Pierwsze wrażenia: kolorowi chłopcy co tańczą

Anime znane pod tytułem High School Star Musical, lub STARMYU, lub Koukou Hoshi Kageki, albo nawet ハイスクールスター・ミュージカル. O czym jest? Well, o sz...

Anime znane pod tytułem High School Star Musical, lub STARMYU, lub Koukou Hoshi Kageki, albo nawet ハイスクールスター・ミュージカル. O czym jest? Well, o szkole średniej dla chłopców, gdzie się tańczy, śpiewa i gra na instrumentach. Oczywiście nie mogliśmy dostać normalnej szkoły/akademii muzycznej, wszystko jest znowu o idolach.

Ale ta konkretna bajka NIE jest oparta na żadnej grze (jak UtaPri) czy książce (jak Shounen Hollywood), tylko jest produktem oryginalnym, świeżym i dziewiczym! Pewnie dlatego ma taką tanią animację i jest tak wtórna.


Przed czołówką mamy tajemniczą scenę jak nasz Przyszły Główny Bohater za gimbazy stoi sobie w amfiteatrze, panie takie łoberwanie chmury, a ten się gapi jak jakiś licealista tańcuje!

Po czołówce widzimy, że nasz bohater, oczywiście, dostał się do tej samej szkoły średniej, której emblemat wypatrzył na mundurku tamtego tancerza sprzed lat. Naturalnie jak to główny bohater jest zdeterminowany, optymistyczny i przyjacielski, więc od razu zaprzyjaźnia się ze Zniewieściałym Łamagą - pozostałych trzech członków ich zespołu widzimy tylko przez chwilę...

Bo teraz pora, żeby najważniejsza grupa w szkole, o dziwo nie samorząd tylko jacyś idole, dali występ podczas gdy wszyscy im się kłaniają...

... I panowie idole naprawdę dają występ. Podchodzą do schodów przed głównym wejściem, zaczynają śpiewać i tańczyć. Podczas gdy anime o idolkach śmiało korzystają z choreografii w CG, te o idolach jakoś upierają się przy tańcu w 2D. Przy poziomie budżetu tego anime, gdzie nawet w czołówce niektórym zdarza się rozjechać, taniec tutaj wygląda dość... JAKOŚCIOWO.

Oczywiście nasz główny bohater z miejsca chce do nich dołączyć bo rozpoznaje, że tamten kolo z początku na pewno należał do tego klubu. I, naturalnie, wciąga też swojego ciapowatego nowego kumpla.

PRZERYWAMY NA CHWILĘ ŻEBY POKAZAĆ NAJLEPSZĄ POSTAĆ
Oto kolo grany przez Junichiego Suwabe, który ma wszystko tak bardzo gdzieś, że celowo zawala klasy, żeby ludzie się od niego odczepili, bo, oczywiście, jest geniuszem.
Czyli standardowy Suwabe.

A oto ten kolo, który zajmuje stanowisko odpychającego buca - trochę szkoda, że dali tę rolę akurat takiemu tradycyjnemu kolesiowi w kimonie, bo normalnie lubię takich. Ale ten jest aktorem kabuki, uważa się za lepszego od dosłownie wszystkich i każdego częstuje wyzwiskami. Gdyby była tu jakaś bohaterka, uganiałaby się właśnie za nim.

No więc zaczynają się castingi do tego superfajnego klubu dla JAKOŚCIOWYCH idoli, śpiewanie, tańczenie, odgrywanie scenek...

W drodze na ostatni etap nasz Główny Bohater wpada na schodach na kolejnego  przyszłego członka swojego zespołu, o którym na razie wiemy najmniej. Za to dużo dowiedzieliśmy się w tym odcinku o piątym z nich, młodszym bracie znanego idola, który oczywiście ma kompleksy, że wszyscy ich porównują.

Ostatnim etapem jest przesłuchanie, gdzie nasz bohater ma powiedzieć cokolwiek zechce, co może sprawić, że wybiorą właśnie jego. Przynajmniej tak mówi Suwabe, który się spóźnił i wlazł do pokoju jako ostatni i zebrał całą atencję.

Nasz bohater zastanawia się chwilę, po czym zamiast odezwać, wstaje i...

bije wszystkich krzesłem
tańczy, a przynajmniej próbuje, ten sam układ co ten kolo z samego początku, oczywiście Suwabe go rozpoznaje, ale okularnik jest No Fun Allowed i każe mu się nie wygłupiać, demonstracja tańca już była, wynocha.

Okazuje się, że tamten amfiteatr z początku był gdzieś w okolicy, pewnie nawet na terenie szkoły (co w takim razie robił tu randomowy gimbus?!), więc nasz bohater idzie tam smutać.

Nie mam pojęcia na co on liczy tak szczerze, że tamten kolo zawalił klasę i będzie czekał, żeby obdarzyć go swoją gorącą sempajską miłością? Czy był tak zachwycony jego tańcem, że chce go naśladować (więc czemu w klasie WYRAŹNIE powiedział, że nie chodził w międzyczasie na żadne kursy ani nic)?

Ale tymczasem zamiast płakać, serwuje nam po prostu kolejną piosenkę z gatunku MAM MARZENIE.

Nie wiem, czy cały ten teledysk z piosenką był tylko w jego głowie czy jednak coś pośpiewał, ale wiem, że Suwabe go OBSERWUJE

Oczywiście okazuje się, że nasz bohater i jego najlepsza psiapsióła mieszkają w tym samym pokoju.

I, oczywiście jak to z przyjaciółmi, produktywność spada i zamiast się rozpakowywać, ploteczkują nad herbatką i pocieszają się, że jeszcze nic nieogłoszone, więc nic nie stracone!

Potem ending, przypominający nam skład grupy idoli, która się zaraz utworzy, chyba najlepsza piosenka z najmniej słabą choreografią w tym odcinku...

No a scena po napisach pokazuje, że przeszli eliminacje, są w najlepszej i najbardziej prestiżowej grupie, oczywiście razem z tamtymi trzema, DZIWNYM NIE JEST

PODSUMOWANIE

W każdym sezonie są jakieś dobre anime, jakieś słabe, jakieś dla dzieci, jakieś czymś się wyróżniające i jakieś kompletnie nijakie, które ludzie zapomną już w następnym sezonie. To jest właśnie ta ostatnia seria. Nijakie designy, słaby humor, kiepski dramat, bohaterowie nieciekawi lub wręcz odpychający (POZA SUWABE, SUWABE 10/10!), a przy tym jedynym, który interesująco wygląda jest ten w tle z długimi zielonymi włosami (I SUWABE!!11), piosenki przyjemne, ale też nijakie, animacja cienka, ale nie jakoś spektakularnie, więc nawet zbierania screenshotów nie ma tak przyjemnego...
Nie, po prostu nie. Nawet jeśli potrzebujecie zapychacza czy jakiejś lekkiej obyczajówki, są lepsze propozycje nawet w tym sezonie.

Podobne:

0 komentarzy