Twoje ulubione anime ssie: Higurashi no Naku Koro ni

Witajcie w nowej serii notek! Już od dawna chciałam zmierzyć się z powszechnie lubianymi lub uznawanymi za klasyki anime. Długo szukałam naz...

Witajcie w nowej serii notek! Już od dawna chciałam zmierzyć się z powszechnie lubianymi lub uznawanymi za klasyki anime. Długo szukałam nazwy dla tej serii: "przereklamowane anime" byłoby zbyt negatywne, "kultowe anime" - zbyt pozytywne. Zdecydowałam się więc pojechać po bandzie i, w dodatku do negatywności, jeszcze Was poobrażać!


Ale to jedynie tania kontrowersja, bowiem nie zamierzam za wszelką cenę zjeżdżać rzeczy tylko dlatego, że są popularne. Nie, będę się pastwić za konkretne elementy, które musiałam wytrzymać podczas seansu. A czasem nawet może coś pochwalę, bo, spoiler - Higurashi jest całkiem niezłym animo.



Wszystko zaczyna się w typowy sposób: przeciętny dzieciak przeprowadza się, idzie do nowej szkoły, poznaje nowych ludzi, uczy zwyczajów nowego środowiska. Keiichi Maebara niedawno przeprowadził się do Hinamizawy, wioski tak małej, że wszystkie dzieci w szkole siedzą w jednej sali, niezależnie od wieku. To sprzyja zawiązywaniu przyjaźni, więc chłopak szybko trafia do klubu z czterema dziewczynami - słodką rówieśnicą Reną, rok starszą chłopczycą Mion, młodszą, energiczną Satoko i jej rówieśnicą, nieśmiałą Riką. No i mamy ciepłe lato, sielską wieś, wrzeszczące cykady, słodkie dziewczynki i dużo śmiechu. A potem zaczynają wychodzić na wierzch tajemnice, konspiracje i traumy i robi się już nie tak wesoło, a cykady cały czas się drą. U 90% widzów po zakończeniu seansu dźwięk wydawany przez te przeklęte robale w innych anime już nieodwracalnie kojarzy się ze złowrogimi, nieprzyjemnymi rzeczami.


Bardzo podoba mi się, że mimo pseudoharemowego rozpoczęcia, jest to seria głównie o przyjaźni - o tym, żeby ufać i pomagać swoim przyjaciołom. Owszem, uczucia romantyczne też się zdarzają, ale zazwyczaj prowadzą do tragedii, podczas gdy zaufanie i współpraca pozwalają wyjść cało z opresji. Oczywiście do momentu, gdy kogoś nie zaatakuje paranoja i nie zniszczy tego porozumienia. No i nadal mamy irytujący wątek mądrych dzieci przeciwstawiających się głupim dorosłym, którego tak nie cierpiałam w młodzieżowych filmach w telewizji, ale tutaj ci dorośli są przedstawieni albo nie jako pełne osoby, a bardziej katastrofy w skali mikro, albo ignoranci nieszanujący reguł. Pod tym względem bardzo podobało mi się, jak, w zależności od wydarzeń, zupełnie zmienia się policjant Oishi, raz będąc jedyną podporą, a raz zapalnikiem nieszczęścia. Gdy już mówię o dorosłych postaciach, nie mogę nie wspomnieć o Kasaiu, ochroniarzu pewnej panienki, który jest atrakcyjnym panem i tyle, dziękuję.


Oczywiście głównym problemem tej serii są jej wizualia. Anime bazowane jest na Visual Novel, która wyglądała JESZCZE gorzej, animatorzy w studiu Deen przynajmniej pozwolili postaciom mieć palce zamiast bardzo brzydkich macek (w odróżnieniu od macek ślicznych, takich jakie ma Korosensei). Ale nadal jest brzydko. Przy czym możemy przyjąć, ze to taka konwencja, że twórcy chcieli to odrealnić, żeby brutalne sceny nie wypadały aż tak dosłownie, ale i tak jest źle. Jest tak źle, że scenariusz i reżyseria próbują budować klimat tajemnicy i zagrożenia, ale jak tu bać się gdy koleżanka w transie wykrzykuje groźby, ale jest przezabawnie wykrzywiona i ruch jej ust nie jest nawet minimalnie związany z dźwiękami jakie wydaje? Śmieję się czasem z Tanuków, że mają obsesję na punkcie wykorzystanego lub zmarnowanego potencjału, ale jeśli Higurashi jakiś miało, to na poważny thriller psychologiczny, a tymczasem wychodzi nam anime znane z łączenia słodkich dziewczynek i gore.


No właśnie, ta cała słynna brutalność - jest jej trochę, ale nie aż tyle ile się spodziewałam po tych wszystkich gifach, filmikach i memełach. Tak naprawdę to tylko kilka scen, bardzo dobrze umieszczonych w kontekście i mających uzasadnienie, a sporo brzydkich rzeczy dzieje się też poza kadrem, albo na przykład jest przedstawione w formie cieni na ścianie. Oczywiście właśnie to jest selling point tego anime i bez tego nie zdobyłoby takiego rozgłosu. Rzeczy "dla dorosłych" dzielą się bowiem na dwie kategorie: te skłaniające do przemyśleń lub wymagające odpowiedniego kontekstu kulturowego, które dziecko po prostu wynudzą lub sfrustrują trudnością, oraz te pełne seksu, przemocy i szkodliwych treści, które mogą źle wpłynąć na młodociany umysł, na przykład wyznaczając mu nierealistyczne standardy. Nastolatki, które chcą być postrzegane jako taaakie dorosłe z chęcią się pochwalą, że one przecież nie oglądają BAJEK, one oglądają ANIME, a tam się zabijają i czasem cycka pokażą, to nie dla dzieci jest!


Nie mogę nie wspomnieć też o bardzo ładnym, klimatycznym openingu ze śliczną piosenką. O mojej frustracji, że studio Deen albo robi ładne kaszany fabularne jak Hakkenden, albo interesujące, ale odrzucające graficznie anime jak Higurashi czy Gifuu Doudou. I o tym, że fandomy psują wszystko. Ale jeśli miałabym się cofnąć w czasie i poradzić mojej przeszłej mnie czy oglądać Higurashi czy nie, nadal chciałabym je obejrzeć.


Zapraszam do subskrybowania blogaska, głosowania w ankiecie po lewo, komciania, mycia zębów i słuchania rodziców!

Podobne:

0 komentarzy