12 dni anime - #10-#1 - zbiorczo

Chciałam wziąć udział w tych słynnych Dwunastu Dniach Anime już od paru lat, zawsze jednak coś mi przeszkadzało. A to nie miałam czasu, bo s...

Chciałam wziąć udział w tych słynnych Dwunastu Dniach Anime już od paru lat, zawsze jednak coś mi przeszkadzało. A to nie miałam czasu, bo studia, a to nie miałam aż tylu momentów żeby o nich pisać, a to po prostu mi się nie chciało. Dlatego zabrałam się za to w tym roku, AKURAT GDY PRZYGOTOWYWAŁAM SIĘ DO ŚLUBU ZARAZ PO ŚWIĘTACH TAK WŁAŚNIE TAK BARDZO GŁUPIA JESTEM SASUGA NATALKO!!111


Dlatego ukradnę pomysł Gedaty i tym razem strzęlę batcha. W odróżnieniu od niego jednak, będzie po trochu o wszystkim, o czym nie dałam rady zrobić osobnych notek.


#10 Hiroyasu Ishida


Niektórzy z Was pewnie już czytali tekst o nim na jednym z blogów Gawkera (wszystkie mają taki sam paskudny layout więc byłam pewna, że to było Kotaku, ale dziś znalazłam to na czymś co się nazywa TAY). Ishida w 2009 roku wypuścił Fumiko's Confession, krótką animację, która natychmiast została dostrzeżona i doceniona przez koneserów. Parę miesięcy temu miałam okazję siąść i nadrobić wszystkie wtedy dostępne jego dzieła w oczekiwaniu na Taifuu no Noruda, półgodzinny film który animował dla studia Colorido. Wszystkie są śliczne i warte obejrzenia, tym bardziej, że krótkie. Jeśli macie dziesięć minut, obczajcie Rain Town na Youtubowym kanale Ishidy, chyba jako jedyna z jego animacji nie jest bardzo dynamiczna, nie zawiera też głosów, więc nie potrzebuje tłumaczenia. Jest za to bardzo przyjemna i, muszę przyznać, poruszyła mnie.

#9 Mottainai

Mateusz Urbanowicz to jedyny znany mi Polak, który profesjonalnie zajmuje się tworzeniem anime. Pracuje w Comix Wave Films, studiu Makoto Shinkaia i zajmuje się głównie tworzeniem teł. Chyba jeszcze o tym nie wspominałam na tym blogu, ale nie lubię filmów Shinkaia - odbieram je jako przedramatyzowane i nudne. Ale podziwiam ich stronę graficzną, bo nie bez kozery Pięć Centymetrów Na Sekundę niektórzy nazywają  Pięcioma Wallpaperami Na Sekundę. Tym bardziej mnie frustruje, że takie śliczności marnują się na pretensjonalne obyczajówki - choć gdy marzyłam, żeby Kyoani zrobiło serię akcji ze swoją doskonałą animacją to dostałam Kyoukai no Kanata, więc może lepiej, żeby Shinkai się nie zmieniał, tym bardziej, że melodramaty są jednak popularne.

W każdym razie studio robi nie tylko nudne filmy, ale też bardziej komercyjne rzeczy. Tak się złożyło, że jedna z nich, trzydziestosekundowa reklama, była czterechsetnym obejrzanym przeze mnie anime (tak, notuję sobie takie rzeczy). Właściwie to chyba jakaś kampania społeczna o niemarnowaniu swojego życia, nie wiem, nie znam japońskiego, ale nie trzeba go znać, żeby zobaczyć, jak śliczne to wszystko jest. A jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o Urbanowiczu (do czego zachęcam, jego rysunki są śliczne!), odwiedźcie jego stronę i obejrzyjcie animację, którą stworzył praktycznie samodzielnie. Zabawny szczegół: dawno temu Mateusz współprowadził bloga z dwoma webkomiksowymi artystami, których lubiłam i pamiętam, że jego posty najmniej mi się podobały, bo rysował prawie same furysy. I w jego dzisiejszych pracach widać trochę takich wpływów, ale ja już wyrosłam z oburzania się każdym antropomorficznym zwierzątkiem.

