12 Dni Anime #11 - Nancy Reagan była morderczym robotem z kosmosu

Wczoraj było o amerykańskiej kreskówce, dziś o komiksach superbohaterskich. Współczuję wszystkim, którzy czytają niniejszego blogaska d...


Wczoraj było o amerykańskiej kreskówce, dziś o komiksach superbohaterskich. Współczuję wszystkim, którzy czytają niniejszego blogaska dla anime, bo nie dość, że notek mało, to jeszcze na inne tematy - i będzie takich coraz więcej. Poza anime, oczywiście.

Cały luty spędziłam pośrodku niczego. Pojechaliśmy z mężem do pensjonatu odchudzającego dietą warzywno-owocową, we wsi pod Kielcami. W okolicy moich urodzin wybrałam się tam do centrum handlowego, do cywilizacji, gdzie kupiłam sobie na urodziny książkę o Marvelu i Marvelowe skarpety. Ale jednak głównie spacerowaliśmy po lesie lub siedzieliśmy w pokoju i graliśmy lub czytaliśmy. Miałam wtedy mnóstwo czasu, więc zabrałam się za Millennium - event DC z 1987 roku, więc starszy ode mnie i dziś już zapomniany. Głównie dlatego, że był bardzo zagmatwany, zły i głupi.

W dużym skrócie chodziło o to, że na Ziemię przyleciało dwoje kosmitów, zebrali wszystkich suberbohaterów i zrekrutowali ich do pilnowania grupki Wybrańców, żeby nie dorwali ich Manhunterzy, mordercze roboty z kosmosu i poprzednicy Green Lanternów. Wybrańcy mieli być nową superfajną i unikatową grupą. Był więc pierwszy otwarcie gejowski superbohater, Aborygenka, czy dziewczyna z komunistycznych Chin. Wszyscy byli też takimi maksymalnie do bólu stereotypami, które wywołałyby dziś mocne oburzenie, a i wtedy trochę go było - głównie na tego geja, próbowano go później ratować stonowaniem zniewieściałego stroju i zachowania. Ale nie tylko on zawinił: Japończyk był popylającym w kimonie biznesmenem-karateką z obsesją na punkcie honoru, a Jamajka miała ciężki, murzyński akcent. Później grupka dostała tytuł o własnych przygodach, który skasowano po dwunastu numerach. Potem pojawiali się osobno w innych miejscach, przemilczając lub wprost wstydząc się tamtych wydarzeń.

Event był crossoverem, co oznacza, że każda z publikowanych wtedy serii miała do niego nawiązywać. Obowiązkiem wszystkich scenarzystów było wrzucić przynajmniej jednego agenta Manhunterów do stałej obsady - ujawnić, że któryś z przyjaciół/krewnych/znajomych danego bohatera lub grupy cały czas był szpiegiem wroga. Wielu wykpiło się albo pokazując, że na chwilę np. Jamesa Gordona czy Doiby'ego Dicklesa zastąpiły roboty, z kolei Lana Lang po prostu okazała się być zahipnotyzowana. Agentami złych okazali się dziewczyna Obsidiana (być może to sprawiło, że później okazał się gejem, już mniej stereotypowym), manager Boostera Golda czy regularny przeciwnik Blue Beetle'a. Tę trojkę można było bez żalu poświęcić, ale najmocniejsze piętno historia wywarła na Flashu - do tej pory porządny ojciec Wally'ego Westa okazał się być potworem, który nigdy nie kochał ani jego, ani matki, a cała ich rodzina była zaplanowana przez MORDERCZE ROBOTY Z KOSMOSU!!!11

Był też jeden, dodatkowy robot: żona prezydenta Reagana, ujawniająca się w jednym kadrze. Oczywiście dobro wygrywa, szpiedzy zła zostają  pokonani lub przynajmniej ujarzmieni, ci, którzy okazali się źli oberwą w ciągu następnych kilku lat, ale już bez wspominania o jakichkolwiek związkach z Manhunterami. Za dłuższy czas okazało się, że roboty wymordowały raz cały jeden kosmiczny sektor, z którego ocalało tylko 5 istot. Wątek Pierwszej Damy jednak nigdy nie doczekał się nawet zawoalowanej kontynuacji. Równie dobrze może nadal być morderczą kosmitą i żyć do dziś.

Dwanaście Dni Anime to chińskobajkowe odliczanie do Świąt, służące też jako subiektywne podsumowanie mijającego roku.

Podobne:

0 komentarzy