sobota, 16 lipca 2011

Przegląd anime w sezonie lato 2011 - podejście drugie

W poprzednim odcinku: Niezdarna nastolatka walczy z posągiem jeżdżacym po wodzie, mała Japonka przyjeżdża do Paryża, dwie Magiczne Dziewoje zostają zmienione w koty, a główna bohaterka poznaje sześciu przystojniaków! Czy i dziś będą towarzyszyć nam równie żywe emocje? Przekonajmy się!

Tytuły tym razem obejrzane: The IDOLM@STER, Mawaru Penguindrum, Mayo Chiki!, Yuru Yuri.

niedziela, 10 lipca 2011

Przegląd anime w sezonie lato 2011 - podejście pierwsze

Bądź przeklęty, Masato, przez ciebie bowiem znów oglądam japońskie kreskówki na bieżąco! Może jednak będzie z tego jakaś korzyść, zobaczymy. Póki co ściągnęłam po pierwszym odcinku dziesięciu nowych serii - a wiem, że przynajmniej jednej, która wychodzi trochę później, jeszcze spróbuję.

 Oto za co się dziś zabrałam, alfabetycznie:
Blood-C, Ikoku Meiro no Croisée, Kaitou Tenshi Twin Angel ~Kyun Kyun☆Tokimeki Paradise!!~, Uta no☆Prince-sama♪ Maji Love 1000%.
A oto co o nich sądzę:

wtorek, 21 czerwca 2011

Highschool of the dead

Cycki, majtki i zombie - w ten sposób wszyscy opisują tę serię. Jest to, poniekąd, prawdziwe - dużo czasu ekranowego poświęcono tym elementom i bardzo dobrze je pokazano. Sęk w tym, że jest tam wiele więcej - o czym, niestety, często się zapomina. Lub, mam taką nieśmiałą teoryjkę, widownia jest zbyt zajęta gore i fanserwisem, żeby zwrócić na cokolwiek innego uwagę.
Szkoda. 

środa, 25 maja 2011

Karol Kalinowski "Szkicownik"

Wahałam się trochę z kupnem bo wiedziałam że z powodu nieobecności autora na KW autografu nie wysępię. Po dłuższej refleksji dochodzę do wniosku, że może i lepiej, bo bym i tak nie dała rady z moim social awkwardness i tylko przykro by mi było.


Uwielbiam szkice i projekty. Gdy dorywam się do jakiegokolwiek artbooka, zawsze przeglądam pospiesznie te dopieszczone, kolorowe ilustracje (wrócę do nich później) i zmierzam do działu z tym, co lubię. Gdy go brak, jestem niesamowicie rozczarowana.

Jak zresztą sam autor pisze we wstępie: "Przeglądanie takich szkiców, to jak zaglądanie komuś przez plecy, (...) to kop w dupę, (...) kiedy uświadamiasz sobie, że nigdy nie dorównasz tym pracom. To rysunkowe mięso." Te słowa to obietnica. Moim zdaniem - dotrzymana.

poniedziałek, 23 maja 2011

Okamiden, czyli dawna Japonia dungeonami stoi

Gram w Okamidena tak długo nie dlatego, że robię to z przykrością, lecz właśnie tak wygląda delektowanie się w moim wydaniu. Poza tym, nie czarujmy się - posysam w vidya. Zwłaszcza zręcznościówki i strzelanki. Dlatego potrzebuję częstych przerw w tej współczesnej, casualowej wersji dungeon crawlera. Tak, właśnie tak - sandboxowości Okamiden ma tylko smętną namiastkę.

Tekst nie zawiera spoilerów z gry Okamiden.

wtorek, 10 maja 2011

Battle Athletes OVA

Pora na kolejnego starocia! Tym razem z pięknych lat 1997-1998 - więc najlepsze graficznie pyzate buzie i plastikowe włosy bohaterek, lesbijskie podteksty bez angstu (no, bez nadmiaru), i dużo slapstickowego humoru. Przyjemne, choć pośladków nie urywa.

 Od lewej: Mistrzyni, Doświadczona Przyjaciółka, Głowna Bohaterka, Dyrektor Zboczuszek, Delikatna Przyjaciółka, Ta Zła i Comic Relief.