#8 Diabolik Lovers OVA


Dawno temu ponarzekałam na Diabolik Lovers i trendy w ówczesnych haremówkach dla dziewczyn. Seria, niestety, okazała się bardzo popularna, więc wyprodukowano więcej gier i anime. Nie tykałabym ich kijem, gdybym nie dowiedziała się, że w OAVce, dołączanej do jednej z gier, pojawia się postać grana przez Toshiyukiego Morikawę! Absolutnie uwielbiam jego głos, ale tylko jego jeden, konkretny ton - Morikawa, niestety, jest bardzo dobrym aktorem i ma dużą skalę, wiec w takim Damekko Doubutsu brzmi całkowicie inaczej. Ale hej, w haremówce pewnie będzie brzmiał właśnie tak fajnie, prawda?

Nieprawda, ponieważ jeso postać pojawia się na samiuśkim końcu dziesięciominutowego anime i WYPOWIADA PÓŁ ZDANIA więc zmarnowałabym całe dziesięć minut! Gdyby nie to, że jakimś cudem oglądałam to z moim narzeczonym. Otóż muszę się przyznać do dwóch rzeczy: uwielbiam ściągać i chomikować anime na później, mam ich w zapasie bardzo dużo - więc przeglądaliśmy po prostu to, co na dysku i trafiliśmy na tę krótką OAVkę. Drugą rzeczą jest to, że poznaliśmy się na konwentowych projekcjach głupich anime - telewizyjnych yuri i La Blue Girl, od razu wywarł na mnie świetne wrażenie swoimi zabawnymi komentarzami. Więc no, miałam dzięki Przemocowym Wampirom powrót do beztroskich czasów sprzed lat, gdzie siedzieliśmy ze ściszonym dialogiem w anime i słuchałam alternatywnej narracji Jacka o chłopcach-owocach. Gdy się o tym opowiada to oczywiście nie jest takie zabawne, ale dla mnie było naprawdę niesamowitym przeżyciem. Nie mogę się doczekać wspólnego oglądania kinówki Love Live!

#7 Witchcraft


Tak się złożyło, że dostaliśmy na naszym ryneczku mangowym pierwszego prawdziwego hentaja, bez cenzury. No, prawie, bo dwa kadry co mogły podchodzić pod dziecięce porno musiały wylecieć, ale już żadnych mozajek czy pasków nie uświadczymy, więc jako że nie jestem loliconem, nie przeszkadza mi to tak bardzo. Witchcraft ma bardzo ładne rysunki, fabułkę pretekstową, za to nieprzeszkadzającą i pełną humoru, prawie całkiem normalne sceny seksu, bez żadnych typowo hentajowych udziwnień (no, może za wyjątkiem odrobiny futanari) i bardzo ładne wydanie. Moim jedynym problemem jest tłumaczenie, ale bardziej jest to kłopot z językiem polskim, który seks i anatomię opisuje albo w medyczny, albo w dziecinny, albo w wulgarny sposób. Nie wiem jak to jest z angielskim, ale w tym języku tłumaczenie hentajów aż tak mi nie zgrzytało. Witchcraft podobno fantastycznie się sprzedał, więc Yumegari zapowiedziało już dwa kolejne tytuły z tego gatunku. Zastanawia mnie, ilu kupiło go tylko z ciekawości lub chęci posiadania pierwszego prawdziwego hentaja na naszym rynku - za jakiś czas dowiemy się dzięki tym zapowiedzianym.

#8 Koleżanki Marii

Maria Dziewica Czarownica to chyba moje najulubieńsze anime tego roku - było śliczne, miało interesującą i zamkniętą historię, oraz to, co dla mnie najważniejsze - sympatycznych bohaterów. Najbardziej w pamięć zapadli mi jednak nie słudzy Marii czy jej ludzcy przyjaciele, a pozostałe czarownice.

Na początek mamy Viv, która próbuje przekonać Marię, żeby straciła dziewictwo, a zarazem moce, bo przeszkadza interesom inych wiedźm, dostających pieniądz od wspieranych przez nie dyskretnie wojsk. Przy tym robi to w trochę kpiący sposób, co, pomimo głosu Mamiko Noto, nastawiło i mnie i Marię trochę niechętnie do niej. Z jakim więc zdziwieniem przyjęłam, to, że Viv w gruncie rzeczy jest dobrą osobą, zdolną ryzykować życie dla Marii jeśli trzeba! Znów postać z głosem Mamiko Noto zagrała cudowną kobietę!

