Kim jesteśmy i dokąd zmierzamy

Dzień dobry w Nowym Roku!


Dzień dobry w Nowym Roku!

Jak zapewne widać, dawno mnie tu nie było - a podobno po wielomiesięcznych przerwach traci się lajki. Pewnie bo ludzie przypominają sobie dawne, wstydliwe subskrypcje. Tak się jednakowoż składa, że za każdym razem gdy konsumuję treści, nabieram chęci do samodzielnego tworzenia. To niby pozytywnie, ale przeraża mnie z kilku powodów.

Pierwszym jest odtwórczość, bo mocno się inspiruję. Do tego stopnia, że gdy w liceum czytałam Pana Tadeusza, mówiłam rymami - teraz obejrzałam trochę Youtubera, który się jąka w dramatycznych momentach i zaczęłam się jąkać nawet mówiąc do psa. Po nocy. Jestem nieasertywna i bardzo łatwo na mnie wpłynąć, dlatego przyjęłam do siebie ten cały milenialsowy czarny humor tak bardzo, że wywołuję skrzywienie nawet na twarzy innych milenialsów. Negatywne podejście, anime było pomyłką, te sprawy? Memuchy weszły za mocno. Zwłaszcza, że jeszcze nigdy nie miałam pomysłu, potrafię je tylko, hehe, adaptować. Nawet pomysł z krzyczeniem na anime z przytrzymanym shiftem (caps jest dla słabych!), taki proto-livewatching, zajumałam z Livejournala sprzed dekady. Tak mi się tamte wpisy podobały - a przecież do blogowania bezpośrednio zainspirował mnie Cart Driver, którego sporo elementów również zapożyczyłam. Poza najważniejszym, regularnością, ohohoho.

Jest jeszcze tempo spożycia i ogólna nieumiejętność zarządzania czasem. Nie jestem produktywna, nie wstaję o piątej żeby poćwiczyć jogę i mindfulness, w przerwach na posiłki scrolluję Twittera zamiast się doskonalić. Nie umiem też porządnie planować tematów, terminów ani samej zawartości, nadal nie potrafię robić porządnych notatek, mimo, że próbowałam już przynajmniej pięciu różnych sposobów. Nie kończę rzeczy - mam sporo rozgrzebanych, wieloakapitowych wpisów, które zapisałam na szybko i gorliwie na telefonie w kiblu w nocy żeby nie budzić nikogo, ale nigdy nie wpadłam na puentę ani nawet o co mi właściwie chodziło.

Ale najgorszą, najbardziej paraliżującą i przerażającą rzeczą jest brak wiedzy. Gdy się czymś pasjonuję, to naturalnie poszukuję o tym informacji. Problem w tym, że muszę sprawdzić dwatrzy razy. A czasem po prostu jestem zbyt głupia i nieogarnięta, na przykład gdy czytam bloga Sakugabooru. To bardzo mili i przyjaźni ludzie, ale czasem totalnie nie mam pojęcia co oni tam, wiecie, rozumiecie, gadają. Czasem potrafię się spiąć i wjechać z landszafcikiem, ale wymaga to ode mnie ogromnego nakładu pracy, bo chcę być absolutnie pewna, że informacje, które podaję, są prawdziwe i rzetelne. Że słowa, których używam, mają to znaczenie, które wydawało mi się, że mają. Że zdania mają jakiś wewnętrzny sens, a może i nawet łączą się logicznie z sąsiadującymi. Zdarzyło mi się raz napisać porządną notkę w trzy dni, cztery lata temu konkretnie, wymagało to ode mnie tytanicznego wysiłku intelektualnego, z którego do dziś jestem dumna - ale w dalszym ciągu pozmieniałabym parę rzeczy.

Mam ten komfort, że nikt niczego ode mnie nie wymaga. Nikt mi nie płaci, odmawiam propozycjom notek reklamowych i nigdy nie miałam reklam. Sama do tego interesu dokładam - za domenę, za reklamkę na Fejsbuniu żeby Cukierberg nie ciął z zasięgów nawet osób, które lajkują funpaga. Grosze, ale jednak. Więc nie muszę się spieszyć, mogę się postarać. Tutaj, oczywiście - jak w pracy mówią, że ma być zrobione na termin to robię, bo jak nie zdążę, to proszą jeszcze raz, taka to straszna praca. A tu mogę sobie siedzieć na 4chanie, patrzeć w cycki Huntress i żreć czekoladę, bo akurat nie mam weny, siły, ochoty na pisanie. Ale to niszczy dyscyplinę, której również, jak notatek, kilkukrotnie na różne sposoby próbowałam, na blogasku choćby z Biuletynami. I nagle, gdy rezygnuję z regularności, rezygnuję ze wszystkiego - podobno, żeby wyrobić nawyk trzeba coś robić około miesiąca, co potwierdza też stary wpis kolegi Salantora, który w 2015 obejrzał codziennie jakiś film. Ja 4 lata temu miałam pomysł, że skoro Bleach ma 366 odcinków, a jest rok przestępny, to codziennie obejrzę po jednym - przerwałam po tygodniu.

Lęki, brak czasu, zmęczenie, choroby, bliscy - to ważne wymówki. Nie mogę niewyprowadzić psa minimum dwa razy dziennie. Nie mogę nie jeść, nie mogę robić prawie nic podczas ataku migreny. Ale też - mogę przynajmniej czytać coś lepszego niż 4chanowy wątek o tym jak Green Lantern nakopał Ben10wi przy tym jedzeniu, a migrena dopada mnie średnio tylko raz w tygodniu. Jednak faktu, że nie wiem odpowiednio dużo, bo nie znam japońskiego i nie obejrzałam odpowiednio dużo, bo gdy sprawdzam dorobek jakiegoś twórcy to kojarzę rzeczy sprzed 10 lat lub starsze i że nie przeczytałam dostatecznie dużo, bo książki kosztują lub są trudno dostępne - tego tak łatwo nie przeskoczę. Nawet nie wiem jak.

Więc, no, nie chcę robić planów, bo mi i tak nie wychodzą, ale w tym roku pragnę spróbować trochę innego podejścia do blogaskowania. Wyjdzie z tego na pewno więcej, niż zeszłoroczne cztery notki - ale czy będzie to coś wartościowego? Czas pokaże.

Podobne:

0 komentarzy