12 dni anime - #10 - Vaiana

Tak, dziś nie o anime, a o całkowicie mainstreamowym filmie Disneya. To znaczy - chciałabym, żeby był mainstreamowy, ale z jakiegoś powod...


Tak, dziś nie o anime, a o całkowicie mainstreamowym filmie Disneya. To znaczy - chciałabym, żeby był mainstreamowy, ale z jakiegoś powodu zupełnie nie jest w Polsce promowany, za to w dniu premiery cała Warszawa była oklejona jakąś żenującą animacją o seksownych owcach.



Na Vaianę czekałam dwa lata. Oczywiście nie bez przerwy, nikt by tyle nie wytrzymał. Tym bardziej, że same projekty głównych postaci opublikowano dopiero rok temu.

Urodziłam się z chorobą, nie jakąś szczególnie groźną, bardziej rzadką i uciążliwą. Spędziłam więc w dzieciństwie trochę czasu jeżdżąc do Poznania, do lekarzy i szpitali, a jednym z bohaterów, którzy towarzyszyli mi wtedy był Maui, heros z hawajskich legend. Nie tylko hawajskich, bo znany jest w całej Polinezji i są o nim różne mity też na przykład u Samoańczyków lub Maorysów. Ale moja wersja była z książki o Hawajach właśnie. Miałam tam taką zakładkę z małym Son Goku z Dragon Balla i właśnie jak Goku ten Maui w mojej głowie wyglądał, co w retrospektywie mnie bawi, bo przecież Kamehameha.

Mało kto kojarzy Mauiego. Bo niby skąd, skoro nie było z nim żadnych popularnych filmów, seriali czy książek. Ze znanych tricksterów bliższy naszej kulturze Loki przebił się w zubożonej wersji Marvela, a Sun Wukonga zna każde chińskie i japońskie dziecko - my pod równie mocno przemieloną postacią Son Goku z Dragon Balla. Dlatego nie mogłam się doczekać aż Disney spopularyzuje bliższego oryginałowi Mauiego, zwłaszcza, że głosu miał mu użyczać Dwayne "The Rock" Johnson. Nawet zaśpiewał piosenkę!

Przemogliśmy więc niechęć do kin i poszliśmy w dniu premiery, w Polsce tylko dwa dni za Stanami! Przynajmniej tego dystrybutor nie zawalił, a nie jak Kubo i Dwie Struny, że jest w kinach gdy już można spiracić bluraye, bo wyszły w Stanach (ale nie kupić - premiera przetłumaczonej na język brytyjski wersji dopiero w styczniu). Film ma swoje problemy, tak, ale absolutnie mnie nie obchodzą i proszę zamilknąć i wyjść, bo oto MAUI NA EKRANIE MOJEGO KINA! Była też tam jakaś dziewczynka, nawet w porządku, nie przeszkadzała.

A ja teraz słucham soundtracku na Spotify (mąż mnie przekonuje, że piosenki w wersji polskiej są lepsze - przyznaję, Dorota Stalińska jako babcia faktycznie była świetna, Maleńczuk też bardziej niż dał radę), czekam na premierę płyt żeby móc wreszcie obejrzeć oryginał i kupuję zabawki. Niewiele ich, ale przynajmniej są, nie jak z Zootopią. Głównie figurki, maskotki będę musiała zamówić - tak jak zamówiłam artbook.

Dwanaście Dni Anime to chińskobajkowe odliczanie do Świąt, służące też jako subiektywne podsumowanie mijającego roku. Tutaj link do Googlowej tabelki organizującej tegoroczną akcję w świecie anglojęzycznym, tutaj opis akcji, również po angielsku.

Podobne:

0 komentarzy