10 wartych uwagi anime na Crunchyrollu

Jakoś nie potrafię się przekonać do streamów, ale wiem, że dzisiejsza młodzież je uwielbia. Chociaż jest to kinda amazin , wystarczy prze...


Jakoś nie potrafię się przekonać do streamów, ale wiem, że dzisiejsza młodzież je uwielbia. Chociaż jest to kinda amazin, wystarczy przeciętne połączenie z internetem i w każdej chwili mamy dostęp do niezłej biblioteki anime - legalnie i w większości za darmo! Niestety, ponieważ żyjemy w biedacko-cebulowym regionie (znajdzie się w Polsce chociaż ze stu subskrybentów serwisu?), wiele, zwłaszcza starszych, rzeczy jest tu niedostępnych. Ale to co jest nadal starczy dla rozrywki i ku pokrzepieniu!

Asobi ni Iku Yo!


Chyba moja ulubiona ecchi haremówka. Tytuł dosłownie oznacza "Bawmy się!" i jest to niezłe streszczenie fabuły serii. Kosmitki z planety Catia, gdzie jakieś 90% to kobiety, a wszyscy mają kocie uszka i ogonki, przybywają na ziemię i się bawią. Pierwszą z nich jest Eris, śliczna i głupiutka ambasadorka, taka typowa główna bohaterka. Zakochuje się w Kio i rywalizuje o niego z dwiema Ziemiankami, chłopczycowatą koleżanką z dzieciństwa Manami i graną przez Kanę Hanazawę agentką Aoi. Ale  ta rywalizacja zawsze jest przyjazna, nawet gdy strzelają do siebie nawzajem - nabojami, które tylko niszczą ubrania. No właśnie - wersja na Crunchy jest, niestety, ocenzurowana, więc rysowanych sutków tu nie obejrzymy, ale sposób cenzury jest tak milutki (roboty-maskotki zasłaniające to czego nie wolno pokazać w telewizji), że ja tam nie narzekam. Wszystko jest lekkie, przyjemne i z przymrużeniem oka, każda drama kończy się szybko i satysfakcjonująco, a samo zakończenie należy do jednego z moich ulubionych gatunków.

Kamigami no Asobi


Tym razem moja ulubiona reverse haremówka. Też ma "zabawę" w nazwie, tym razem jednak jest o bawiących się bóstwach - samych ślicznych chłopcach, przeniesionych przez Zeusa do szkoły, aby "poprawić kontakty z ludźmi i ich zrozumieć", oraz o zwykłej, japońskiej dziewczynie. Znajdziemy tu bóstwa z mitologii greckiej, nordyckiej i shinto, a i nawet Egipcjanie się wbiją. Oczywiście mamy typowe schematy w osobowościach i szkolnych aktywnościach, ale bohaterowie wyjątkowo rzadko zachowywali się bezmyślnie i ciapowato. To może mały krok dla anime, ale duży dla reverse haremówek. Zwłaszcza główna bohaterka była proaktywna i mówiła co myśli. Paradoksalnie najbardziej bezmyślnym i bezsensownym kolesiem był Zeus, organizator całej imprezy, bo działał głównie na "bo tak" i "nie bo nie" - w kontraście do tego jak wszyscy pozostali mieli różne poziomy oleju w głowie. Dodajmy do tego śliczne projekty postaci Yone Kazuki, animację od Brain's Base i mamy bardzo przyjemne i estetyczne stadko panów do pooglądania.

Love live! School Idol Project


Moje ulubione idolki! W tej notce staram się zawrzeć trochę mniej znane rzeczy, bo przecież Naruto czy Gintamę wszyscy już i tak znają, ale jednak muszę wspomnieć o LL, bo może ktoś jeszcze nie oglądał! Crunchy ma oba sezony, możecie więc spokojnie zanurzyć się w historii dziewięciu zwykłych dziewcząt, które z pomocą ciężkiej pracy i determinacji zostają idolkami i ratują tym sposobem ukochaną szkołę przed zamknięciem. Szkołę żeńską, bo w tym świecie mężczyźni prawie nie istnieją - nie mają twarzy albo są w wieku przedszkolnym. Wszystko po to, żebyście mogli do woli patrzeć i łączyć w pary te apetyczne, nastoletnie panienki! Tańce w CG trochę niedomagają, a pod koniec obu sezonów robi się trochę dramatycznie - i to chyba jedyne wady.

Kyousougiga


Moja ulubiona rodzina! Na początku nic nie zrozumiecie, ale nie zrażajcie się - w tej serii nie chodzi o fabułę, w tej serii chodzi o tematy - rodzinę, miłość, macierzyństwo i ojcostwo, dorastanie, branie odpowiedzialności, przywiązywanie się do ludzi i rzeczy... Pewnie o czymś zapomniałam. Najlepiej po prostu iść z prądem, co nie jest trudne, bo w odróżnieniu od większości artystycznych anime, to ma dość przystępną, a przy tym śliczną grafikę. Dzieci szalejące po Odwróconym Kioto naprawdę szaleją, a świat przedstawiony jest na tyle żeby interesować, ale twórcy nigdy nie przesadzają z wyjaśnieniami i stawiają na wizualia zamiast gadki (choć dialogi i monologi jasne, że są). Starsza Koto to chyba najpiękniejsza i najcieplejsza matka jaką widziałam w anime, a w tych przecież świetnych mam nie brakuje.

