Binbougami ga

Łyknęłam tę serię w dwa wieczory. Tak, takie to było dobre. Szalona komedia parodiująca popkulturę, pełna przedziwnych postaci i z ...

Łyknęłam tę serię w dwa wieczory. Tak, takie to było dobre.

Szalona komedia parodiująca popkulturę, pełna przedziwnych postaci i z dobrą obsadą. Tak, nie wiem czym zacząć, bo choć schemat zużyty i wymęczony, tu się sprawdza. Głównym problemem klasyki gatunku, Excel Sagi, była sama Excel, odcinki w których ją marginalizowano uważam za najlepsze. Tutaj brakuje tak denerwujących postaci, jest za to cała galeria wyrazistych i, przynajmniej w większości, sympatycznych bohaterów.


Fabuła

Ichiko Sakura jest bogata, ma śliczną buzię, piękne ciało, odnosi liczne sukcesy w szkole i sporcie, chłopcy w całej szkole zapatrzeni są tylko w nią. Jest ogromną szczęściarą. Tak wielką, że zagraża swojemu otoczeniu, wysysa bowiem szczęście z otaczających ją ludzi. Aby temu zapobiec i przywrócić równowagę światu, zostaje wysłane jedno z bóstw nieszczęścia, Momiji. Ta próbuje wyperswadować Sakurze, że źle się dzieje i odebrać jej przynajmniej część szczęścia, niestety przy okazji straszy ją wizją nieszczęśliwego życia i skutecznie zniechęca.


Tak zaczyna się walka egoistycznej szczęściary i, wyposażonej w dziwaczne gadżety i jeszcze dziwniejszych znajomych, boginki. Ichiko nie tylko przeżyje wiele przygód, ale też dojrzeje i zyska jedyną rzecz, której szczęście nie mogło jej zapewnić - przyjaźń. To ogromna zaleta tego anime - popisy komediowe są stonowane poważnymi momentami, które jednak nie są przeciągnięte ani typowo naiwne.


Dobry balans to bardzo ważna cecha, bardzo ciężko go uzyskać. Dlatego mamy całe stosy "komedii" które nie śmieszą, bo zasypują widza milionem majtkowych żartów na minutę, albo tanim dramatem. Odwoływanie się do innych tworów popkultury to też nie jest gwarancja hitu, to tylko odwoływanie się. Jeśli powiem Saint Seiya nikogo nie rozbawię, więc czemu anime pokazujące jakąś okładkę ma być śmieszne? Co innego wplatanie charakterystycznych elementów w odpowiednie miejsca - trzeba mieć niesamowite wyczucie żeby wymieszać komedię z tragedią i stworzyć zabawne, strawne nawiązania.

Postacie

 
 Ichiko, poza byciem szczęściarą, jest też naprawdę inteligenta, stanowi więc dobrego przeciwnika dla boginki. Nie jest też bynajmniej idealną dziewczyną - beznadziejnie gotuje, bałagani, jest ogromną egoistką i ma poczucie wyższości wobec otoczenia. To się zmieni, dziewczyna dorośnie, jednak nigdy nie da Momiji satysfakcji i nie przyzna jej racji.

Momiji to boginka, daleko jej jednak do idealnych kobiet pokroju Belldandy z Oh! My Goddess. Jest brudasem w połatanym ubraniu, śpi pod mostem. Bywa wulgarna, ale świetnie gotuje i stara się dobrze wykonywać swoją pracę. Co jakiś czas deklaruje, że skrzywiona psychika Ichiko jej nie interesuje, ale niejednokrotnie daje znać, że nie do końca tak jest. Ma też ogromny kompleks na punkcie swoich małych, a raczej nieistniejących piersi, co Ichiko skrzętnie wykorzystuje. I jest to najbardziej wyświechtany i nadużywany żart, bo Momiji da się wyprowadzić z równowagi wzmianką o jej płaskiej klatce piersiowej w niemal każdej sytuacji.
 
To naturalne, że w wojnie pojawiają się sojusznicy, a tu mamy ich całkiem interesującą galerię.
Jest więc przystojny, ale biedny kolega z klasy, Keita Tsuwabuki. Chłopak ciężko pracuje aby utrzymać czwórkę rodzeństwa, jest bowiem ich jedynym żywicielem, od kiedy rodzice po prostu uciekli. Nie skarży się i jest uczciwy, bo stara się jak najlepiej wychować braci i siostry. Najstarsza z sióstr chodzi do gimnazjum, najmłodszy braciszek jeszcze nawet nie chodzi.
 
