Cotygodniowy Biuletyn Popkulturowy #10

Dziesiąty Biuletyn, fakje! Wiedziałam, że wiara i determinacja to wszystko czego potrzeba by osiągnąć sukces! Tylko czemu jeszcze trzeba ...


Dziesiąty Biuletyn, fakje! Wiedziałam, że wiara i determinacja to wszystko czego potrzeba by osiągnąć sukces! Tylko czemu jeszcze trzeba pracooowaaaać...

Opowieść Panny Młodej #7

Wreszcie doczekaliśmy się kolejnego tomu Otoyomegatari, po ponad roku od wydania japońskiego! Nagminna nieterminowość to mój jedyny zarzut w stronę  Studia JG, w końcu minęło już piętnaście lat od pierwszego Mangamixu i publikowanego w nim dwuletniego Aladyna i Magicznego Imbryka, uznawanego wtedy przez Waneko za świeżą nówkę, czasy się trochę zmieniły. Nie zmieniła się za to jakość wydania Opowieści - ta sama twarda oprawa, obwoluta z lakierem wybieranym (czy jak się to tam zwało), powiększony format i naturalnie brzmiące tłumaczenie są odpowiednią oprawą dla tak wspaniałego tytułu. Natomiast sam tomik można czytać nawet poza główną serią, bo opowiada o nowym miejscu w którym zatrzymał się Smith, zwłaszcza problemach pani domu. Gdyby nie krótki dodatek o matce Karluka na końcu, w ogóle nie zobaczylibyśmy ani jego ani Amiry! Ale podobno następny tom ma wrócić do tamtej wsi i skupiać się na Pariyi, przedstawionej nawet na okładce. Wyszedł w Japonii w grudniu, więc może dostaniemy go na nadchodzącą Gwiazdkę!

Marvel Disk Wars: The Avengers

 No to skończyłam to słynne Marvelowe anime dla dzieci gdzie Avengersi zostają takimi digipokemonami i muszę przyznać, że świetnie się bawiłam. Tak, było biedne i dziecinne, momentami bardzo głupie, ale, ostatecznie, dało mi dużo satysfakcji. Byle za dużo nie myśleć i akceptować w większości biedackie wykonanie. Chciałabym kiedyś napisać o tej serii coś dłuższego, ale to znowu jest coś tylko dla mnie, tak bardzo nieprzystępnego i nieinteresującego, że pewnie skończy jak Gifuu Doudou - zapomniane, olane i co najwyżej wyśmiewane.

Czerwony Pingwin Musi Umrzeć!

 Nie pamiętam już kiedy kupiłam ten komiks - na pewno nie zaraz po premierze, ale było to na tyle dawno temu, że zapomniałam już, że go mam. To jest mój nieustający problem - zaległości w praktycznie każdej dziedzinie życia. Mimo że minęło tyle czasu od publikacji, nadal nie słyszałam nic o drugiej części - a szkoda, bo ten album to jedynie zarys czegoś większego - unikalnego świata, bandy dziwnych bohaterów, jakiejś intrygi. Trochę jak pierwszy odcinek serii, który przyciąga i interesuje, ale jeśli będę zbyt długo czekać na więcej to stracę ochotę. Miałam szczęście, że Wartości Rodzinne, też Michała Śledzińskiego, kupiłam i przeczytałam w całości, w pakiecie wszystkich czterech części. Pingwin prezentuje podobny humor i przygody, a dzięki temu, że dzieje się w jakimś coś jakby kosmosie, autor mógł sobie graficznie pofolgować, ale i świat przedstawiony jest trochę mało zrozumiały dla mnie - no ale wolę niedomówienia niż przegadanie, mam uraz przez anime chyba. A, właśnie - o co chodzi z tym tytułem, tu nie było żadnego pingwina!

