czwartek, 2 kwietnia 2026

Anime teledyski #1

 Dzisiejsza młodzież to ma dobrze, mnogość anime na wyciągnięcie ręki!

Gdy byłam młoda, jedynymi sposobami na zobaczenie anime była telewizja, projekcje na konwentach i płytki z czołówkami dołączane do Kawaii. Przez te ostatnie mam potężną nostalgię do połączenia animacji z muzyką, nawet taką bez słów. A na YouTubie pełno takich rzeczy, ładnych rzeczy, dobrych rzeczy, więc myślę, że od czasu do czasu o nich napiszę.

Yubi no Sukima-chan 

Lub The devil between my fingers, tytuł, który pojawia się na ekranie dwa razy w ciągu tych zaledwie 3 minut i 15 sekund. Radosna, ale nieprzyjemna muzyczka towarzyszy kołysaniu się i różnym ruchom rąk, które grało aż 11 osób, w tym rodzice animatora. Są tu też różne postacie z tych rąk zwisające i po nich biegające, w tym tytułowy Diabełek, nawet w pewnym momencie pokazany strzałką - i dobrze, bo bardziej przypomina kolorowego pieska. Kolorowe są tu też różne latające przedmioty, a także po prostu plamy. To bardziej demonstracja umiejętności animatora, niż jakakolwiek opowieść. 

Nie dziwi więc, że animacja znajdowała się na samym dnie anime iceberga, w typowym, trollerskim stylu. Dużo wyżej były zapomniane anime, niszowe anime, bardzo stare anime, nawet takie, które zaginęły, albo zostały zmyślone dla żartu. A pod nimi - niepozorny, eksperymentalny, krótki teledysk, dostępny bez najmniejszych przeszkód na najpopularniejszym serwisie z wideo.

Shinkai

Dwie dziewczynki spotykają się w zatopionych ruinach, jedna energiczna i ciekawska, druga przerażona i skulona. Pełno tu idealnie czystej wody zachowującej się wbrew prawom fizyki, wagonów, porośniętych roślinnością ruin i kaczuszek. Ruiny to chyba Tokio, bo w pewnym momencie w tle pojawia się sylwetka Tokyo Tower. Ale jedynymi żywymi istotami są obie dziewczynki, pływające w tle ryby i wieloryby, oraz ogromny, biały stwór przypominający z kształtu puchatego kota. Być może nawet obie dziewczyny są jedną i nieznaczne różnice w wyglądzie jakąś metaforą jej nastroju, której nie zrozumiałam, bo nie jestem zbyt sprytna. 

Piosenkę skomponował, napisał i wykonał Eve, młody artysta o wielu umiejętnościach, którego muzyka często albo trafia do anime, albo dostaje anime teledyski. Albo i razem, bo poza omawianym tu klipem, w całości (od projektów po animację) wykonanym przez Marie Yasui, kawałek znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu Josee, the Tiger and the Fish. 

Out Of My Head

Radosna, elektroniczna piosenka z dwujęzycznym tekstem, połączona z dynamicznymi obrazami przedstawiającymi fioletowowłosą dziewczynę wciąż w podróży, zawieszoną gdzieś w przestrzeni między Ziemią a gwiazdami. Duża część wizualiów nawiązuje do Nocy na Kolei Galaktycznej Kenjiego Miyazawy, co zresztą jest powodem, dla którego ten teledysk mnie zainteresował. Przeczytanie zbiorku czarujących opowiadań Miyazawy, wydanego po polsku przez Kirin, pozwoliło mi łatwo zrozumieć, czemu jego prace mają od dekad tak wielki wpływ na japońską kulturę. Do opowiadania nawiązuje nawet nazwa jednej z grup muzycznych, które stworzyły piosenkę - Campanella to imię jednego z głównych bohaterów. Wszystko jest utrzymane w sympatycznym, optymistycznym klimacie, żywe kolory, dynamiczna piosenka, niektóre ujęcia, jak latający po mieście hamburger z grupą pracowników biurowych stojących na sałacie, są wręcz komediowe. Mocno to kontrastuje z melancholijną Nocą na Kolei Galaktycznej, chociaż może i nie, może to tylko moje gaijińskie oczekiwanie traktowania śmierci z pełną powagą.

Piplup Step

Sympatyczne dwie minuty opowiadające, jak super jest żyć z Piplupem. Główna bohaterka budzi się, żyje cały dzień i zasypia z Piplupem i jest szczęśliwa i poprawia jej to życie. Przy czym nie ma tu innych postaci ludzkich, a z innych Pokemonów jest tylko Rotom-telefon w jednej scenie. To chyba pierwszy raz gdy widzę coś głęboko osadzonego w świecie Pokemonów, ale nie ma żadnych nawet przypadkowo w tle. Zwłaszcza innych tego samego typu. Mamy małe rodzajowe scenki z jednego dnia ze wspaniałego życia z Piplupem, w bardzo prostej grafice i bohaterką tańczącą w technice rotoskopii (czyli przerysowywania nagrań rzeczywistych ludzi). No mnie przekonywać nie trzeba, Piplupy są w porząsiu.

Kanojo wa Zombie

Dzieło Shina Itagakiego, reżysera, animatora i człowieka-orkiestry odpowiedzialnego za 9 sezonów mojego ulubionego anime, Teekyu. Mistrza krótkiej formy, boga szarpanej animacji, cesarza lekkiego fanserwisu. Tym razem teledysk opowiada pełną historię, która jest tak samo prosta jak i urocza. Chłopiec spotyka zombie dziewczynę, zakochują się, ale pojawia się zagrożenie. Nie ma tu tak subtelnych metafor, jak wyżej, są za to hot zombie babki i mnóstwo przemocy.

Wszystkiemu towarzyszy dynamiczna piosenka zespołu rockowego GLAY, która fantastycznie trzepie. Wybitne dzieło!

POWIĄZANE

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.