Dalej mamy kwartet angielskich czarownic, które zawsze trzymają się razem: Bellę, Chantal, Dorothy i Suzanne. Ciężko powiedzieć o nich coś z osobna, ale razem są naprawdę uroczą grupą lojalnych psiapsiółek. Ostatnia jest Edwina, którą polubiłam na tyle, że nazwałam jej imieniem mój nowy telefon. Edwina nie jest tak śliczna jak pozostałe czarownice, ma mniej okrągłą twarz, mniejsze oczy, mocniej zarysowany nos i większe usta. Jest też koszmarną samotnicą, z fobią społeczną, pesymistyczną, wiecznie ukrywającą się przed światem i nienawidzącą działania. Oczywiście więc, że od razu się z nią utożsamiłam! I oczywiście, że moment, gdy wreszcie postanawia działać, dał mi dużo radości!

#7 Beta Ray Bill w Marvel Disk Wars: The Avengers


Disk Wars Avengers to najlepsze anime na podstawie uniwersum Marvela, które widziałam. Jest dla dzieci i reklamuje zabawki, w dodatku ma paskudne i niedbałe rysunki, ale od czasu do czasu zaskoczy reżyserią, wrzuci odrobinkę ładnej animacji lub zaprezentuje bardzo niszowego bohatera. Beta Ray Bill, kosmita, którego bardzo lubię, jest mało znany, więc nie spodziewałam się go nigdzie, a tymczasem najpierw dostałam jego maluśki model pośród wielu w grze Disney Infinity, a teraz - figurkę w mojej ulubionej bajce dla dzieci. Kto wie, może kiedyś gdzieś pojawi się jako pełnoprawna postać!

#6 Sono Chi no Kioku ~End of THE WORLD~

 W zeszłym roku obejrzałam i nawet opisałam Gifuu Doudou - obiektywnie takie sobie i mocno nieprzystępne anime, ale również mocno trafiające w moje gusta. Gdyby nie kochany Crunchyroll, pewnie do dziś czekałabym na suby kolejnych odcinków, tak jak trzeba było czekać na Hyouge Mono i Souten Kouro, dużo przecież lepsze serie. Bardzo chciałam mieć coś z Gifu Doudou, ale na AmiAmi mieli głównie już wyprzedane DVD i jakieś bransoletki. Ale mieli też singla z endingiem, śpiewanym przez dwóch głównych bohaterów, nawet taniego. Rzuciłam więc okiem czy nie ma jakichś ciekawych drobiazgów z innych rzeczy które lubię i wtedy znalazłam preorder kolejnego singla, z czwartą czołówką Jojo's Bizarre Adventure. Nie było obrazka, żadnych danych, nie było niczego, ale zamówiłam w ciemno i bardzo się cieszę, że to zrobiłam!

Sono Chi no Kioku jest śpiewane przez wszystkich trzech dotychczasowych wykonawców czołówek, jak na zakończenie pierwszej trylogii przystało. Ma bardzo musicalowe, nieco aktorskie brzmienie, a muzykę skomponował Kouhei Tanaka, twórca bardzo poruszających mnie soundtracków do Gunbustera, Sakura Taisen i Angelic Layer. Dziwnym nie jest, że przypadło mi do gustu. Tekst natomiast jest pełen gróźb w stronę Dio i zapowiada, że dostanie bęcki od Jotaro. Więcej szczegółów możecie przeczytać na Jojowej Wiki, a samej piosenki piracko wysłuchać na Jutubie.

#5 Qnka!

