Military!

No więc taka sytuacja, nie, jesteś zwykłym japońskim nastolatkiem, prawda, chłopcem w wieku szkolnym, jak większość głównych bohaterów anime...

No więc taka sytuacja, nie, jesteś zwykłym japońskim nastolatkiem, prawda, chłopcem w wieku szkolnym, jak większość głównych bohaterów anime, wyglądasz przeciętnie, mieszkasz niby z ojcem ale tak naprawdę sam, bo ojciec pracownik biurowy, ciężko pracuje a potem gdzieś się szlaja, prawda, typowy ojciec, nie. No więc siedzisz sobie w domu, bo nie masz żadnych zainteresowań ani przyjaciół, w końcu jesteś bohaterem anime, w dodatku komediowego, więc istniejesz tylko jaki prosty konstrukt do żartów z reprezentowanego stereotypu, nie osobowość z krwi i kości, ciężko, ale bywa i tak, siedzisz sobie więc i nagle PRZEZ ŚCIANĘ WPADA CZOŁG I WYSKAKUJE Z NIEGO SŁODKA MANGOWA DZIEWCZYNKA I GROZI CI KARABINEM


A potem przeszukuje, bo to robią żołnierze, a ponieważ jest główną bohaterką anime, jest czysta i niewinna, więc nie wie o istnieniu penisa, więc myśli, że to jakaś broń, więc próbuje cię rozebrać, a ty się bronisz bo przecież jeśli zobaczy męską anatomię to da ci w mordę, tak właśnie działają baby, a taka uzbrojona żołnierka, nawet słodka i z wielką głową, może być niebezpieczna, więc walczysz o swoją godność i życie. A to dopiero pierwszy odcinek.




Military! jest serią dwunastu trzyminutowych, komediowych shortów o wojnie. Gdzieś daleko od sielankowej Japonii walczą ze sobą Krakozja i Grania, w konflikcie trochę mi przypominającym ten na Bałkanach*. W jakiś przedziwny sposób do Krakozji trafia w drodze z korpo do domu przeciętny japoński pracownik biurowy i zostaje Legendarnym Najemnikiem, bohaterem wojennym i wybawcą państwa. Ale wojny nie wygrywa się z dnia na dzień, więc Grania wysyła morderców do Japonii, żeby zajęli się jedynym synem bohatera - więc i Krakozja wysyła swoich najlepszych ludzi do ochrony chłopaka.


Tymi najlepszymi ludźmi są dwie moe dziewczynki o wielkich głowach i maleńkich móżdżkach. Anime jest bowiem głupkowatą komedią, gdzie żarty opierają się na bezsensownej przemocy i zniszczeniu. Więc, jak już wspomniałam, na sam początek dziewczyny rozwalają chłopakowi chałupę, a potem co chwilę strzelają i bombardują przy każdej możliwej okazji. Pojawi się bowiem ich rywalka, loli-morderczyni (na oko pięcioletnia), więc dziewczyny na przemian będą obrzucać się granatami i wypoczywać pod kotatsu, bowiem kolejnym żartem w tej serii jest ich lenistwo. Oczywiście tylko cztery postaci na około pół godziny anime to stanowczo za mało, pojawi się też kilkoro innych, każdy reprezentujący jeden żart! Jest więc przełożona naszych dwóch głównych loli, cycata i niezdarna, jest napakowany, wąsaty facet, więc zboczeniec, jest sąsiadka - typowa stara panna, jest wreszcie pies tamtej loli, czyli naprawdę obleśny masochista-lolikon.


Anime jest brzydkie i biedne. Brzydkie designy, brzydkie kolory, słaba reżyseria i animacja, odwalone tła, nawet jakichś specjalnie zabawnych min tu nie ma. Jak tak patrzę, to reżyser w ogóle zajmuje się głównie kupami, Hamatorą, Recorder to Randsell, Danchigai - Haitai Nanafę trochę lubiłam, ale za stronę graficzną i dźwiękową, bo żarty i reżyseria tam również śmierdziały. No właśnie - dźwięki. Z seiyuu w Military! wybija się Sakurai Takahiro jako wcześniej wspomniany obleśny masochista - a wybija się tym, że gra go zupełnie identycznie do swoich wszystkich dotychczasowych ról, jak to Takahiro. Zaczynam naprawdę nie lubić jego głosu - jest przyjemny, gdy pasuje do postaci, zazwyczaj spokojnych gości (jak Yamato w Sukitte Ii na yo, Yasaburou w Uchouten Kazoku czy Miś Polarny w Shirokuma Cafe), ale gdy tacy kolesie okazują się psycholami i zaczynają świrować, to pan już sobie tak dobrze nie radzi. Okej, może trochę nadal mam uraz, że w nowych Jojosach wymienili Kamiyana na niego.


Nie oglądajcie Military!, nie ma tu nic interesującego. Jedyną zaletą tej serii jest to, że niczego po niej nie oczekiwałam, więc w żadnym miejscu mnie nie rozczarowała, bo nie miała jak. Tak naprawdę chciałam się tylko trochę rozpisać i ponarzekać, ale nie mam siły nawet na soczysty hejt, ani porządny zachwyt, więc tekst tłumaczący moją nienawiść do Głupca Nobunagi jeszcze poczeka, razem z tekstem o doskonałości Marii Dziewicy Czarownicy. Chciałabym się łudzić, że siłę odbiera mi ostatni etap przygotowań do ślubu, ale hej, szanuję Wasze zdolności intelektualne i umiejętność zorientowania się, że po prostu jestem jeszcze bardziej leniwa, niż bohaterki dziś opisywanego anime.



* Nie znam się na wojnie, konfliktach militarnych, bitwach, czołgach ani broni, więc to bardzo luźne skojarzenie.

Podobne:

0 komentarzy