czwartek, 15 grudnia 2016

12 dni anime - #11 - ostatni taniec


Jeden z moich twitterowych znajomych tak zabawnie memował o jakiejś bajce z tańczącymi dziećmi, że w końcu zaczęłam ją oglądać. Pisałam o tym już dwa razy - raz z lekką rezerwą, przy okazji pierwszych wrażeń i potem już z pełnym entuzjazmem w ciągu zeszłorocznych Dwunastu Dni.



Brave Beats okazało się czymś zupełnie dla mnie. Anime dla dzieci, więc żadnych mrocznych lub seksualnych elementów, które najczęściej żenują. Jednocześnie brak jakiegoś ciśnięcia na siłę morałów żeby być grzecznym i odrabiać lekcje. Kolorowy i mający znaczenie drugi plan -  sympatyczni rodzice, koledzy i koleżanki z klasy, którzy wciąż się pojawiają i nie służą tylko jako obiekty do ratowania, wreszcie Ci Źli, głupkowaci i zabawni, ale zaskakująco kompetentni - tak, parę razy im się udało! Graficznie było różnie - dzieci urocze, ale zupełnie nieatrakcyjne seksualnie (co w anime nie jest takie oczywiste), z drugiej strony - bardzo atrakcyjni dorośli (i postarzone wersje głównych dzieci, po magicznej fuzji z ich magicznymi maskotkami). Pewnie zresztą przez tę nieatrakcyjność dzieci seria nie zdobyła popularności ani na 4chanie ani w Japonii.

Najsłabszą częścią serii były tańce, animowane w pełnym CG o wątpliwej jakości. Trochę to przykre, bo przecież w serii o tańczenie chodziło, ale gdy dochodziło do pojedynków, miałam ochotę je przewijać. Nigdy jednak tego nie zrobiłam, ale może gdyby serii nie eutanowano, zaczęłabym.

Takie serie dla dzieci bowiem zazwyczaj trwają około 50 odcinków. Tribe Cool Crew, poprzednie anime tej samej ekipy i również o tańczeniu, miało równo 50. Różne serie Precure - między 48 a 50. Tymczasem Brave Beats zakończono na zaledwie dwudziestu dwóch (22) odcinkach, a jego miejsce w ramówce japońskiej telewizji zajął Gundam Unicorn. Tak to właśnie Gundamy zabiły moją rodzinę i stały się czymś, czego nienawidzę na zawsze.

Na całe szczęście Brave Beats dostało porządne zakończenie - zamiast urwać serię, zdecydowano się wyrwać jej środek. Dlatego nagle, w odcinku dwudziestym, dostajemy nagle mnóstwo nowych informacji i tragedię, a w dwóch kolejnych - wielką walkę o losy obu światów głównych bohaterów. Te wszystkie wątki były zapowiadane i spodziewane, po prostu cały czas odnosiłam wrażenie, jakby miało je poprzedzać jeszcze jakieś około trzydzieści odcinków.

Pojawił się więc ten ostatni, decydujący o losach światów taniec, nadal w CG. Nie wiem, czy miał tak dobrą choreografię, może się po prostu już przyzwyczaiłam, czy tak przejęłam się losami bohaterów - ale nawet się wzruszyłam. A potem para moich ulubionych złodziejaszków wzięła ślub i żyli długo i szczęśliwie, nie nękani nigdy przez żadne magiczne stwory, bo nie przynosili dostatecznego zysku jakimś starym Japończykom w garniturach. Koniec.


Dwanaście Dni Anime to chińskobajkowe odliczanie do Świąt, służące też jako subiektywne podsumowanie mijającego roku. Tutaj link do Googlowej tabelki organizującej tegoroczną akcję w świecie anglojęzycznym, tutaj opis akcji, również po angielsku.

POWIĄZANE

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.