12 Dni Anime #12 - Guy Gardner

Tak, niby Dni Anime, a zaczynam zachodnią kreskówką o superbohaterach. Trochę dlatego, że chcę być tym razem chronologiczna i wybrać po j...


Tak, niby Dni Anime, a zaczynam zachodnią kreskówką o superbohaterach. Trochę dlatego, że chcę być tym razem chronologiczna i wybrać po jednym ważnym wydarzeniu z każdego miesiąca - a nic w styczniu nie było dla mnie tak ważne jak dodane na początku roku do Netflixa Young Justice - serial animowany z Cartoon Network opowiadający o grupie młodocianych superbohaterów z uniwersum DC. Chcę też rozwinąć się trochę w pisanie o trykociarzach, bo przecież blog ten ma być o rzeczach, które lubię. Trochę tylko nie wiem jak zacząć, więc może: powoli!

Young Justice to tytuł komiksu z drugiej połowy lat 90., gdy Teen Titans dorośli i stali się po prostu Titans (tak, kiedyś komiksy superhero udawały jakikolwiek progres i znaczenie wydarzeń dla przyszłości), więc potrzeba było nowej grupy o nastolatkach. Więc Impulse, Superboy i trzeci Robin taką grupę założyli - w odróżnieniu od TT nie byli tylko pomocnikami szukającymi czegoś własnego, ale po prostu kumplami, którym się dobrze współpracowało.

Kreskówka ma z komiksem sporo wspólnego, ale nie jest to nawet luźna adaptacja, bardziej zupełnie nowa opowieść na motywach, wykorzystująca zarówno wątki z komiksu o tym samym tytule, jak i wielu innych. Ma to sens, częstym problemem z łączonymi uniwersami superbohaterów istniejących od dekad jest skomplikowanie i nieprzystępność historii. Zaczynanie od nowa ma bardzo dużo sensu - tym bardziej gdy głównym twórcą i producentem jest ktoś taki jak Greg Weisman, człowiek mający tak dobre pojęcie o uniwersum DC, że brał udział w tworzeniu sporego kawałka jego oficjalnej encyklopedii. Układa więc wszystko od początku, ale na znanych wątkach, z szacunkiem, a czasem nawet bardziej interesującym twistem. Sprawia to, że kreskówka jest mocno przystępna dla każdego. No, może poza wyjątkowo nielubiącymi nastoletniej dramy (też nie lubię, ale nie poczułam tu nadmiaru) lub fanami tylko jednej konkretnej interpretacji - bo np. Joker jest przedstawiony tu tylko przez chwilę i faktycznie beznadziejnie, fani byli niezadowoleni.

Moje ulubione postacie też były przedstawione bardzo krótko, bo jednak gustuję bardziej w dorosłych niż dzieciach. Jestem też mniej wybredna i bardziej, jakby, zdesperowana.

Cofnijmy się więc do dziewiątego stycznia: dwa dni wcześniej obejrzałam pierwszy odcinek Pop Team Epic, nowego, memicznego anime, na punkcie którego publika oszalała. Ja nie, i to nawet pomimo że adaptowany komiks lubiłam. Za bardzo przeszkadzał mi humor oparty na leniwych nawiązaniach. Nie lubię żartów w stylu TA ZNANA RZECZ ISTNIEJE, bo nie jest to śmieszne, ludzie się śmieją bo rozpoznają Znaną Rzecz i łechta to ich ego. Ja wymagam więcej, mnie nie jest tak łatwo zadowolić! Mniej więcej to powiedziałam koledze z pracy stojąc w kolejce do kantyny po obiad.

A potem, wieczorem, obejrzałam odcinek 14. pierwszego sezonu Young Justice, gdzie przez dosłowne sekundy są pokazani gościnnie różni bohaterowie. Są więc Icon i Rocket, Blue Devil, Plastic Man, Kapitan Atom (którego możecie zobaczyć na bannerku u góry) i nawet Guy Gardner, mój ulubiony Green Lantern! Dosłownie przez trzy sekundy, policzyłam później, gdy już skończyłam szaleć. Praktycznie pojawia się tylko po to, żeby zasygnalizować, że istnieje - wiecie, jak te Znane Rzeczy z humoru nawiązaniowego?...

Bardzo lubię Guya, jest dupkiem z poważnymi problemami, głównie agresją i zgrywaniem maczo. Jego upadek, a potem rozwój to wieloletnia, fascynująca historia, przesiąkająca do innych mediów i powodująca, że trudno go nie docenić. Tak, bywa odpychający gdy traktuje swoją dziewczynę z buta lub żałosny gdy Batman powala go jednym ciosem. Ale przez to jest też ludzki, a jego interakcje ze współczującą, znakomicie mediującą Wonder Woman sprawiły, że wreszcie i ją polubiłam. A jego konsekwencja w dążeniu do celu zawsze wzbudzała mój podziw. W serialu nie chcą go w Justice League bo nie można takiemu ufać, cieszę się więc, że pokazano go przynajmniej na tę chwilę - i to z najlepszej strony, ratującego niewinnych. Na taką reprezentację zasłużył!

Dwanaście Dni Anime to chińskobajkowe odliczanie do Świąt, służące też jako subiektywne podsumowanie mijającego roku.

Podobne:

0 komentarzy