Non Non Biyori


Moje ulubione dzieci ze wsi! NNB należy do gatunku iyashikei, czyli leczniczego - nic się nie dzieje, wszyscy niespiesznie żyją, główne bohaterki chodzą do szkoły i bawią się np. wędkując. Piękne widoki japońskiej wsi i, mimo że jesteśmy w Polsce, z niektórymi rzeczami możemy się identyfikować, na przykład że wyprawa do marketu to przygoda, hej ho~! Tu też mężczyzn prawie nie ma, a ten najczęściej się pojawiający, starszy brat dwóch bohaterek, w ogóle się nie odzywa.

Comical Psychosomatic Medicine


Moje ulubione anime edukacyjne! Bardziej na jego temat rozpisałam się w Arigato nr 23, więc tu się streszczę (aha, jasne). Comical Psychosomatic Medicine to krótkometrażowe anime edukujące o podstawach psychiatrii czy tam psychologii, nie wiem, nie znam się - ale gdy poszperałam i poczytałam o kilku tematach, którymi mnie ta seria zainteresowała, informacje w niej przekazywane okazały się dość prawidłowe. Nie myślcie jednak, że to tylko sekwencja monotonnych informacji i plansz poglądowych, jak te filmy co Wam pani od przyry puszczała - wręcz przeciwnie, mamy tu całe mnóstwo żarcioszków, głównie nabijających się z beznadziejności bohaterów i podające absurdalne przykłady, oraz sporo golizny!

Hoozuki no Reitetsu


Moje ulubione piekło! Tytułowy Hoozuki to prawa ręka władcy piekieł, ale ponieważ ten jest niekompetentny - nasz bohater w praktyce sam wszystko robi. A jest kolesiem bardzo pracowitym i sadystycznym, ale przy tym dość rozsądnym - chyba, że akurat w grę wchodzi dręczenie Bai Ze, jego rywala mieszkającego w niebie. Głównym problemem z serią może być jej niedostępność dla takich brudnych gaijinów jak my - tu już nie wystarczą takie podstawy jak wiedza o Tanabacie, tu przytaczają legendę o Kachi-kachi Yamie i pojawia się Ushiwakamaru! Wydaje mi się jednak, że te ważniejsze rzeczy są dobrze wyjaśnione, krótkie gagi jak mignięcie przez chwilę Zhuge Lianga można zignorować, a wszystko stanowi świetną inspirację do nauki - w końcu siedzimy w internetach, wguglanie tych kilku imion jest superłatwe!

Senyuu


Moi ulubieni eRPeGowi bohaterowie! Senyuu to krótkometrażowa komedia  o ratowaniu świata przed Królem Demonów. Zaskakująco dobrze wypada tych kilka dramatycznych momentów, żarciochy są absurdalnie głupie, a piosenki śpiewa JAM Project. Odcinki są mocno powiązane ze sobą, więc Crunchyrollowy autoplay naprawdę się przyda. Reżyserem i scenarzystą serii jest ten słynny Yamakan, któremu sodówa strzeliła do głowy gdy wszyscy zachłysnęli się wymyślonymi przez niego tańcami z Melancholii Haruhi Suzumiyi i Lucky Stara, więc poszedł Ratować Anime za pomocą tak kultowych serii jak Fractale i Wake Up, Girls! Na szczęście mangowa wersja Senyuu chyba była naprawdę wybitna.

Samurai Flamenco


Moje ulubione... rety, od czego właściwie zacząć? Pewien model próbuje zostać superbohaterem, ale kiepsko mu to idzie i spotyka próbującego go od tego odwieść policjanta. Potem jednak mu się udaje wywrzeć pewne wrazenie na społeczeństwie, a potem pojawia się pewna małpa i wszystko zmienia się tak szybko i szalenie, że tego anime naprawdę nie da się szybko streścić. Animowało je świętej pamięci studio Manglobe, więc nie wygląda oszałamiająco, ale nadrabia dzikimi zwrotami akcji? Jest też kilka przyziemnych i dobrze rozegranych, osobistych dramatów, mnóstwo nienachalnych nawiązań i tych modnych dekonstrukcji schematów.

Dom z Małych Kostek


Na koniec coś innego, tym razem nie seria, a krótkometrażowy filmik, który w 2009 roku dostał Oscara. To też jedyne z dziś opisywanych anime dostępne tylko dla abonentów - ale to niecałe 30 złotych za miesiąc, które w nich rzucam, żeby lokalizowali mi ulubione anime. "Dom..." to niema historia staruszka, który wyrusza wgłąb swojego podtopionego domu, na sentymentalną podróż wśród wspomnień. Wszystko przekazane jest obrazem i odgłosami, nie potrzeba słów.

Tak się składa, że pomimo niezłego wyboru, jeszcze nie widziałam większości anime dostępnych na Crunchy w naszym regionie. Jest to, paradoksalnie, trochę ich wina - bo przecież jak jest tak bardzo pod ręką to nie ucieknie, prawda? Zawsze można się spokojnie rozsiąść przed telewizorem i odpalić na konsoli Crunchy, Netflixa albo Twitcha. Wygodna ta przyszłość!

Podobne:

0 komentarzy