Ranmaru Rindou to bardzo męska dziewczyna - karateka. Ubiera się jak typowy łobuz ze starych mang, tylko zamiast gołej klaty bandażuje piersi. Ma twardego ojca, który nauczył ją walczyć i wychował jako chłopaka. A kiedy tylko pozwoli się przebrać, okaże się, że całkiem ładna z niej dziewczyna.
 
Bobby to naprawdę ciekawy przypadek. Jest czarnym mnichem buddyjskim, w chwilach zagrożenia udającym zdezorientowanego obcokrajowca. Jest typowym dla anime, oldschoolowym zboczeńcem, myślącym tylko o cyckach (dlatego ignoruje Momiji, która ich nie ma), goniących za gimnazjalistkami na wuefie i zakładającym majtki Ichiko na głowę. Jest też jednak kompetentnym mnichem, zdolnym wyczuć nadnaturalną aurę Momiji i skonstruować narzędzie do obrony dla Ichiko.
 
Momoo z kolei został wezwany przez Momiji, aby wkraść się w jej łaski i ją pognębić. Jest bowiem psim bożkiem, który przemienia się w słodkiego Chihuahuę, a kto by się nie zaopiekował uroczym pieskiem! Prawda jest jednak dużo bardziej złożona, a Momoo to ogromny masochista - gdy odczuwa podnietę będąc męczonym, może stracić kontrolę i przemienić się z powrotem w postać humanoidalną. Wtedy jest, oczywiście, dręczony jeszcze bardziej, zwłaszcza, gdy przemieni się podczas kąpieli, przy całkiem nagiej Ichiko...
 
Mamy też koleżanki i kolegów z klasy Ichiko, jej starego lokaja, szefową i koleżanki po fachu Momiji, małego kotka, paskudnego, pluszowego misia Momiji, oraz pewnego brązowego bożka, o którym wolę więcej nie pisać, bo właśnie jem.

Grafika

Projekty postaci są poprawne i trochę przesadzone, aby od razu było wiadomo, o co chodzi w komediowych relacjach. Piersi Ichiko są wielkie, ale mniejsze od jej głowy, Momiji jest ubrana w połataną sukienkę. Ranmaru wygląda bardziej łobuzowo niż najtwardsze łobuzy, z jakimi miałam do czynienia, ale przecież o to chodziło.
 
Gdy pojawiają się wizualne gagi, grafika się zmienia, żeby się do nich dopasować. Dzięki temu nie musimy się wcale skupiać na nawiązaniu do Jojo's Bizarre Adventure czy Mononoke Hime, są one tylko miłym bonusem. Oczywiście nie wszystkie tego typu żarty są w tle, ale zdecydowana większość to jednak dodatek.

Dźwięki

Lubię czołówkę. Od obejrzenia, cały czas słucham Make My Day w wykonaniu Piko i uważam za bardzo przyjemną, energiczną piosenkę. Napisy końcowe to Koi Boudou w wykonaniu HAPPY BIRTHDAY, również wpada w ucho, choć mnie trochę drażni zmanierowany wokal. Jeśli chodzi o utwory w tle, są przyjemne i dobrze dopasowane. Ogółem polecam soundtrack, nie jest wybitny i raczej nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii animacji, ale Masashi Hamauzu, znany bardziej z gier wideo (według tego, co znalazłam to Binbougami jest jego pierwszym anime), to świetny kompozytor.




Obasada aktorska również udana. W szczególności zwracają uwagę popularni ostatnio Kana Hanazawa w roli Ichiko i Hiro Shimono jako Momoo. Momiji gra Yumi Uchiyama, której z niczego nie kojarzę, ale będę mieć ją na oku - świetnie zmienia styl z zimnej na żartobliwą i wreszcie wybitnie uprzejmą. Ma talent i oby dane jej było się rozwinąć. Ze znanych nazwisk mamy jeszcze Kikuko Inoue, znaną głównie jako już wspomniana Belldandy, w roli Yamabuki, szefowej Momiji i Rie Kugimiyę, tym razem wyjątkowo jako yandere (ale też paskudna).

Podsumowanie

Nie wiem, co sprawia, że komedia jest zabawna, to zapewne bardzo subiektywna sprawa. Ale wiem, że Binbougami nie tylko na mnie zadziałało i w zasadzie to się liczy. Wiem za to, jak bardzo żenujące potrafi być, gdy komedyjka stara się prawić morały - całe szczęście więc, że tu dramatyczniejsze sceny nigdy nie są całkowicie poważne i są często obracane w żart. W końcu czy nieszczęście naprawdę może się przydarzyć takiej szczęściarze jak Ichiko?

Podobne:

0 komentarzy