12 dni anime - #12 - Prompto

Nigdy nie interesowałam się szczególnie grami z serii Final Fantasy, ale są one bardzo ważne w życiu bliskich mi osób. Dlatego rozróżniam...


Nigdy nie interesowałam się szczególnie grami z serii Final Fantasy, ale są one bardzo ważne w życiu bliskich mi osób. Dlatego rozróżniam poszczególne części, znam poniekąd fabułę i postaci, słucham ikonicznej muzyki. Broniłam części trzynastej, bo mimo ewidentnych wad, zawierała rzeczy, które lubię. Pograłam trochę w część czternastą, która jest najprzyjemniejszym MMORPG jakiego spróbowałam i jeśli kiedykolwiek zechcę grać dłużej w jakiekolwiek MMO, będzie to właśnie to. Ale na Final Fantasy XV nie czekałam.




Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nie będzie to interesująca gra, nawet do patrzenia, które lubię uprawiać zza pleców męża. I nawet nie było w nas jakiegoś wypełnionego pasją hejterzenia, raczej spory meh. Do strumyczka niechęci wpadł Kingsglaive - film kinowy, który koniecznie trzeba przed grą obejrzeć, bo przedstawia bardzo ważne dla fabuły wydarzenia. Jak to animacje od Square, śliczny, ale koszmarnie głupi, wypełniony product placementem i jeszcze oglądałam go w grupie lubiących Fajnale znajomych, razem z którymi radośnie śmieszkowaliśmy. W filmie głównym bohaterem jest taki typowy doświadczony przez życie i służbę żołnierz z elitarnej jednostki, tytułowych Glaives. To taki typowy biały, heteroseksualny everyman, których w grach, zwłaszcza zachodnich, pełno, ale nadal wydawał mi się ciekawszy niż jakiś boyband. Irytowało mnie, że to nie nim się gra, tym bardziej, że po napisach końcowych w filmie dostajemy krótką migawkę na tę bandę dzieciaków.

A potem nadszedł dzień premiery gry i mąż zarządził, że oglądamy jeszcze Brotherhood, krótkie anime przedstawiające bliżej głównych bohaterów. I to był dokładnie ten moment kiedy wsiąkłam. Podobno nawet Square Enix nie spodziewał się, że anime zostanie tak dobrze odebrane, ale faktem jest, że humanizacja tych chłopców fantastycznie im wyszła. To, oczywiście, nadal postaci, nadal zaprojektowane, żeby jak najbardziej podobać się dziewczynom. W końcu siedzą sami w męskim towarzystwie i rozmawiają o modzie i o tym, jak porządnie traktować kobiety. Ale udało im się wyrwać z tych oklepanych schematów, na których co sezon budowane są dziesiątki anime i później, gdy oglądałam grę, zdarzało mi się nawet być zaskoczoną. Owszem, uwielbiam historie o przyjaźni i jestem wdzięczna, że tu o to chodzi, a romans odsunięto na daleki plan, ale nie sądziłam, że polubię jakiś nudny boyband.

Zwłaszcza Prompto, przede wszystkim Prompto. Prompto to postrzelony, irytujący dzieciak, który rzuca głupimi tekstami, stara się być cool na siłę i podczas gdy Gladio rozbija namiot a Iggy gotuje, Prompto robi słodkie selfie z filtrami z Instagrama. Ludzie dzielą się na tych, którzy chcą go zamordować i tych, którzy oglądali Brotherhooda. Bo ostatecznie ten zachwycający się każdą kobietą która łaskawie się do niego odezwie chłopiec jest bardziej zabawny niż denerwujący, a oglądając, jak w podstawówce zmagał się z nadwagą, nabrałam do niego trochę szacunku. Podzielam jego zamiłowanie do słodkich zwierzątek i rozumiem, gdy z kompleksami wspomina, że jest z plebsu, ale oburza się, gdy ktoś inny mu wytknie niedostateczną przydatność dla grupy, nawet w żartach. Gdyby tylko czasem zechciał sfotografować półodsłonięty tyłek tej Cindy którą się tak zachwyca, zamiast tyłków swoich kolegów! A ponieważ nazwy w tej grze wyglądają, jakby ktoś zachwycił się jak łacina mądrze brzmi, wygląda na to, że imię i nazwisko Prompto Argentum miało oznaczać Żywe Srebro, którym totalnie jest, kochany dzieciaczek, dziesięć na dziesięć, adoptowałabym i wychowywała.




Blogowanie ostatnio zupełnie mi nie idzie, mnóstwo rozgrzebanych notek, w których słowa nijak się nie układają. Tweety, komentarze, maile płyną mi wartko - tylko tutaj mam jakiś problem. Być może luźna forma Dwunastu Dni pomoże. Przypominam - to chińskobajkowe odliczanie do Bożego Narodzenia, stanowiące subiektywne podsumowanie roku. Tutaj link do zeszłorocznej notki u największego propagatora akcji, który w tym roku chyba zapomniał.

Podobne:

0 komentarzy