W tym roku wreszcie zabrałam się za Teekyuu, odkryłam czym Teekyuu jest naprawdę i teraz nie mogę żyć bez Teekyuu. Na szczęście Japonia chyba też nie, bo kolejne sezony są produkowane taśmowo (pomaga, że praktycznie animuje je samodzielnie jeden facet, zamknięty w piwnicy), a tej zimy dostaniemy już siódmy.Oczywistym więc jest, że również z tej serii zapragnęłam coś posiadać - a że jest chyba jeszcze bardziej niszowa niż kolorowi samuraje, tym razem Ami nie ma nawet bransoletek, są tylko płyty z anime i piosenkami z czołówek. Ale nie narzekam, bowiem są one nad wyraz wpadające w ucho.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika SStefania (@sstefcia)
Tak się złożyło, że czołówkę piątego sezonu śpiewa sama ta słynna Karyna Hanazawa, czyli Marimo Bandou - wysoka, głupia, leworęczna erotomanka. I jest to najlepsza czołówka, nawet pomimo, że, imaginujcie sobie, piosenkę tak przycięto do tych trzydziestu sekund, że żadnego "Qunka!" w wersji telewizyjnej nie uświadczymy! Do posłuchania tutaj.

#4 Mały, plastikowy Jojo

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika SStefania (@sstefcia)
Mam szczęście pracować w korpo, w którym lubienie popkultury jest mile widziane, i nawet nie jako to współczesne pojęcie geekostwa, że hoho widziałem film o superbohaterach który widziały dosłownie miliony ludzi na całym świecie, taki ze mnie nerd, iksde. Nie, dobrze jest u nas lubić gry i znać się na nich, nie tylko Kol of Djuti, niektórzy grywają też w LoLa. A gdy ludzie interesują się grami, to naturalnie lubią też i inne takie rzeczy - na przykład mamy bardzo dużo mniejszych lub większych łibusów. I to moje jedyne wyjaśnienie, Wysoki Sądzie, mój szef już lubił chińskie bajki zanim wciągnęłam go w Jojo!
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika SStefania (@sstefcia)
W każdym razie, mamy ściepy na prezenty urodzinowe żeby osłodzić ludziom zbliżanie lub oddalanie się od trzydziestki z tej złej strony. Więc w lutym dostałam śliczną akcyjną figurkę z Josuke, moim ulubionym Jojo. Tak bardzo nie mogłam w to uwierzyć, że kilka dni nie wyjmowałam go z pudełka - mam nadzieję, że szef nie pomyślał, że jestem niezadowolona, bo WRĘCZ PRZECIWNIE!!11 Josuke postał trochę w pracy, na urlop wzięłam go do domu i teraz stoi tutaj, ale może wróci tam. Może nawet z jakimś kolegą? Z okazji celebracji nadchodzącego anime? Które nadal sprawia mi cierpienie że wymienili Kamiyana jako Rohana na Sakuraia? Ale za to wreszcie zatrudnili ludzkiego projektanta postaci i pozbyli się tych okropnych NARAMIENNIKÓW?

#3 DOUBLE-DEAL

Było trochę o piosenkach i gadżetach, więc teraz dla odmiany będzie o anime. No, prawie.

Pisałam już kiedyś jak bardzo lubię Sengoku Basarę i jak bardzo wyjątkowa jestem, bo poznałam ją w innej kolejności niż wszyscy i w ogóle hipsterstwo max. Z anime widziałam tylko pierwszy sezon (plus dodatkowy odcinek, plus krótka, komediowa seria o dwóch postaciach pobocznych), za to gry wiernie sprowadzam i w nie gram. Nie przeszkadza mi nawet to, że są całkowicie po japońsku - tłumaczenia menusów walają się po internetach, a kogo obchodzi fabuła, dzięki latom oglądania anime rozumiem co siódme słowo z dialogów, to starczy! Byłam już przyzwyczajona do modeli w grze, bidnych i sztywnych, bo Capcom bardziej skupia się na nienawidzeniu swoich fanów i reklamowaniu gadżetów z ładnymi chłopcami poprzez tę grę. Nawet wersja na PS4, droższa, nie wygląda szczególnie lepiej od trójki z PS3 - więcej walających się na planszy obiektów można zniszczyć i tyle.

