Przegląd anime w sezonie lato 2011 - podejście pierwsze

Bądź przeklęty, Masato, przez ciebie bowiem znów oglądam japońskie kreskówki na bieżąco! Może jednak będzie z tego jakaś korzyść, zobaczy...

Bądź przeklęty, Masato, przez ciebie bowiem znów oglądam japońskie kreskówki na bieżąco! Może jednak będzie z tego jakaś korzyść, zobaczymy. Póki co ściągnęłam po pierwszym odcinku dziesięciu nowych serii - a wiem, że przynajmniej jednej, która wychodzi trochę później, jeszcze spróbuję.

 Oto za co się dziś zabrałam, alfabetycznie:
Blood-C, Ikoku Meiro no Croisée, Kaitou Tenshi Twin Angel ~Kyun Kyun☆Tokimeki Paradise!!~, Uta no☆Prince-sama♪ Maji Love 1000%.
A oto co o nich sądzę:

Blood-C

Blood the last Vampire to już w pewnym sensie klasyk. Nic dziwnego, że chwytliwy pomysł na nie do końca ludzką nastolatkę brutalnie mordującą potwory za pomocą katany chwycił. Pięć lat później pojawiła się więc seria telewizyjna, Blood+, ukazująca alternatywne wydarzenia i jedynie zainspirowana filmem - co, niestety, nie wyszło jej na dobre. Sześć lat później, właśnie teraz, pojawiło się Blood-C - o którym było głośno już na długo przed rozpoczęciem produkcji, ponieważ projekty postaci stworzyła znana i lubiana grupa CLAMP. I nie wygląda to, niestety, za dobrze.
Początek to jakieś pseudofilozoficzne gadanie. 

Czołówka jest jednak całkiem badassowa.


Zmartwiony tatuś Sayi...


... która wywala się o własne nogi drugi raz w ciągu trzech minut. Moe niezdara!


Tła są ładne...


... ale nie podoba mi się sposób ich prezentacji - poprzez dłużyznę z idącą do szkoły, śpiewającą sobie bohaterką.


Całkiem ładna, troskliwa koleżanka. 
Szkoda, że takie nie są nigdy głównymi bohaterkami...


Bliźniaczki z kolei są creepy, bo mówią równocześnie. Już uzupełniające się bliźnięta straszą, ale te dwie to całkiem nowy poziom.
 

Jeśli o fabułę chodzi, jest prawie połowa odcinka, a jedyne, czego możemy się dowiedzieć to na czym polegają skecze z boke i tsukkomi


Saya ogrywa w kosza jakieś pół klasy, chłopców i dziewczęta.
I to mnie w sumie najmocniej odrzuciło -
scenarzyści nie mogli się zdecydować czy zrobić uroczą niezdarę czy aktywną sportsmenkę, no bo to pierwsze jest teraz modne a to drugie potrzebne do fabuły, więc stworzyli zupełnie nierealistyczną bohaterkę.



Ograna Tragiczna Przeszłość...


 
Ta, po co nauczyć się robić jedzenie przez tyle lat, lepiej zwalać na lokalnego restauratora!


Tak samo długo jak szła do szkoły, Saya teraz z niej wraca. Wszędzie jest pusto, cykady hałasują koszmarnie i to chyba miało być takie stopniowanie napięcia i niepokoju... Tylko że nie bardzo wyszło.


Tatuś już czeka na swoją córeczkę, zaopatruje w katanę i wysyła do walki z potworem. Czyżby wreszcie jakaś akcja?


Być może, ale najpierw musimy jeszcze przemęczyć się z obserwowaniem jak Saya idzie przez las, Saya dociera nad coś, co wygląda jak jeziorko ale ma głębokość kałuży, Saya wyjmuje miecz, Saya włazi do wody, Saya recytuje zaklęcie...


Aż się fansuberom odechciało.


No nareszcie! Walka z... jeżdżącym po wodzie posągiem?


Podziwiam rzucanie się z kataną na kamień. No ale to anime - nie ma mowy żeby żelastwo się stępiło, wyszczerbiło czy odkształciło. Prędzej to potworowi wyrosną części dające się przeciąć.


... Ale wcześniej trochę sponiewiera bohaterkę, na tyle, żeby wprowadzić odrobinę napięcia, ale to przecież dopiero pierwszy odcinek, więc to guzik, nie napięcie.
Swoją drogą, zastanawiałam się, po co w ich szkole takie dziwne mundurki: czarno-czerwone, z łańcuchami na krawatach i rozciętym jednym rękawem. Teraz już wiem - żeby Saya się dobrze prezentowała podczas walki.



Potwór w końcu ginie, krwawiąc pod ogromnym ciśnieniem jakby we wnętrzu miał tylko posokę. A może tak właśnie jest?


