Humanity has Declined

Pustynia, albo ruiny porośnięte roślinnością. Brak ludzi, niedobitki próbujące przeżyć w prymitywny sposób, albo w odciętych enklawach. P...

Pustynia, albo ruiny porośnięte roślinnością. Brak ludzi, niedobitki próbujące przeżyć w prymitywny sposób, albo w odciętych enklawach. Powrót dominacji fauny i flory, inwazja kosmitów lub panowanie zupełnie nowego gatunku.
Wyobrażenia o końcu ludzkiej cywilizacji są w najlepszym przypadku przykre, w najgorszym - tragiczne. A co, gdyby wszystko pozostało spokojne i powolne, w cukierkowych barwach, a zastąpiły nas - słodziutkie skrzaciki?


O tym właśnie jest Jinrui wa Suitai Shimashita. O najoptymistyczniejszym końcu ludzkości, z jakim się dotychczas spotkałam.


Fabuła

Główna bohaterka (nigdzie nie pada jej imię, jest nazywana różnie, przyjmijmy tę pierwszą funkcję, Sensei) wraca do swojego rodzinnego miasteczka. Zamieszkuje tam z dziadkiem i ma być lokalnym ambasadorem starej ludzkości - nas - wśród nowej ludzkości - wróżek. Wróżki to malutkie i przeurocze skrzaciki, wiecznie uśmiechnięte i kochające słodycze, wydają się głupiutkie, ale po prostu funkcjonują i myślą inaczej niż ludzie. Władają niezwykle zaawansowaną technologią, przez co współpraca z nimi nie może zostać zaniedbana.
 

Pierwszą i w zasadzie najpoważniejszą wadą tej serii jest brak chronologiczności. Na samym początku widzimy Sensei z włosami obciętymi na krótko w ramach jakiejś kary, ale dopiero za kilka odcinków dowiemy się, o co chodziło. Cierpi na tym zakończenie, bo dwa ostatnie odcinki są najsłabsze - nie złe, tylko nie aż tak dobre jak poprzednie, co powoduje, że finał nieco rozczarowuje. Niestety nie polecam jednak oglądania w zmienionej kolejności - pojawia się tam postać, którą wcześniej (chronologicznie - później) zdążyliśmy już poznać i nawiązanie może nam umknąć.

Postacie

Główna bohaterka to śliczna, młoda dziewczyna w długiej sukni i z różowymi włosami. Ale tylko z wyglądu przypomina Kobato - jest miła, ale przy tym cyniczna, a jej dialogi wewnętrzne to znakomity i nieraz złośliwy komentarz rzeczywistości. Potrafi sobie radzić - nie traci zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych, widać też, że naprawdę nadaje się na ambasadora, bo świetnie negocjuje i przekonuje. Potrafi nakłonić wróżki i nie tylko do współpracy i dobrze zanalizować sytuację, aby znaleźć wyjście z kłopotu.

Tak, tak, trafiła nam się prawdziwa, dojrzała postać!
 

Wróżki to malutkie, mieszące się w dłoni, stworki. Mają podobne, skrzatowe ubranka (choć niektóre się wyróżniają - bedzie na przykład jeden w garniturze) i wiecznie rozradowane buzie. Uwielbiają słodycze, których niestety same nie potrafią przyrządzić - dlatego znajomość z Sensei jest dla nich taka ważna, dziewczyna bowiem robi bardzo dobre ciasta i ciastka. Gdy się dobrze bawią, rozmnażają się. Gdy się smucą - pojawiają się nad ich główkami chmurki i wszystkiego im się odechciewa, a bardzo łatwo je doprowadzić do tego stanu. Posiadają ogromną moc lub technologię (nie zostało to do końca wyjaśnione), ale głównie wykorzystują ją dla zabawy.
 

