czwartek, 26 marca 2026

Tomie

Rok 2008 był to dziwny rok, gdy mieliśmy dość Clampa na polskim rynku, a JPF obiecywał nam wydanie Appleseeda i Uzumaki. Ten pierwszy w końcu nigdy nie wyszedł, a na najsłynniejszy tytuł Junjiego Ito musieliśmy poczekać jeszcze trzy lata - byłam tak spragniona, że poleciałam do sklepu od razu w dniu premiery. Gdy więc ukazały się jeszcze trzy mangi tego pana, a w końcu wydawnictwo zapowiedziało całą serię mu poświęconą, zaczęłam płakać z radości. I płaczę tak po trochu do dziś. Nadal z radości.
Ponieważ nigdy się tego wszystkiego nie spodziewałam, zapoznałam się już z większością starszej twórczości Ito w skanlacjach - ale Tomie akurat zawsze omijałam ze względu na długość. Jest to jego debiutanckie dzieło, pierwszy rozdział przygotował na konkurs innej legendy horrorowej mangi, Kazuo Umezu, którego fanem był od dzieciństwa. W tamtym roku nikt nie wygrał, ale Ito dostał wyróżnienie, więc nie zniechęcił się i przez następne 13 lat powstało w sumie 20 rozdziałów.

Straszna szkoda, że nie ma przy nich oznaczonych dat - bo naprawdę interesująco prezentują się zmiany stylu w pierwszym tomie Tomie. Sam początek jest lekko niezdarny, niektóre rysunki są po prostu brzydkie, a głęboka czerń z której słynie drukarnia JPFu wygląda dość licho i podkreśla niedoskonałości kreski. Na szczęście to tylko w pierwszej historyjce - kolejne wyglądają coraz lepiej, aż pod koniec pierwszego tomu mamy już ten znany, typowy dla Ito styl. Co sprawia, że na przykład wszystkie śliczne dziewczyny mają tę samą twarz, ale akurat tutaj ma to dużo sensu, w końcu tylko Tomie jest śliczna i żeby wypięknieć trzeba stać się Tomie.

Nikt nie wie kim jest Tomie, ale łatwo określić jak działa. Pojawia się znikąd, piękna i próżna, uwodzi mężczyzn, a w kobietach wzbudza zazdrość - to jednak ci pierwsi mordują ją w szale. Oczywiście Tomie się regeneruje, a nawet tworzy kopie z odciętych części ciała - na tyle szybko, aby przerazić świadków zbrodni, ale na tyle powoli, żeby zabójcę dosięgły przynajmniej wyrzuty sumienia. Wystarczy odrobina przeszczepionej tkanki lub zastrzyk z krwi, żeby dowolna dziewczyna zaczęła przemieniać się w Tomie. Na jej punkcie szaleją młodzi mężczyźni, mali chłopcy i nawet staruszkowie będący jej ojcami. Tomie kocha tylko siebie i uwagę wszystkich wokół - dlatego nienawidzi sprzeciwu, ale jeszcze bardziej nienawidzi innych Tomie - i zrobi wszystko, żeby skutecznie zamordować te pozostałe rękoma zakochanych w niej mężczyzn i chłopców.
Jak już wspomniałam, większość wydanych przez JPF dzieł Ito znałam już ze skanlacji, wiedziałam więc, czego spodziewać się po jego stylu: czarnej komedii; obrzydliwości; młodych ludzi, którzy na początku są piękni, a potem szpetnieją, czy za sprawą chorób czy wypadków; nieszczęść przydarzających się wszystkim, i winnym i niewinnym; zła mającego twarz, ale całkowicie nieludzkiego i niewyjaśnionego. Moim ulubionym i wciąż poszukiwanym elementem jest właśnie ten pierwszy - humor, który wypełnia i tę serię po brzegi. Dostałam więc przezabawne reakcje zwykłych ludzi, pewnych, że Tomie nie żyje, gdy ta jak gdyby nigdy nic wchodzi cała i zdrowa do pomieszczenia; roześmiane, bezgłowe ciało miotające się po pokoju żeby jak najbardziej upaprać go krwią; niewolnicy Tomie od czasu do czasu zdający sobie sprawę jak głupie rzeczy wyrabiają, ale z pełną powagą dyskutujący o rozmowach z jej odciętą głową; stado maszerujących gołych bab; wreszcie sama Tomie nie jest zbyt mądra - śmiało prowokuje i szczuje, a potem jest zaskoczona i oburzona przemocą ze strony mężczyzn czy gorzkimi słowami ze strony kobiet. To nie jest typowa komedia, to raczej sytuacyjny humor jak z tych slasherów pełnych ironicznych śmierci i zabawnych kwestii, na przykład Friday the 13th czy Cabin in the Woods. Nie lubię się bać, nie chcę za dużo myśleć przy moich chińskich bajkach, szukam przede wszystkim rozrywki - i tu znajduję jej mnóstwo.

Historie Ito są tak zagmatwane i specjalnie sobie zaprzeczające, że ciężko zapamiętać szczegóły. Jak mam odtworzyć sobie w głowie fabułę, która nie trzyma się kupy i, na przykład, bohaterowie podszywający się pod kogoś innego odgrywają swoje role w absolutnej samotności, nieobserwowani przez nikogo - poza czytelnikiem? Sprawia to, że zamiast spójnych opowiadań dostaję bardziej nielogiczne sny, więc tym łatwiej wszystko zapominam i tym chętniej wracam. Czytam te historie po raz kolejny, ale nigdy nie pamiętam, jak się skończą - a pamięć do szczegółów fabularnych zazwyczaj mam niezłą. Dlatego możliwość kupienia i postawienia na półce kolejnych zbiorów Ito sprawia mi ogromną radość - mają miękką okładkę, więc dają się łatwo kartkować i papier, który nie brudzi i na którym nie zostawiam śladów spoconych paluchów. Całe mnóstwo radości!

Grafiki w tekście to fragmenty przykładowych stron pierwszego rozdziału, który w całości można zobaczyć na Facebooku wydawnictwa.

POWIĄZANE

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.