Tatuś gratuluje wykonania zadania małoletniej którą się wysłużył...
Zawsze drażnili mnie w fikcji ci dorośli którzy wysyłali do walki lub ciężkiej pracy nastolatków i dzieci. Pół biedy, gdy to jakoś uzasadniali (jak w Evangelionie), lub im jednak pomagali (jak w Devil Hunter Yohko), ale ten pan należy do rodziców nieprzejmujących się.



Iiii... Napisy końcowe! Wreszcie! Tym razem nieruchome, ale całkiem ładne obrazki i dużo fajniejsza piosenka niż w czołówce. A tak wygląda Saya z rozpuszczonymi włosami!
Ani odcinka więcej tego oglądać nie chcę. Szkoda czasu.

Ikoku Meiro no Croisée

Opis nie zachęcał, ale główna bohaterka ładna. Dałam więc szansę.
W połowie XIX wieku Japonia przestała się izolować od reszty świata i otwarła się na handel i kontakty z innymi państwami. Wtedy też pojawili się pierwsi weeaboo - tak, tak, czczenie Japonii i Japończyków ma aż tak długą tradycję!


Oto więc Yune, która przyjeżdża do Paryża.


Oto pan, który ją tu przywiózł. Razem z innymi gadżetami i pamiątkami.


Oto sklep Claude'a - gość jest kowalem artystycznym. Starszy pan to jego dziadek który też nim był, ale jest już za stary na taką robotę, choć tego po nim nie widać. 


Oto wyjaśnienie co w ogóle Yune tu robi. 
Nawet sensowne, rodzi tylko pytanie, czy nie było jakichś wolnych sklepów bliżej domu, na przykład, nie wiem, w Japonii? I co jej rodzice na to?


Dziadziuś jest wspomnianym łibusem. Ale to nadal realistyczne - wtedy połowa cywilizowanej Europy szalała za wszystkim co japońskie, czemu przecież zresztą zawdzięczamy mnóstwo wspaniałych dzieł sztuki.


Claude nie jest zbyt zadowolony z pomocy osoby, z którą dzieli go bariera językowa.
Oczywiście owa bariera jest umowna, ponieważ wszyscy mówią tu po japońsku - zarówno Yune jak i Francuzi. Są jednak pewne francuskie wtrącenia, na przykład tytuł serii i odcinka jest odczytany w tym języku. Całkiem fajny klimat jest dzięki temu.



Dziewczynka więc ciężko pracuje, sprzątając, Claude z kolei ciężko pracuje naprawiając szyld z motylem.


Tak, muszą o tym przypominać widzowi co trochę czasu.


 O ile zakład, że w następnym odcinku będzie już biegle znała francuski?


Och nieważne, okazuje się, że już zna, tylko nic nie mówiła, bo jest tak dobrze po japońsku wychowana, że nie mówi, co czuje.
Co też jest, w sumie, realistyczne.



A napisy końcowe są uroczo sielankowe.
Będę oglądać to dalej, bardzo ładna wizualnie i sympatyczna animacja. Na razie lekcje historii scenarzyści odrobili dobrze, a postacie dają się lubić.

Kaitou Tenshi Twin Angel ~Kyun Kyun☆Tokimeki Paradise!!~

Czekałam na to. Serio, czekałam - ze dwa lata temu Grisznak polecił mi OAVkę, która bardzo mi się spodobała. Miała wady, ale urzekło mnie kilka elementów a i nawet wtórność tak bardzo nie bolała. W dodatku na oficjalnej stronie serii pojawiły się projekty nowych postaci - Nine ma zielone włosy, underboobsy i wygląda na chłopczycę. Polubię ją!


 
 Właśnie dla takich fabuł oglądam anime! 
 
 Prezentacja bohaterek - pod tym względem zachowano wszystkie stereotypy - są błyski, dźwięki, gadżety, więcej błysków i świecenia i kolorowe, nieporęczne kostiumiki.

 Najpierw pomyślałam, że rozbierane, transformujące się bohaterki już w czołówce to trochę dużo, ale potem przypomniałam sobie Magic Kinght Rayearth.

 ... I właśnie dlatego romawiamy o tym w ogólnodostępnej, szkolnej toalecie. Do której jednak nikt nie wejdzie i nie podsłucha. O ile zakład, że takie coś wydarzy się w innym odcinku?
I w ogóle to tak, gdy chodziłam do szkoły laski faktycznie chodziły do toalety parami i grupami, ale nigdy nie wchodziły do jednej kabiny naraz, oni chcą nam coś zasugerować?

 Oto lokaj, który ma w całej szkole strategicznie rozmieszczone dziury z zapadniami i dopada bohaterki w najmniej oczekiwanych momentach.