Jakże więc byłam zdziwiona, gdy odpaliwszy po raz pierwszy ulepszoną czwórkę, Sengoku Basara 4 Sumeragi, zobaczyłam ANIMOWANE w 2D intro! Tak, Production IG, którzy robili pierwsze dwa sezony anime i film, stworzyli je i kilka cutscenek w samej grze, jak zresztą już zdarzało im się robić, ale akurat w tych częściach, w które jeszcze nie grałam. Spodziewałam się tych samych modeli postaci co zwykle, z nałożonymi filtrami dla niepoznaki, dostałam CHIŃSKO BAJKIE. Bardzo ładną, bo Basara nieprzerwanie ma cudne intra, męża ostro irytuje gdy nie chcę ich przewijać za każdym razem gdy mamy wspólnie grać. A, a tytuł notki podpunktu od tytułu piosenki, bo nie liczę, że ktokolwiek załapie.

#2 Głupi piesek Muco

Coraz bardziej doskwiera mi brak jakiegokolwiek zwierzaka, ale nie mam warunków na pieska. Na szczęście mam fantastycznego męża i bardzo dobrego szefa, więc obaj dostarczają mi filmików i zdjęć uroczych zwierzaków. W jesiennym sezonie radość nadeszła z niespodziewanego miejsca i od razu pokochałam brzydką, ale przeuroczą animację o głupiutkiej suczce, jej właścicielu i ich przyjaciołach. Jeśli miałabym wskazać jakiś konkretny moment, byłby to ten w pierwszym odcinku, kiedy Muco zaczyna gonić własny ogon, wpada do oczka wodnego i krzyczy, że jest jej zimno, ale w sumie to jej to nie przeszkadza i woda jest przyjemna. Takiej beztroski oczekuję od moich ulubionych bohaterek.

#1 Tank i Mink


W tym roku wplątałam się w złe towarzystwo na Twitterze. Moje ulubione. Fani dobrej animacji w anime (tak, wiem, rzadko się zdarza), dzięki którym zainteresowałam się anime dla dzieci. Nauczyłam się, że "duży budżet" o którym tak bardzo lubią gadać ignoranci (na przykład z pewnego serwisu na T, który uwielbiam obwiniać o wszystko co najgorsze) to bzdura, dużo ważniejsi są porządni twórcy pełni pasji. Dzięki nim dostajemy śliczne fragmenty w bajkach od Toei (m. in. Precure, Dragon Ball, Sailor Moon, Kyousougiga), których każdy odcinek kosztuje dokładnie tyle samo - więc tylko od ekipy zależy, czy będą tak piękne sceny walki jak w niektórych odcinkach GoPri, czy rozjechane modele postaci jak w Disk Wars Avengers.

Problem z towarzystwem jest taki, że ma wpływ na przebywającą w nim jednostkę. Zaczęłam więc poszerzać swoje zainteresowania kreskówkami na tyle, że w końcu zabrałam się za Brave Beats, serię dla dzieci, mającą zachęcić je do podnoszenia swojej sprawności fizycznej poprzez tańczenie. Sceny tańca są tutaj słabym i brzydkim CG, ale wszystko inne daje mi mnóstwo radości: dzieci są sympatyczne, maskotki urocze, muzyka przyjemna, a główni źli (których, oczywiście, trzeba pokonać tańcem) - interesujący. Jest edgy koleś, który swoimi ruchami dosłownie zmiata innych tancerzy i para złodziejaszków, bardzo silny i małomówny Tank i seksowna oraz gadatliwa za dwoje Mink.

W związku z tym, z wielkim bólem muszę przyznać, że cofam się w rozwoju i coraz bardziej zagłębiam w shipperskie piekło. Kiedyś zupełnie nie rejestrowałam które postaci z kim romansują, potem byłam okej ze wszystkim, co nie naruszało kanonicznych małżeństw, a już rok temu przeżywałam Gamagooriego i Mako w Kill la Killu. Teraz szaleję na punkcie tych dwojga złodziejaszków, właściwie mogłabym oglądać serię tylko dla nich - na szczęście jest tam również dużo innych sprawiających mi radość rzeczy. Tank i Mink są moim absolutnym OTP i zacieszam za każdym razem gdy się pojawiają.




Niniejsza notka należy do serii Dwunastu Dni Anime - chińskobajkowego odliczania do świąt poprzez powolne podsumowywanie roku. Tutaj blog największego propagatora akcji i wyjaśnienie zasad.

Podobne:

0 komentarzy