Pojawiają się też i inni ludzie. Dziadek Sensei, dobrze się trzymający, ale bardzo oschły i poważny mężczyzna, Asystent - młody chłopiec, który zamiast się odzywać, woli pisać lub rysować w swoim notatniku, Y, yaoistka (nawet to anime się nie ustrzegło przed obowiązkiem zawierania takiej postaci), gynoid z kocimi uszkami i pewien bardzo tajemniczy pies. Każde z nich jest na swój sposób unikalne, ale nikt nie jest tak mocno zarysowany co główna bohaterka, co jest dość zrozumiałe, w końcu ma ona najwięcej czasu ekranowego.

Grafika

Słodkość, cukierkowość i kolorki. Wraz z absurdalnymi wydarzeniami w fabule tworzy mieszankę idealną do oglądania w gorączce. Testowałam na człowieku - biedak zastanawiał się, czy to jeszcze anime czy już jego urojenia.
 

Rysowanie jest dość proste, ale widać, że to przyjęta konwencja - bardziej niż kreska ważna jest jaskrawa, różnorodna barwa. Podobały mi się zwłaszcza źrenice, naszkicowane kilkoma kreskami na tęczówce postaci.
 

Widać, że animacja jest porządna, nic się nie rozjeżdża, ruch jest płynny, a obraz rzadko statyczny. Wysilono się też przy projektach wróżek, które w większości różnią się drobnymi szczegółami, również te w tle. To naprawdę sztuka, bo przecież są dużo mniej różnorodne niż ludzie, z tymi wiecznie przyklejonymi do buź szerokimi uśmiechami.

Dźwięki

Czołówka to energiczna i radosna piosenka, w sam raz pasująca do wesołego tańca wykonywanego przez wróżki i Sensei. szybko stała się ulubioną częścią każdego odcinka u mojego chorego. (Embedowanie tubek mi coś nie działa, więc czołówkę zobaczycie tutaj.)
 
Ja z kolei bardzo polubiłam napisy końcowe - ze spokojną piosenką kojarzącą się ze stylem z Haibane Renmei, oraz bardzo ładną animacją, pokazującą powstanie, wzrastanie i upadek ludzkiej cywilizacji. (To z kolei obejrzycie w tym miejscu.)
 
Zresztą skojarzenie jest dość trafne, bo za muzykę w serii odpowiadał ten sam pan, Kou Otani. pierwszy raz zwróciłam na niego uwagę właśnie z okazji Haibane Renmei, potem przy remiksach które stworzył do gry Sengoku Basara: Samurai Heroes. Jego styl nie jest bardzo charakterystyczny i rozpoznawalny, ale świetnie radzi sobie z tworzeniem klimatu.
 
Jeśli o aktorów chodzi, natychmiast rozpoznałam charakterystyczne "sz" w głosie Y, granej przez Miyuki Sawashiro. Pozostałych już tak łatwo nie skojarzyłam, ale również wykonali znakomitą robotę. W Sensei wciela się Mai Nakahara, którą niedawno słyszałam jako przesłodzoną Renę w Higurashi no Naku Koro ni - ten uroczy, dziewczęcy głosik jeszcze bardziej pogłębia mylne wrażenie bezradności i słodkości, z jakimi na początku kojarzy się główna bohaterka. Urocze głosiki wróżek podkłada dość spora grupa kobiet i jeden mężczyzna.

Podsumowanie

Zazwyczaj oglądam średnie serie (bo świetne są rzadkie, a słabe od razu porzucam), które mogą podobać się głównie wielbicielom zawartych w nich elementów. Tym razem jednak polecam wszystkim - może Wam się NIE spodobać tylko wtedy, gdy odrzucają Was jaskrawe kolorki (ale to dość płytki powód), lub czasami naprawdę szalone i zakręcone wydarzenia (ale nie tak porąbane jak w FLCL, więc to nadal niezbyt dobry powód). W zasadzie już po pierwszym odcinku powinniście się zorientować, bo stanowi on dość dobre oddanie poziomu absurdu, daje dobre informacje o świecie, z którego ludzkość się wycofuje i dobrze przedstawia główną bohaterkę.
 
Więc - polecam zobaczyć pierwszy odcinek. Naprawdę warto - ale jeśli Was odrzuci, nie brnijcie dalej, dalej jest tak samo, tylko bardziej.

Podobne:

0 komentarzy