Spectre

Wreszcie obejrzeliśmy tego słynnego najnowszego Bonda i nie rozumiem, na co tak wszyscy narzekali. Tak, był głupi, momentami ciężko bezsensowny, ale nie bardziej niż starsze Bondy. Chyba wszystko przez to, że ludzie spodziewali się kolejnego Skyfalla, ale to Skyfall był ponadprzeciętnie dobry, trudno zachować aż taki poziom. Z Francuzką grającą główną dziewczynę nie było za dużo chemii, ale i tak mi się bardzo podobała, z chęcią obejrzę ją w czymś jeszcze. Tak, Mission Impossible z nią już widziałam, ale nie pamiętam stamtąd zupełnie nic, jak zresztą z jakiegokolwiek filmu z tej serii. Z Bondów przynajmniej pamiętam kilka głupich rzeczy, jak Doktor Quinn wśród zombiaków.

Mary Poppins

Piszę o tym, że znów obejrzałam Mary Poppins tylko dlatego, żeby Wam powiedzieć, że był to pierwszy seans tego filmu dla mojego męża, mocno go do niego namawiałam bo uwielbia Dźwięki Muzyki i że potem pokazałam mu ten słynny horrorowy trailer i powiedział, że nie widzi różnicy, hehe, śmieszek. Mary Poppins miała sporo creepy zawartości, ale tego się tak nie czuje gdy się jest w wieku docelowej publiki, jak z większością bajek dla dzieci. Za to gdy jest się w naszym wieku to łapie się trochę nawiązań i gorzkiej rzeczywistości. Ale bardzo mi się podobało, że nie tylko zapracowany ojciec znalazł w końcu czas dla swoich dzieci, ale również dzieci zrozumiały, że ojciec ciężko pracuje właśnie dla nich. Zawsze mi brakuje czegoś takiego. Takiej konkluzji, że ten przepracowany i nieszczęśliwy człowiek nie robi tego wszystkiego tylko z kaprysu.

STARE NEWSY

Nie lubię nawet trailerów, nie oglądam ich jeśli absolutnie nie muszę. Wolę dostać wreszcie produkt a nie jego reklamy. Jednakowoż z przyjemnością rzuciłam okiem na filmik z odrobiną gameplayu Nioh, robionego przez Team Ninja "japońskiego Dark Soula". Faktycznie klimat i rozgrywka wyglądają bardzo soulsowo, ale w samurajskiej otoczce, jako zawodowemu łiabusowi właśnie tego mi brakowało! Ufam developerowi, ufam Koei, wierzę w japońskiego Geralta! Chociaż pewnie zadowolę się tylko oglądaniem jak ktoś (mąż?) to przechodzi, bo posysam w gry - na szczęście Capcom właśnie opublikował również odrobinę gameplayu najnowszej Sengoku Basary, tym razem skupiającej się na Yukimurze. Wygląda jak ta sama masherka co zwykle, tylko jeszcze nawet bardziej przedramatyzowana niż trzecia część gry. Ale co ma nie być, skoro historycznie jest o ostatnich dniach Yukimury. Natomiast Dynasty Warriors, seria podobnych gier tylko że o historycznych Chińczykach doczeka się za kilka lat filmu aktorskiego z Hong Kongu. Mam nadzieję, że doczekam!

Jeszcze w temacie sprowadzanych gier - japoński Amazon ostatnio zaczął je eksportować. Akurat ostatnio wreszcie się tam zarejestrowałam i kupiłam artbook, więc miło, że wreszcie dają nam dostęp również do gier. Czekam też trochę na Jojo's Bizarre Adventure: Eyes of Heaven, którego jednak nie sprowadziłam, i dobrze, bo ma mieć jakąś oryginalną fabułę i nawet Dio dostał kolejną formę, więc wolę grać w zrozumiałym języku. Niedawno pojawił się jej pierwszy trailer, tylko z postaciami z Phantom Blood. Natomiast w temacie muzyki - moje ukochane Perfumki zaśpiewały piosenkę do aktorskiego Chihayafuru, więc autorka mangi narysowała okładkę do singla, wychodzącego trzy dni przed filmem. Polecam zwłaszcza teledysk z zmontowany ze scen z filmu.

