Świnie w mediach [34] - Kemono Michi (manga)
Hataage! Kemono Michi to jedno z moich ulubionych anime, które pokochałam nawet zanim jeszcze zostałam fanką wrestlingu. Gdy jednak wreszcie zrozumiałam ten najlepszy ze wszystkich sport, zapragnęłam powrócić do tego świata - na razie w odrobinę innej formie mangi, ale na powtórkę anime też kiedyś przyjdzie czas!
Potężny wrestler Kemono Mask (Zwierzęca Maska) zostaje przyzwany do innego świata jako bohater mający rozprawić się z niecnymi, magicznymi bestiami. Jest to poważny problem: pod maską bowiem skrywa się uwielbiający ponad wszystko zwierzęta Genzou, którego największym marzeniem do tej pory było zarobić dużo pieniędzy w ringu, przejść na szybką emeryturę i otworzyć sklep ze zwierzakami. Łapie więc księżniczkę-kapłankę która go przyzwała, rzuca nią wzorowym German Suplexem i ucieka, postanawiając założyć sklep z magicznymi zwierzakami w tym typowym świecie fantasy.
Scenarzystą mangi jest kultowy w niektórych kręgach Natsume Akatsuki, najbardziej znany z serii light novel KonoSuba. Tak, jak nie byłam w stanie nawet się uśmiechnąć oglądając pierwszy odcinek KonoSuby, tak animowana wersja Kemono Michi zachwyciła mnie od razu. Czytając teraz mangę, skłaniam się ku przekonaniu, że to wina Akatsukiego - niby wydarzenia pokrywają się z tymi z serialu, ale wszystkie przedstawione są w nudny i dużo mniej ekscytujący sposób. Na przykład manga zaczyna się, gdy Genzou już prowadzi swój sklep i ma pomoc Shigure, Hanako i Camilli, a wspólne dni spędzają albo na marnowaniu czasu, albo wspominaniu. Pozbawia to więc już sam początek historii całego napięcia i niepewności, a także stępia superzabawny żart o pracującym z nimi, rzadko zwracającym na siebie uwagę, facecie-mrówce. Przy czym na razie zachowam ostrożność w chwaleniu reżysera anime, bo Hataage! Kemono Michi było dopiero jego drugą samodzielną serią, a później zrobił niewiele więcej i mało dobrego, najbardziej znanym z tych tytułów było chyba Uzaki-chan.
Dość narzekania, może pozrzędzę sobie przy głębszej analizie serialu gdy do niego wrócę (mam nawet w zapasie dodatkowe, wrestlingowe materiały we współpracy z promocją DDT), przejdźmy wreszcie do świń, bo jest ich tu kilka!
Pierwsza pojawia się już w drugim rozdziale. Gdy bohaterowie dowiadują się, że ich sklep ma długi, postanawiają je spłacić różnymi pracami dorywczymi. Każde z nich wyrusza, aby zdobyć pieniądze na swój własny sposób, nie są jednak zbyt mądrzy. Więc wszystko, na co udało się wpaść łakomej Hanako to próba zdobycia nagrody za zjedzenie całego jedzenia w restauracji prowadzonej przez świnioczłowieka.
Hanako nawet bez nagrody by tam zaglądała, bo wyżerka darmowa, co w konsekwencji doprowadziło restaurację do zamknięcia.
Kolejna świnia pojawia się znów w związku z Hanako - rozdział 11. opowiada o tym, jak Hanako buntuje się przeciwko przekazywanym od pokoleń naukom swojego rodu i postanawia odnaleźć własną drogę w życiu. Wyrusza więc próbować gry na innych instrumentach niż tradycyjny bęben, tańczyć inne rzeczy niż limbo i, przy okazji, spróbować smaku świnek z tego świata.
Świnki różnią się od naszych tym, że porastają je kwiaty, mech i grzyby, ale manga nie odpowiada na pytanie, czy zmienia to jakoś smak ich mięsa, bo nagły atak fabuły nie pozwala naszym bohaterom skonsumować pieczonego prosiaka.
Następna świnia, z tego samego gatunku zresztą, pojawia się w wyobrażeniach Genzo - rozdział 14. skupia się na próbach przyciągnięcia klienteli do sklepu. Oczywiście pomysły są tylko pretekstami, żeby spełniać cele rzucających je postaci. Więc Camilla chce przebierać Hanako w różne stroje, Hanako chce otworzyć restaurację z potrawami ze starszych zwierząt, a Genzo minizoo ze zwierzaczkami do głaskania. Pomysł nawet podoba się wymagającej Shigure, dopóki Camilla nie uświadamia jej, że to przede wszystkim Genzo chce głaskać wszystkie futerka.
Rozdział 17. opowiada o magicznej wściekliźnie, która od tej w naszym świecie różni się głównie tym, że nadal można ją wyleczyć po wystąpieniu objawów. Bohaterowie starają się znaleźć Hanako, w obawie, że już się zaraziła. Po drodze wpadają do rzeźnika, u którego łakoma smoczyca zazwyczaj dojada resztki, ale dziś jej tu nie ma, trzeba szukać dalej. Za to rzeźnik jest typowym, japońskim orkiem o świńskim ryju, z dopasowanym logiem rzeźni, albo opartym na jego twarzy, albo po prostu na sprzedawanym towarze!Rozdział 18 zaczyna się pewnego jesiennego dnia, gdy noce są coraz dłuższe, a dni chłodniejsze. Genzou znalazł pod mostem nowego zwierzaka, wsadził go do pudła i karmi. Jednak gdy Shigure tam zagląda, okazuje się, że był to zwykły kloszard, ale pod postacią człowieka świni - z pełną ludzką inteligencją, zadowolony, że dostał jeść.
Shigure wkurza się i próbuje go przegonić, wbrew protestom Genzou i Hanako. Genzou chce go zatrzymać, bo kocha wszystkie zwierzaki, niezależnie od typu i poziomu inteligencji, podczas gdy Hanako argumentuje, że o tej porze roku skazywanie kogoś na spanie pod mostem jest okrutne...
... Oraz że jeszcze nie miała szansy jeść świnioczłowieka, a bardzo chiałaby spróbować. Co, oczywiście, "Pan Arkwright", jak kazał się nazywać, słyszy i zwiewa.
Oczywiście pojawi się jeszcze kilka rozdziałów później, jako wytłumaczenie na zbyt szybko znikające przekąski. I znów zwieje.
Rozdział 55 przedstawia chyba innego orka-rzeźnika i odrobinę filozoficznych rozważań z tym związanych. Głębokie!
Kemono Michi to bardzo zabawna, ale niepozbawiona wad manga. Czytało mi się ją gładko pomimo zażenowania od czasu do czasu, ale raczej jeśli wrócę do tego świata to poprzez dużo lepsze anime. Jednakowoż mangowe świniaki pozostaną tutaj na zawsze!


0 komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.