środa, 23 lutego 2011

Cweloholokaust

Radio Erewań podało, że chciano wręczać niemieckim dzieciom komiks wydany za kasę polskich podatników, opowiadający o Szopenie bluzgającym w więzieniu. Sęk w tym, że, jak to w radiu Erewań, nic się nie zgadza, choć, na wszelki wypadek, cały nakład już idzie na przemiał i odpowiedzialne osoby wyleciały z roboty.

 A co się będę! Prawo Godwina w praktyce!

sobota, 19 lutego 2011

Hepi berzdej!

Moje 22. urodziny. Miłe - trochę życzeń na Facebooku, zniżka w Komikslandii, która dała możliwość nadrobienia mang, dotacja od Mamy, Jacek zwolnił mnie z obowiązku gotowania obiadu... Dowiedziałam się również, że tego samego dnia urodziny obchodzi Batman. I to całkiem zrobiło mi dzień.

Z tej okazji - czołówka jednej z najlepszych kreskówek świata, jedynego kanonu o Mrocznym Rycerzu, jaki uznaję. Tak, też oglądałam to w dzieciństwie, być może dlatego, bo niektóre elementy są ostro cheesy, co teraz, po latach, rzuca się w oczy (właśnie zaczęliśmy z Jackiem oglądać to do posiłków), ale kilku bardzo ważnych zalet nic nie przebije.

A te zalety to:
  • Joker grany przez jedynego i najlepszego w tej roli Marka Hammilla
  • Właśnie tam, po raz pierwszy w historii, pojawiła się moja ulubiona postać z uniwersum DC - Harley Quinn
  • Muzyka, oparta na tej z filmu Tima Burtona z 1989 roku
  • Grafika - uproszczona, ale fantastycznie operująca mocno kontrastową czernią, dzięki czemu wszystko jest mroczne
  • No właśnie - ogólnie mroczny klimat, oczywiście na tyle, na ile można było sobie pozwolić w kreskówce dla dzieci
Ostatecznie długo nie dawałam rady oglądać tego, gdy byłam mała, zbyt się bałam, stawałam tylko w progu pokoju i pytałam co jakiś czas rodziców, co się dzieje, gdy ktoś krzyczał na ekranie. Z oglądaniem filmów Burtona, o dziwo, takich kłopotów nie miałam.

niedziela, 30 stycznia 2011

Kontynuując temat męskości w starych kreskówkach...


Oto oryginalna wersja czołówki Conana, wedle Wikipedii emitowanego na TVN w Bajkowym Kinie jako Conan Łowca Przygód. Przez wiele lat myślałam, że Conan to właśnie taki męski i twardy, ale zupełnie niegroźny gość jak w tej kreskówce, więc, oczywiście, spokojnie obejrzałam oba filmy z Arnoldem. To znaczy, spokojnie do momentu, gdy ta głowa matki w pierwszym... Uch. Conan miał w tej serii taką magiczną tarczę, w której mieszkał sympatyczny feniks, bezustannie nazywający głównego bohatera "tępym osiłkiem". Nie było to zbyt edukacyjne, chyba już lepiej byłoby dopuścić umieranie... Bo, oczywiście w tej wersji nikt nie umarł, tylko rodzice Conana zostali zamienieni w kamienne posągi, natomiast rodzeństwo jednego z jego przyjaciół - w, towarzyszące mu zresztą, wilki. Obowiązkową, poprawniepolityczną dziewczyną była akrobatka, rzucająca takimi magicznymi shurikenami (wezwane wracały do niej) pomogła utwierdzić u mnie wizerunek wojowniczej chłopczycy - plus 20 punktów Fajności za warkocz, plus 10 za gorset.

czwartek, 27 stycznia 2011

Angel Beats!

Takie fajne, lekkie, dobrze wykonane i przyjemne animu. Typowy średniaczek - ma sporo zalet, ale nic na tyle pamiętnego, żeby nie utonąć w gąszczu podobnych produkcji z poprzednich i następnych lat.

Dom wariatów, słowo daję.
 Dziwią mnie trochę skrajne emocje, jakie seria wywołała. Choć jestem w stanie zrozumieć, w końcu zachwyceni są głównie młodzi ludzie, dla których szczytem wzruszenia jest Clannad i dowolna nuda od Makoto Shinkaia, a produkcji starszych niż dziesięć lat nie tykają. Szkoda trochę, bo gdy się zostawi wszystkie pretensje do głębi i napinek, można się świetnie bawić.