Nie żałuję, że nie mieszkam w Japonii bo to okropny kraj, ale czasem chciałabym móc się tam wybrać. Ot, choćby żeby wylosować sobie z automatu plastikową minizbroję samurajską. Szkoda, że zrobili tylko cztery modele! Albo o, pamiętacie jak linkowałam kolesia, co robił nagrobki z Love Live? Trochę zmądrzał i zorientował się, że na nie zbyt dużego popytu nie będzie, więc zabrał się za zdobienie szklanych butelek. Tak, też wizerunkami naszych ulubionych idolek. Które właśnie oficjalnie kończą działalność - ostatni singiel μ’s, zatytułowany MOMENT RING sprzedaje się najlepiej w historii zespołu. Natomiast ostatnie koncerty odbędą się na przełomie marca i kwietnia - w podlinkowanym newsie możecie oglądać zdjęcia reklamujących je specjalnych ciężarówek.

OAVki w latach 80. i 90. były pełne seksu i przemocy, bo w dystrybucji poza telewizją twórcy mogli sobie pofolgować. Nic dziwnego, że Fight! Iczer One zawierało goliznę, zaskakujący był natomiast sposób jej ocenzurowania w telewizyjnej emisji z okazji trzydziestolecia powstania - po prostu czarne paski, trochę jak w  hentajach. I zupełnie niedzisiejszo, gdy preferowane są paski białe. A cenzura jest potrzebna, bo Japończycy skarżą się na bajki w telewizji - ostatnio komuś przeszkadzało pokazanie jedzenia sushi z nagiego, kobiecego ciała w Detektywie Conanie. Nawet pomimo że pokazano tylko sylwetkę i oglądające to dzieci się pewnie niezbyt wiele domyślą. Oczywiście organizacja która to publikuje nie ma żadnego realnego wpływu, więc to żaden nius, że ktośtam gdzieśtam narzeka. Niusem nie jest też ten chiński nauczyciel cosplayujący moe dziewczynki, ale dobre cosplaye robi, więc rzućcie okiem. Jego ksywka to Crome Moe, a więcej zdjęć wrzucił na swój profil na Weibo. A skoro jest śliczny Chińczyk, to macie też twardą Koreankę, też zresztą śliczną - Jhi Yeon-woo jest bardzo interesującą kulturystką. A, a autorka Gangsta chyba czuje się już lepiej i zdrowiej, bo ostatnio postuje sporo rysunków na swoim Twitterze, w tym i jeden trochę pornograficzny. Może uda jej się skończyć swoją mangę!

KÓŁECZKO WZAJEMNEJ ADORACJI

Pojawił się trzeci numer magazynu Brody z Kosmosu, jest tam dużo o komiksach i trochę o serialach, Gwiezdnych Wojnach, Bondzie, wywiad z twórcą jednego z moich ulubionych webkomiksów i z Kasią Niemczyk, która rysuje komiksy w Marvelu. Jakly z kolei napisała o darmowych VNkach na Steamie, jeśli chcecie więcej czytania i obrazków. Na Sunori, blogu o Azji wschodniej, wybór dziesięciu najciekawszych tekstów z zeszłego roku - o Chinach, Korei, Tajlandii, Wietnamie. W dalszym ciągu mam problem z ogarnianiem zaległości, więc jeszcze nie czytałam całości, ale i tak Wam to polecę bo ufam Artemis, która opisała w skrócony sposób historię anime w czterech częściach: pierwsza, druga, trzecia, czwarta. Meago ruszyła z blogiem, na którym rzuca fajnymi protipami do rysowania na komputerze, ostatnio o tym jak malować ogień. Kickstartnięty dwa czy trzy lata temu pilot bardzo interesującego serialu animowanego Urbance jest już dostępny na sieci. To francusko-kanadyjsko-japońska koprodukcja o dystopijnej przyszłości pełnej brązowych ludzi, hiphopu, neonowych kolorów i gdzie seks jest zakazany. Bardzo mi się podobają designy, oby i produkcja całej serii się udała - w tym właśnie miał ten pilot pomóc.
A na koniec sobie jeszcze ładny obrazek z Pixiva wkleję, bo mogę.

Podobne:

0 komentarzy