Świnie w mediach [21]- Yatterman Night

 Tak patrzę i patrzę na te notki o świniach i dochodzę do wniosku, że było ich już dwadzieścia, ale wszystkie o jakichś takich elementach ...

 Tak patrzę i patrzę na te notki o świniach i dochodzę do wniosku, że było ich już dwadzieścia, ale wszystkie o jakichś takich elementach tła, gadżetach w kształcie świni, postaciach pojawiających się na chwilę. Ma to dobre uzasadnienie - screenshoty z jednej sceny czy nawet tylko dwóch ujęć jest dużo łatwiej wybrać i ogarnąć niż z całej serii. A dziś anime, z którego mam 1025 zrzutów ekranu.


Yatterman Night to sequel tego słynnego Yattamana, osadzony wiele lat w przyszłości, gdzie Jataman wygrał i wypędził bandę Dronio poza granice swojego pięknego królestwa. Seria opowiada o ich potomkach, a jako maskotkę ma świnię - nawiązanie do robota z oryginalnej serii.

O, tak robiła ta oryginalna świnia. Tylko brzydsza była, bo wszyscy tutaj są ładniejsi.

Więc, na przykład, lokalna Dronio to mała, urocza dziewczynka. Towarzyszący jej kolesie też są dużo przyjemniej rysowani, choć dość obleśni w swoim zachowaniu.

Przerywamy na chwilę, aby w tej oto retrospekcji z młodzieńczych lat bohaterki zobaczyć ją w śpioszkach ze świnką!

A, właśnie, świnka ma na imię Oda-sama, potrafi mówić i jest dość bucowata. No ale kto uroczemu prosiakowi zabroni?

Ale prosiak jest też pożyteczny - tutaj na przykład jako budzik.

Tutaj z kolei jest kompresem na czole gorączkującej bohaterki.

Tak jak w oryginale, mechy budowane przez Boyakkiego też mają te dowcipne robociki, nie zawsze jednak są to świnie - te tutaj były szczególne, bo wyjaśniały bardzo głęboki przekaz odcinka.

Generalnie anime miało być mroczniejsze i poważniejsze niż oryginał, ale nie mogło się zdecydować co do tonu, jego tempo też jest zupełnie nietrafione. Straszna szkoda, bo było tu sporo świetnych, kreatywnych pomysłów.

Nie mam pojęcia, co mogłoby tej serii pomóc, jestem mocno skonfliktowana nad marnotrawstwem tych pomysłów, projektów i kawałków świetnej animacji. Może lepsze planowanie byłoby ratunkiem, jak zresztą w przypadku większości nieudanych anime?

A bardzo podobała mi się ta lekko niedbała, squash&stretch ekspresyjna animacja. Straszna szkoda, że było jej coraz mniej i coraz mniej, aż w końcu ostatni odcinek chyba rysowano pół godziny przed emisją, przynajmniej tak wygląda.

No ale przynajmniej dostałam słodkiego świniaka i trochę innych ładnych rzeczy, bo kompozycja kadrów to moja ulubiona część wizualiów w anime, a tutaj jest niezwykle mocna. No i podobno inne poważniejsze wersje anime od Tatsunoko, Casshern Sins i Gatchaman Crowds, są dużo lepsze. Z chęcią to sprawdzę.

Podobne:

0 komentarzy