 Aha, to już wiemy o czym będzie ta seria - ktoś będzie kradł artefakty, dziewczyny będą ich bronić, w ostatnich odcinkach pokaże się nam Najźlejszy Zły i wykorzysta te przedmioty do czegoś Złego, ale w ostatniej chwili dziewczyny uwierzą w siebie i go pokonają.
Zamierzam to zweryfikować gdy seria się skończy!

 Szkolny przystojniak i obiekt westchnień Haruki!

 A ten pan to połowa Duetu Zła. Ta gorsza, ponieważ loli nim rządzi i karze za wszystko.

 
Haruka jest DPSem, Aoi archerem, fajnie się uzupełniają.

 A oto wspomniana loli. Gotycka. Jest szalonym wynalazcą - twórcą mechów, śmieje się w typowo zły sposób i zależy jej tylko na pieniądzach ze zlecenia.

 O NIE TO STRASZNE

 A nie, jednak całkiem niezły pomysł - dziewczyny zamiast walczyć, rzucają się na rybki i kocie zabawki.

 Tuxedo!
Wygląda na to, że w tym wcieleniu Przystojnego Kolegi Haruka też jest zakochana.

 To takie typowe, że nie mogę się nie śmiać.

 O ile piosenka w czołówce była nie do wytrzymania, ta w napisach końcowych jest energiczna i fajna.
Stanowczo oglądam dalej, jest wesoło, kolorowo i przyjemnie. No i czekam aż pojawi się Nine!

Uta no☆Prince-sama♪ Maji Love 1000%

To może być legendarny Dobry Reverse Harem. Czyli rzecz o dziewczynie i grupce przystojniaków, a między nią i nimi - chemia. Problem z większością reverse haremów jest jednak taki, że tej chemii nie ma lub jest jej stanowczo za mało. W dodatku często główna bohaterka jest pustą panną bez charakteru (żeby oglądająca mogła się z nią utożsamić), a panowie reprezentują sobą ograne stereotypy i mają najwyżej po dwie cechy charakteru.
To tutaj, tutaj wszystko zapowiada się inaczej. 

 Czołówka to występ boybandu - sześciu najważniejszych w tym anime bohaterów. Wszyscy przystojni, laski piszczą, a panowie tańczą i śpiewają. Typowi japońscy idole.

 Oto i główna bohaterka - chce dostać się do szkoły dla idoli i ich supportu, niestety, spóźniła się na egzamin. Ten wprawdzie się jeszcze nie zaczął, ale trzeba przyjść wcześniej i ochrona nie chce jej już wpuścić.

 Pomaga jej jednak dwóch pięknych chłopców - jeden uczeń i jeden również zdający dziś egzamin.

 Jak więc nietrudno się domyślić, dostała się (no bo o czym byłoby animu, lol).

 Teraz pragnie zostać kompozytorką popowych piosenek.
Trochę przerażają mnie te jej puste, zielono-żółte oczy, jak u zombie. Kurczę, gdyby tylko miała normalne, czarne źrenice, wyglądałaby dużo lepiej.

 Oto dyrektor szkoły. Gra go boski Norio Wakamoto. Nietrudno się więc domyślić, że Dyrektor Shining (naprawdę ma tak na imię) jest naprawdę wspaniałą postacią. Z mocnym wejściem. I wyjściem.

 No kto by się spodziewał, że trafi do jednej klasy z chłopakiem, który jej pomógł!

 Pierwszy biszonen na widok którego się zarumieniła - ten ze wspaniałym refleksem uratował ją przed uściskiem jeszcze kolejnego chłopaka, a przy tym mocno objął, może dlatego.

 A oto ten pan który próbował się rzucić na Harukę - przypomina mu ona bowiem ukochanego... pieska.

 A oto nauczyciel. Tak, to mężczyzna, co słychać od razu, bo głos ma jak najbardziej męski.

 Najlepsza przyjaciółka - chyba już wie do jakiego typu serii trafiła... I wygląda na to, że się jej podoba. 

 A oto motywacja naszej bohaterki - w zgiełku wielkiego miasta, do którego była nieprzyzwyczajona, znajdowała się na krawędzi omdlenia, gdy usłyszała anielski głos Hayato-sama, wspaniałego idola, który ją podniósł na duchu.

 
 Psiapsiółka wychodzi, do pokoju zaś wpada kot, porywa chusteczkę i wyprowadza Harukę gdzieś do ogrodu. Ta odzyskuje chusteczkę i spotyka tam... Hayato-sama!

Ten jednak nie przyznaje się do bycia sobą samym?


Niestety, z tym napięciem musimy żyć czekając na drugi odcinek (który powinien już być), oto bowiem napisy końcowe. I znów piosenka lepsza niż w czołówce, tutaj jednak z racji tego, że czołówkowa była dobra, ta jest naprawdę świetna.
Biorąc pod uwagę obecny stan mojej wiedzy, to najlepsze anime tego sezonu. Będę oglądać i cieszyć się każdym odcinkiem!

Podobne:

0 komentarzy