumiko, za to mało bezzasadnej przemocy, której zawsze w jej mangach nie lubiłam.
Spoko animek, może umilić czekanie na drugi sezon Noragami, który JUŻ WKRÓTCE!

Podobne:

4 komentarzy

  1. a ja oglądam właśnie stare oav cykl zwący się jakże oryginalnie rumiko world;D panny rumiko i widzę że ma parę motywów jak to biedocie chcącej zarobić które od l80 się nie zmieniły do dziś w sumie racja po kiego grzyba zmieniać coś co się przyjęło ;-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz tu parę znaków interpunkcyjnych, bo Ci chyba brakuje: ... ,,, ;)
    No na schematach zapoczątkowanych przez Rumiko to do dziś przemysł jedzie, to nic dziwnego, że i ona sama zbyt świeżych propozycji nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie ostatnio chciałam zacząć ten tytuł, bo generalnie to nie mam pomysłu na to, co oglądać, a skoro mówisz, że całkiem przyjemne to zerknę i sama się przekonam. ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w sumie przepadam za częścią twórczości Rumiko i żałuję, że nic w Polsce nie zostało wydane do końca... z anime mam takie zaległości, że nawet nie wiedziałam, że ma wyjść anime do tego, będę musiała kiedyś obczaić!

    OdpowiedzUsuń