Starsze anime - Iria: Zeiram the Animation

 Zainspirowana blogaskiem Goge wracam do pisania o strasznie starych starociach. Gwoli przypomnienia - do tej kategorii zaliczam wszystko...

 Zainspirowana blogaskiem Goge wracam do pisania o strasznie starych starociach. Gwoli przypomnienia - do tej kategorii zaliczam wszystko starsze niż dziesięć lat. To granica bardzo płynna i ustanowiłam ją pięć lat temu, gdy kwalifikowały się tu głównie anime z lat 90. i wcześniejszych. Ale czyż i dziś nie zapomnieliśmy całego mnóstwa dzieł ze wczesnych dwutysięcznych? Czy słusznie zastanowię się innym razem, bo dziś seria już dawno pełnoletnia, z 1994 roku.



Ciężko w ogóle zacząć pisać o zapomnianych, ale niegdyś kultowych anime. Czy powinnam opisać jego historię? Może nawet historię w naszym kraju? Kiedy wspomnieć o plakacie z Kawaii wiszącym w dawnym pokoju męża w domu jego rodziców, który łypał na mnie zawsze gdy tam wchodziłam i się odwracałam? A może ograniczyć się tylko do suchych faktów, do samej zawartości i strony technicznej? Sami rozumiecie, że pisać taki tekst nie jest łatwo.

Iria to kandydatka na kosmiczną łowczynię nagród, utalentowana, ale jeszcze bardzo młoda i niedoświadczona. Pomaga swojemu bratu, pełnoprawnemu łowcy, ale pewnego dnia ten bierze zlecenie, które bardzo mocno zmieni życie obojga. Iria: Zeiram the Animation to seria science fiction powstała od razu na kasety VHS, dzięki czemu nie trzeba było cenzurować brutalności, a i sutek się na ekranie znajdzie, cały jeden. Jest krótka, bo składa się tylko z sześciu prawie półgodzinnych odcinków, dzięki czemu opowiedziana historia jest zwięzła, ale kompletna i nie daje wrażenia poprzycinania, jak niektóre 2-3 odcinkowe OAVki.

Dla mnie najważniejszym i najbardziej zwracającym uwagę elementem tego anime była główna bohaterka, zwłaszcza jej wygląd. Za oryginalne projekty postaci odpowiadał tu Masakazu Katsura i został zatrudniony dokładnie dlatego, że rysuje śliczne dziewczyny, jak się później chwalił w jednym z wywiadów. Nazwisko Katsury może być dziś trochę zapomniane; mimo że nadal jest aktywny, ostatnio projektował postaci do Garo: Crimson Moon, a w 2009 roku rysował mangę Jiya, do scenariusza swojego bliskiego przyjaciela, Akiry Toriyamy. Za moich czasów jednak najbardziej był znany z Video Girl Ai - wydanej kiedyś w Polsce przez Waneko komedii romantycznej z elementami SF i ecchi. Jej początkowy fragment nawet miał ekranizację, również w postaci sześcioodcinkowej OAV, gdzie tytułową bohaterkę grała legendarna Megumi Hayashibara. Inne zekranizowane mangi Katsury o których słyszałam w tamtych czasach to I''s, bardziej romansidło i DNA², bardziej komedia.

Irii głos podkłada inna wciąż aktywna gwiazda dawnych czasów, Aya Hisakawa. Nie jest tak wszechstronna jak Hayashibara, ale ja wciąż uwielbiałam ją w rolach Yuri Tsukikage/Cure Moonlight w Heartcatch Precure! i Koto w Kyousogidze. Z kolei jej najbardziej znane role to Ami Mizuno/Sailor Mercury w Sailor Moon oraz Skuld w Oh! My Goddess. Jak widać po tych przykładach, obsadzana jest zazwyczaj w rolach silnych i dojrzałych ponad swój wiek młodych kobiet. No, może trochę to naciągam w przypadku Skuld, ale przy swojej najstarszej siostrze wypada bardzo korzystnie. Nic dziwnego, że Hisakawa użyczyła głosu też Yukiemu Soumie, pięknemu księciu z Fruits Basket. A ostatnio zagrała jakąś w małą rólkę w, hehe, też Garo.

Są tu, oczywiście, i inni dobrzy aktorzy, zwłaszcza jeden z moich ulubieńców, Juurouta Kosugi (Sterk w Atelier Rorona i obu sequelach, Jotaro Kujo w starych OAVkach Jojo's Bizarre Adventure, Jouji Kaname w genialnym Samurai Flamenco). Albo Wataru Takagi, ostatnio obchodzący pięćdziesiąte urodziny, aktualnie grający nastoletniego Okuyasu w Jojo's Bizarre Adventure. Ma się tego skilla.

To chyba dobry moment, żeby wspomnieć, że anime, mimo że chyba najlepiej kojarzone, nawet nie jest najważniejszą składową marki. Stanowi bowiem tylko prequel dwóch filmów aktorskich, z których pierwszy wyszedł trzy lata wcześniej. W filmach Iria jest już doświadczonym łowcą nagród, ale podobno sugerują, że spotyka się z Zeiramem po raz pierwszy. Faktycznie, jeśli wziąć pod uwagę wydarzenia i zakończenie anime, ciężko je w stu procentach pogodzić z tym, co przeczytałam o filmach. Ale przekonam się dopiero za jakiś czas, gdy wreszcie je obejrzę. Ekipa obu produkcji, co zrozumiałe, różni się - nie tylko aktorami, ale również reżyserem, co może tłumaczyć różnice. Powstały też dwie gry, wygląda na to, że z designami bazującymi bardziej na anime niż filmach. Właśnie znalazłam też fanart z Zeiramem i Soniciem, więc boję się dalej guglać.

Bardzo dobrze bawiłam się oglądając Irię. Projekty postaci i miejsc są ładne, dostatecznie obce, ale i nie jakoś szczególnie wyszukane, więc nie tracono czasu na wyjaśnianie zbędnych zasad. Sama Iria jest śliczną i interesującą bohaterką - właśnie takich Silnych Postaci Kobiecych pragnę! Dzieciak lekko irytuje, ale przynajmniej nie dorzucono jeszcze jakiejś słodkiej maskotki. Dzięki temu, że to OAV, jakość produkcji nigdy nie spada poniżej dobrego poziomu. Historia jest spójna, opowiedziana od początku do końca. Oglądało mi się bardzo przyjemnie, choć pewnie już do tej serii nie wrócę - wszak to, co najlepsze, czyli śliczną Irię, już sobie zachowałam.

Podobne:

0 komentarzy